19.01.2017

William Blake


Dusze zagubione

Dobro i zło
czerwień i czerń
są odzwierciedleniem duszy twej
Twarze dwie
lustrzana igraszka pozwoli ci zrozumieć
obudź swe zmysły, by
zlały się z hukiem gromu
ciemnością nocy
odgłosem śmierci sunącej po szkle

Chcę by po tamtej stronie
nasze dusze radowały się razem
gdy jedna się uśmiechnie
niech druga powtórzy ten gest
Marzyła mi się noc
Noc nadeszła
I jest!

18.01.2017

Richard Crashaw



Epitafium pary młodych małżonków,
 zmarłych i pochowanych pospołu

Przez śmierć powtórnie poślubieni sobie,
Drugie małżeńskie łoże mają w grobie;
Bo choć dłoń Losu wymusić umiała
Rozwód, co duszę oddziela od ciała,
Męża i żony nigdy nie rozdzieli,
Jedno albowiem wspólne życie mieli.

Nie płaczmy. Na nic tu łza czyja.
Kochanków błogi sen spowija.
Leżą jak para turkawek skrzydlata,
Którą w ostatni węzeł miłość splata.
Choć niby martwi leżą, choć w wezgłowiu
Głaz twardy mają, a pościel z ołowiu
Ziębi ich ciała — stać im się nie może
Nic złego: miłość słała im to łoże.

Niech śpią więc, niech ich nikt nie wzywa,
Póki nie minie noc burzliwa
I świt nie wstanie nieskończony.
Wtedy rozsuną się zasłony,
A oni spojrzą, obudzeni,
W dzień, co się nigdy w noc nie zmieni.

Przełożył Stanisław Barańczak
Richard Crashaw*


I nic im nie odpowiedział*


O, Nic wszechmocne! Tyś to przecie,
O, Nic, stworzyło wszystko w świecie.
Bóg raz przemówił – świat nam sprawił;
Gdy nie powiedział Nic – świat zbawił.
Z Niczego świat stworzyło słowo;
Nic zbudowało go na nowo.


przełożył Stanisław Barańczak

*Ewangelia św. Marka 14, 61 – przyp. tłumacza






*Richard Crashaw (ur. ok. 1612, zm. 25 sierpnia 1649) – angielski poeta. 

17.01.2017

Gerard Manley Hopkins


Blask Boga 

Świat nasz jest nasycony świetnym blaskiem Boga .
Ten blask chciałby wybuchnąć jak błysk złotych listków;
Wzbiera, tłoczy się , sączy oliwą kroplistą Na nas.
Czemu więc ludzkość jest dziś Jemu wroga?
Wciąż idą pokolenia pogan;
Pokalał wszystko handel i harówka wszystko
Powalała: brud ludzki oblepia świat ślisko;
Ziemi nagiej nie czuje dziś obuta noga.
A mimo to natura jest nie wyczerpana;
W głuchych głębiach wszechrzeczy śpi olśnienie świeże;
I choć glob na zachodzie czarna czeluść wchłania,
Spójrz , brzask bryzga nad wschodu rumiane rubieże
Jasnoskrzydły Duch Święty ogrzewa , osłania
Pisklę-świat piersią świtu i ach ! światła
pierzem.
Gerard Manley Hopkins*


Nie ma dna udręk 

Nie ma dna udręk. Miota się za metą męki
Męka gorsza: przez tamtą szkolona i świeża.
Gdzie, gdzie ten pocieszyciel, który ból uśmierza?
Gdzie, Mario, matko nasza, rąk Twych dotyk
miękki?
Stadem, stosem wciąż większym gęstnieją me jęki
We wszechból, wszechżal; młot w nie odwieczny
uderza,
Aż jęk cichnie I niknie. Furia wyje: "Nie żal
Mi ciebie ! Będę sroga: cios musi być prędki".
O, myśl, myśl w sobie góry ma: jeśli na szczycie
Staniesz, pod tobą urwisk stromość niezgłębiona.
Jak straszna - wie ten tylko, to z nich zwisał. Czy się
Długo da w dłoniach otchłań utrzymać ? Osłona
Czeka, nieszczęsny, schroń się przed wichurą : życie
Wszelkie kończy się w śmierci, każdy dzień w śnie
kona.


*Gerard Manley Hopkins (ur. 28 lipca 1844 w Stratford, zm. 8 czerwca 1889 w Dublinie) – angielski poeta, jezuita. 
Gunnar Ekelöf



* * * 
Proste są narodziny:
Ty stajesz się ty
Prosta jest śmierć:
Ty przestajesz być ty
Mogłoby być odwrotnie
jak w świecie zwierciadeł
Śmierć mogłaby się narodzić
z Życie zgasić
to jak i tamto jest możliwe -
A być może jest tak:
Ze Śmierci powstałeś – powoli
wyniszcza cię Życie


tłum. ze szwedzkiego Zdzisław Wawrzyniak


14.01.2017

Joanna Kulmowa


A kiedy wszystko zgaśnie

Poprzydzielano nam natrętne księżyce
Pomosty świateł przez wiosenną ulicę
Latarki w łukach bram
Łagodne gwiazdy uczepione u okien
W kawiarniach lampki i półświatła - półmroki
Przydano nam

I nim wygasną pajęczyny lichtarzy
W ciemnościach naszych inny żar się rozjarzy
Inny zapłonie blask
I będę czytać twoje oczy palcami
I nic nie będzie przed nami, za nami
Nic, nic, nic oprócz nas

Bo kiedy wszystko zgaśnie
To wtedy jest najjaśniej
Najprościej
Modlimy się ustami
Modlimy się rękami
W ciemności

Jesteśmy niewidomi
Tylko sobie wiadomi
To wszystko
Po omacku błądzący
Tylko siebie znający
Tak blisko

Bo ciemność to my sami
Nie ma nic przed nami
Nie ma oprócz nas
I tylko nasze ręce
Nasz dotyk i nic więcej
Nic więcej
Nikt nikomu nie kłamie
Znamy siebie na pamięć
W mroku
To my...
Leopold Staff

Więc można kochać i nie wiedzieć o tem

Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?
Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotnym...

Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,
W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,
Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu!

I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,
Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

Lecz smęt mży jeno szarym, suchym makiem,
Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."
Ach, można i nie wiedzieć o tem!

13.01.2017

Roman Brandstaetter


Hymn do modlitwy

Zjaw się
I bądź mi pomocna
Modlitwo nocnych rozmyślań,
Powiernico moja.

Masz tylko wtedy sens,
Gdy jesteś sądem Boga nad człowiekiem.

Nie przemawiaj gadatliwością ust moich,
Ale bądź uchem moim,
Czujnym i niezawodnym,
Słyszącym wszystko,
Co Pan powie.

Spraw, abym w jednym ułamku milczenia
Zawarł całe moje jestestwo.

Bądź milczeniem ust moich,
Milczeniem potakującym woli Bożej
I przyświadczającym woli Bożej,
I potwierdzającym wolę Bożą,
I pieczętującym wolę Bożą.

Nie jestem godzien
- Liść upadły z drzewa -
Zjednoczenia z Panem,
Ale spraw,
Aby dusza moja,
Ta najmniejsza drobina Bóstwa,
Miała świadomość swego rodowodu,
Który ją czyni cząstką Jego Bezimienności,
Odblaskiem Krzaku płonącego,
Krzaku ciernistego,
Krzaku Ukrzyżowanego.

Zjaw się
I bądź mi pomocna,
Modlitwo nocnych rozmyślań,
Powiernico moja.
Ks. Jan Twardowski


Daj nam

Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie
radość że można mieć niewiele rzeczy
i że pieniądze mogą być jak świnie

i daj nam czystość co nie jest ascezą
tylko miłością - jak życie całe

i posłuszeństwo co nie jest przymusem
ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą
czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku

i daj nam sen zdrowy świąteczny apetyt
wiarę bez nerwów to jest bez pośpiechu
a zimą jeszcze matkę mi przypomnij
w ubogim czystym i posłusznym śniegu
Ryszard Riedel

https://www.youtube.com/watch?v=QfideG41r1w

"Modlitwa III-Pozwól mi"

Pozwól mi spróbować jeszcze raz
Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi
Za pychę i kłamstwa, same nałogi
Za wszystko co związane z tym
Za świństwa duże i małe
Za mą niewiarę - rozgrzesz mnie
No rozgrzesz mnie, no, no, no....
Panie mój, o Panie
Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się w mych snach
Co dzieje się
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi
Spróbować jeszcze raz, jeszcze raz
Chcę trochę czasu, bo czas, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się, co dzieje się w mych snach
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi spróbować jeszcze 

10.01.2017

Edyta Kulczak


***
zgubiłam wiarę
w ciebie
straciłam z oczu
rytm twojego serca

odurzona 
sekretami przeszłości
śnię ciągle
o tobie
złe sny


* * *
nie usłyszałeś
w porę
mojego wołania

omijałeś
rozproszony światem
moje oczy

otulił
mnie szczelnie
smutek

gdy czekam 
na twoje
ramiona

08.01.2017

Krzysztof Ćwikliński


Umiałbym


Umiałbym kochać mocniej, lepiej lub inaczej,
umiałbym może… Umiał w plątaninie znaczeń
znaleźć jedno właściwe i jasne. Zawiłość
zdań złożonych przełożyć na słowo słów: miłość.

Ból może mógłbym nazwać… i opisać światło.
Może umiałbym więcej? Może nic ponadto?

Może pojąłbym siebie bez reszty? Nareszcie
umiałbym spleść jak warkocz barwę, czas i przestrzeń.

Umiałbym też zapewne od innych nie gorzej
rozumieć i wybaczać, i umiałbym może
żywych poić nadzieją, a umarłych budzić -
gdybym mówił językiem aniołów, nie ludzi…

07.01.2017

Krzysztof Ćwikliński


Wiersz wieczorny


Wciąż coś odchodzi, wciąż coś mrok zagarnia,
Wzrok coraz słabszy, coraz krótszy dzień...
Mży wątłym światłem skrzywiona latarnia,
Do snu układa swój niepewny cień...

Wszystko gdzieś znika, roztapia się, chowa...
Płomyczki myśli gasną raz po raz
I mrą wspomnienia, usychają słowa...
Kaszlem zza ściany odzywa się czas.

W czeluściach okien żagle firan płyną,
Ciał moich dziewcząt płynie z nimi mgła...
To stara szafa prószy naftaliną,
To pamięć cicho dobija do dna...
Wisława Szymborska

Krzysztof Łozowski 

Uśmiechy

Z większą nadzieją świat patrzy niż słucha.
Mężowie stanu muszą się uśmiechać.
Uśmiech oznacza, że nie tracą ducha.
Choć gra zawiła, interesy sprzeczne,
wynik niepewny - zawsze to pociecha,
gdy uzębienie białe i serdeczne.

Muszą życzliwie pokazywać czoło
na sali obrad i płycie lotniska.
Ruszać się żwawo, wyglądać wesoło.
Ów tego wita, ten owego żegna.
Twarz uśmiechnięta bardzo jest potrzebna
dla obiektywów i dla zbiegowiska.

Stomatologia w służbie dyplomacji
spektakularny gwarantuje skutek.
Kłów dobrej woli i siekaczy zgodnych
nie może braknąć w groźnej sytuacji.
Jeszcze nie mamy czasów tak pogodnych,
żeby na twarzach widniał zwykły smutek.

Ludzkość braterska, zdaniem marzycieli,
zamieni ziemię w krainę uśmiechu.
Wątpię. Mężowie stanu, dajmy na to,
uśmiechać by się tyle nie musieli.
Tylko czasami: że wiosna, że lato,
bez nerwowego skurczu i pośpiechu.
Istota ludzka smutna jest z natury.
Na taką czekam i cieszę się z góry.
 Wisława Szymborska



Psalm

O jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa,
ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju,
ile górskich kamyków stacza się w cudze włości
w wyzywających podskokach!

Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci,
albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie?
Niechby to nawet był wróbel - a już ma ogon ościenny,
choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku - ależ się wierci!

Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce,
która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika
na pytanie: skąd dokąd - nie poczuwa się do odpowiedzi.

Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz,
na wszystkich kontynentach!
Bo czy to nie liguster z przeciwnego brzegu
przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek?
Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna,
narusza świętą strefę wód terytorialnych?

Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
jeśli nawet gwiazd nie da się porozsuwać,
żeby było wiadomo, która komu świeci?

I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły!
I pylenie się stepu na całej przestrzeni,
jak gdyby nie był wcale wpół przecięty!
I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza:
przywoływaczych pisków i znaczących bulgotów!

Tylko to co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.