14.05.2018


 Maria Magdalena Pocgaj


 ***
Poprowadź mnie

w zielone przestrzenie

w krainy ptasie i chmurne

w nieba perłowe

w cisze bezbrzeżne

nad wody lustrzane

i dotknij szeptem

tak na to czekam

 Maria Magdalena Pocgaj*


 *  *  *
Jeszcze mnie nie dotykałeś
przez nocy aksamit
nie pieściłeś szeptu motylem

a czuję się
tak bardzo twoja

 *  *  *
Nic od ciebie nie chcę
nie oczekuję niczego
wystarczy że co noc
imię twoje wygaszam jak świecę
a nad ranem
znów we mnie płonie!



* Maria Magdalena Pocgaj 

Irena Kaczmarczyk

Erotyk

Pozwólmy naszym dłoniom rozmawiać do woli
Pozwólmy palcom pieścić każde słowo z bliska
Stęskniony dotyk niechaj zatańczy powoli
Jak płomyk pożądania co w źrenicy błyska

Pozwólmy naszym palcom pobłądzić we włosy
Niech nam się zaplatają warkoczyki marzeń
A łezkę zakochaną co się z rzęsy toczy
Ustami znajdź i scałuj ze szczęśliwej twarzy

Pozwólmy naszym ustom nasycić się wzajem
Niech dziką słodycz piją jak dojrzałe wino
Czyżbyśmy wędrowali znów Edenu krajem
I znów tamtymi byli chłopcem i dziewczyną?

Leszek Żuliński

Sobą
Powiedziała: kocham.

I co ja mam teraz zrobić?
Pod ręką żadnej wysokiej góry,
żeby wejść i krzyczeć,
wzbić się i poszybować,
żadnej pieczary, groty, żeby przycupnąć,
schować się przed blaskiem słów,
płonących w gardle.

Kocham…
Co mogła mieć na myśli,
może nic?

Kocha,
ale czy umiera od tego słowa, czy cierpi,
czy biegnie do mnie przez zasieki,
kosmosy, łąki i żużel czasu,
czy niesie mi swoją nagość
jak nacięty pień brzozy,
przy którym ugaszę
ogień ust, gardła i dłoni?

Czy dotknie mnie swoją żagwią,
od której ogień ust, gardła i dłoni
wybuchnie na nowo?

Czy kiedy ona kocha,
to sobą,
czy dla siebie? 

Krzysztof Cezary Buszman

 Wpisany w Ciebie 

Pragnę czasem w czasie się zgubić
Jak klucz, czy drogę - gubi się w lesie
Ale się boję, że nikt mnie nie znajdzie
I, że już z drogi mnie nie podniesie.

Wyrwać się stąd - jak kartkę z notesu
Jak ząb obolały -  w nieobecność
I wysłać bez zwrotnego adresu
List, że wrócę nim skończy się wieczność.

Pragnę uciec ucieczką udaną
Przed pościgiem napomnień otyłych
Myślą o Tobie, zawsze co rano
Na drugie życie nabierać siły.

Jestem tu gdzie jestem
W każdą noc, w każdy dzień
Rzucić chcę to wszystko
A jedynie rzucam cień. 

Pragnę przepaść, jak czasem przepada
Cała wypłata w nadziei kasynie
Nim bezlitosnym miną mijaniem
Jedni dla drugich - ważni jedynie.

Jak w automacie ostatni żeton
Zniknąć rozmową przerwaną w pół słowa
Z tą świadomością, że jesteś - nadziejo
Że z Tobą warto zaczynać od nowa.

Pragnę czasem w czasie się zgubić
Jak klucz, czy drogę - gubi się w lesie
Lecz gdy na drodze, znajdziesz mą drogę
Czy mnie z tej drogi, jak klucz podniesiesz?

30.04.2018


Rainer Maria Rilke

* * *
Każdemu daj śmierć jego własną, Panie.
Daj umieranie, co wynika z życia,
gdzie miał swą miłość, cel i biedowanie.

Myśmy łupina tylko i listowie.
A wielka śmierć, którą ma każdy w sobie,
to jest ów owoc, o który zabiega

wszelki byt. Rosną dziewczęta dla niego
i wybuchają niby drzewo z lutni,
chłopcy chcą zmężnieć w tęsknocie okrutnej,
kobiety stają się powiernicami
wyrostków, co swych trwóg nie dzielą z nikim.
Dla niego trwa to, co jest tu ujrzane,
jak wieczne, mimo że jest tylko cieniem –
i każdy, kto był twórcą, budownikiem,
światem dlań stawał się, ciepłym tchnieniem
owiewał, tajał, marzł. Światło skupione
w sercach i myśli biało rozżarzone
weszły w owego owocu okrągłość. –
Lecz twe anioły stadem ptaków ciągnąc
ujrzały: wszystkie owoce zielone.

z tomu „Księga godzin”, 1899-1905

tłum. Mieczysław Jastrun

26.04.2018


Julia Hartwig
Van Gogh
Buty chrześcijanina

Poznaję je, te buty, na nogach człowieka
którego kocham miłością bliźniego i przyjaciela.
Myślę: to są właśnie buty chrześcijanina, mocne
i niedbale przystające do nogi, zawsze źle oczyszczone.
Między Krakowem, Warszawą i dalekimi szlakami świata
chodziły te buty nie bojąc się deszczu ani ostrych kamieni.
Widziałam je pod skałą w Tatrach, gdzie zginął Karłowicz
i na odtajałej łące, gdzie rozanielone wiosną
grzęzły wśród mrugania żółtych kaczeńców.
W przyklęknięciu widać ich steraną podeszew
ze stemplami miejsc cudownych
po których biegał święty Franciszek
i gdzie na kamień katedry upadł zamordowany biskup Romero.
Te buty chętnie nadrabiały drogi przez galerie sławnych obrazów,
przed nimi Syn Marnotrawny odkrył wygolone ciemię
swojej okrągłej głowy,
odlatujący z domu Tobiasza Anioł
odsłonił tajemnicę wiązania swoich skrzydeł.
Bywało, że przypiekał je wulkan świętego gniewu
i chłodziły lodowce teologicznych rozważań.
Na ogół jednak głowę posyłając w obłoki
same trzymały się ziemi.
Jeśli poprosisz o te buty,
właściciel odstąpi ci je bez wahania.
Nie wiadomo jednak
czy wciąż jeszcze będą to na tobie
buty chrześcijanina.

22.04.2018

 Szafirowe 45

Ty jesteś moją żoną, to we krwi mojej tłucze
Popłochem, szczęściem, strachem, radością i wyskokiem!
Zamieram i wybucham, tryumfem wrę i huczę,
I płynę w dal obłokiem, i pędzę w dal potokiem. 
I myślę, i wspominam, i przypominam sobie,
I modlę się, i płaczę, i ludziom ściskam dłonie,
I śmieję się do siebie, i nie wiem sam, co robię,
I ze wzruszeniem mówię: ja z żoną, żona, żonie...
 Błękitno-złota moja! Wiosenna i jesienna!
Ty, co dzień po raz pierwszy ujrzana i kochana!
Spójrz, proszę, w oczy moje; ta sama moc niezmienna,
ta moc, co jeno rzuca w pokorze na kolana!
/J. Tuwim, Miłość najważniejsza/

***
Gdy próg domu przestępujesz,
to tak jakby noc sierpniowa
zaszumiała wśród listowia,
a ty przodem postępujesz.

A za tobą cienie ptasie,
szczygieł, gil i inne ptaki.
Świecisz światłem wielorakim
od sierpniowej nocy jaśniej.

Bo ty jesteś ornamentem
w gmachu nocy, jej księżycem,
przesypujesz światła w ręku
z namaszczeniem jam pszenicę.

U twych ramion płaszcz powisa
krzykliwy, z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze, aż gdzie gwiazda

Venus. A tyś lot i górność
chmur, blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.
 /K. I. Gałczyński/

***
pokochałem ciebie w noc błękitną,
w noc grającą, w noc bezkresną.
Jak od lamp, od serc było widno,
gdyś westchnęła, kiedym westchnął.
pokochałem ciebie i boso,
i w koronie, i o świcie, i nocą.
jeśli tedy kiedyś mi powiesz:
Po coś, miły, tak bardzo pokochał?
Powiem: Spytaj się wiatru w dąbrowie,
czemu nagle upadnie z wysoka
i obleci całą dąbrowę,
szuka, szuka: gdzie jagody głogowe?
/K.I.Gałczyński/

***
Jutro popłyniemy daleko, 
jeszcze dalej niż te obłoki, 
pokłonimy się nowym brzegom, 
odkryjemy nowe zatoki; 

nowe ryby znajdziemy w jeziorach, 
nowe gwiazdy złowimy w niebie, 
popłyniemy daleko, daleko, 
jak najdalej, jak najdalej przed siebie. 

Starym borom nowe damy imię, 
nowe ptaki znajdziemy i wody, 
posłuchamy, jak bije olbrzymie, 
zielone serce przyrody. 
/K.I.Gałczyński/

***
cóżem winien

Cóżem winien, żem tak się nabłąkał,
żeby w końcu do ciebie przyjść,
żeby w końcu zrozumieć, że ty jesteś łąka
i drzewo, i księżyc, i liść.

Żeby w końcu zrozumieć, że śmiejący się potok
to ty także i muszla na dnie,
i Cerera świecąca nad pszenicą złotą,
i zielony wiatr, który dmie.

***
- Powiedz mi jak mnie kochasz.

- Powiem.
- Więc?

20.04.2018


Julia Hartwig


Gdzie są melodie

Gdzie są melodie po prostu melodie
Kiedyś czerpano je jak wodę ze strumieni
budzono nimi i przy nich zasypiano
Gdzie są te melodie
Ach głowo jakże jesteś pyszna
kiedy wszystko chcesz wyprowadzać z siebie
Gorgono słyszę syk twoich wężów
próbujących powrócić do swoich ziemskich gniazd

Julia Hartwig

Rozmówcy

Na balkonie dwa trzcinowe krzesła
w kolorze bladoniebieskim
Jest w tym kolorze coś z doskonałości
to dwie furtki do nieba

Wygodnie w nich rozparci rozmawiają oboje leniwie
w łagodnym świetle popołudnia
jak gdyby nic nie zostało zmarnowane
jak gdyby nic nie zostało zadeptane
Ich zdania padają z rzadka jak krople do zmąconej wody
która była kiedyś przezroczysta

15.04.2018

Maciej Pinkwart 

 Trochę miejsca 


Zrób mi trochę miejsca
w swoim życiu
dużo nie potrzeba
jedno krzesło przy stole
jedna gwiazda na niebie
kawałek poduszki
mgnienie uśmiechu
fotografia w zeszycie
łza na policzku
cień dotyku ręki
zamyślone spojrzenie
kilka oddechów
kącik w sercu
wiersz na kartce
chwila poza czasem i przestrzenią
krótka wiadomość tekstowa
w środku dnia
kocham cię
minuta
dzień
noc
wieczność
ja z tego sobie zrobię
największe szczęście

04.04.2018


Krystyna Kunigiel-Jabłońska

 Wiosenny powiew

W powietrzu czuć wiosnę,
co po śnie zimowym,
jak długim letargu
do życia się budzi.
Jeszcze sypie śniegiem,
jeszcze lodem mrozi,
ciepło z zimnem splata
- jednak już nadchodzi.
Tak bardzo cię czekam,
szczególnie w tym roku,
oczy me uraduj
jasną swą zielenią.
Zawieś na gałęziach
liście, kwietne pąki,
rzuć świeże kobierce
na uśpione łąki.
Wiosno ! daj otuchę
swym młodzieńczym tchnieniem,
oddal mój niepokój,
- myśli uciszeniem.
Przynieś proszę z sobą,
nową radość bycia,
nadaj sens istnieniu
w tym bezsensie życia.
Przyjdź w wianku z pierwiosnków
na głowę włożonym, w sukience utkanej
z mgiełki nad wodami,
dotknij swoją różdżką,
rozsiej radość wokół,
zabierz mą samotność
a przywróć mi spokój.

03.04.2018

Bogdan Loebl


Wielkie jest czekanie

Mocniej świeci słońce słońce – gdy masz przyjść
Mocniej pachną kwiaty – gdy masz przyjść
Ciszej gada rzeka – gdy masz przyjść
Ciszej szepcą drzewa -gdy masz przyjść

Rankiem dbaj o miłość
Nocą dbaj o miłość
Miłość to jest słodki kwiat
Miłość to jest kruchy świat
Świat ten możesz zniszczyć
Bo kwitnie tylko wtedy
Gdy masz przyjść

Wielkie jest czekanie – gdy masz przyjść
Wielkie jest pragnienie – gdy masz przyjść
Wielka jest nadzieja - gdy masz przyjść
Wielka jest modlitwa - gdy masz przyjść

Przed snem dbaj o miłość
We śnie dbaj o miłość
Miłość to jest słodki kwiat
Miłość to jest kruchy świat
Świat ten możesz zniszczyć
Bo kwitnie tylko wtedy
Gdy masz przyjść

Niech Twe dobre ręce dwie
Pomogą mi z pożaru wyjść
Niech mi zdejmą z karku brzemię
Ognia,który trawi mnie

Niech Twe dobre ręce dwie
Podadzą mi czułości tlen
Miłość to jest słodki kwiat
Miłość to jest kruchy świat
Niech Twe dobre ręce dwie
Napoją i otulą mnie...

Zimą dbaj o miłość
Wiosną dbaj o miłość....

29.03.2018


Ks. Jan Twardowski

Nasza droga

Teraz czas na naszą Drogę Krzyżową.
Nas też czasem niesłusznie posądzą.
Nas też dotknie cierpienie
 i będziemy przewracali się
 może więcej niż trzy razy.
Nieoczekiwany przyjaciel 
okaże nam pomoc.
Kobieta uśmiechnie się do nas
 w naszym cierpieniu.
Obnażą nas, pokażą wszystkim
 nasze wady; czas obedrze nas
 ze wszystkich uroków.
Będziemy umierali
 w zupełnej samotności,
 tylko z Matką Boską i z Ewangelią,
 jak ze świętym Janem.
Zostanie tylko to, co w naszym 
życiu było miłością do Boga i do ludzi. 
Tego żaden grób nie zamknie,
 żaden kamień nie przywali.

***


Przychodzimy do Jezusa, chociaż Go nie widać. 
Jest wciąż z nami, bardziej obecny, bo oczami 

nie ogarnięty.
Jezu oskarżony
z twarzą na ziemi
z bezradną nawet Matką
z obcym Cyrenejczykiem
z obmytą w bólu na dwie minuty twarzą
pod krzyżem na drodze
nauczający do końca
wdeptany w ziemię
obdarty z szat
z oczami co przebaczają
odchodzący i obecny
przychodzimy do Ciebie,
ale nie chcemy przychodzić
tylko czternaście razy

Fragment książki Utwory Zebrane ks. Jana Twardowskiego. Tom XI