25.06.2016

Halina Poświatowska
Joanna Sierko-Filipowska



* * * 
nie umiem powiedzieć słowem
nie słowem tęsknię
ale rękoma
zamykającymi przestrzeń
ale krwią
opływającą ręce

jesteś w moim tętnie
odkrzykującym sobie
powracającym do siebie
wiecznie pamiętającym

we mnie powstajesz
najgłębiej
i każdy oddech
który na mrozie krzepnie
przypomina że jesteś
że znów odszedłeś ode mnie


* * *
nie wiem co kocham bardziej
ciebie czy tęsknotę za tobą
czy pocałunki czy pragnienie pocałunków
pewne zaspokojenia
myślałam że już nigdy nie będę pisać wierszy
a teraz serce moje wezbrało miłością jak rzeka
i wystąpiło z brzegów - jak rzeka
i bystry potok porywa słowa
unosi słowa
i wszystkie mówią o mojej miłości
o mojej tęsknocie
o pragnieniu moim odnawiającym się jak księżyc
gasnącym w słońcu twojego spojrzenia
Victoria Theodorou*

Joanna Sierko-Filipowska

Nie przyjdziesz

Nie uwierzyłam, że już więcej nie przyjdziesz.
Ale nie oczekiwałam cię też od morza
ani od dróg i ścieżek
zabrałam oczy od zakrętów
uszy od kroków i wszelkich dźwięków.
Gęsta ziemia zakopała moją nadzieję
nie wierzyłam, że przyjdziesz – a jednak!
Zielone kiełki wyrosły tam
zapowiadając kwiaty.

Nie przyszedłeś bezpowrotnie, nie przepadłeś
jak chmura ani jak śnieg -
widzę uśmiech małego dziecka,
w jego czystym spojrzeniu trzepoce
twój oddech.
Trzepoce i unosi się jak para
jak lotny ptak wiatru.


tłum. Nikos Chadzinikolau
*Victoria Theodorou
August Strinberg



Sobotni wieczór

Wiatr odpoczywa, zatoka jak lustro odbija,
młyn zasypia, żeglarz swój żagiel zwija.
Woły wypuszczono na zielone pastwisko,
wszyscy się szykują, dzień odpoczynku blisko.

Przeloty słonki ciągną się ponad lasem,
parobek przy stodole śpiewa ciągłym basem,
ganek zamieciony, rabaty kwiatowe podlane,
ogród zagrabiony, krzaki bzu przebrane.

Na rabatach leży dziecinna lalka porzucona
pod wielobarwnymi tulipanów dzwonach.
W trawie piłka potoczyła się i ukryła,
w beczce z wodą trąbka do grania zatopiła.

Zielone bramy są już teraz niedostępne,
zamki zamknięte, zasuwy zatrzaśnięte,
pani idzie sama, ostatnie światło za nią gaśnie,
a wkrótce cały dom pogrąża się we śnie.

Ciepła czerwcowa noc drzemie spokojna
i w ciszy stoi wysłużona ogrodowa altana,
przy nadbrzeżu drze się jeszcze morze, ale
to tylko tygodniowych sztormów martwe fale.

z tomu „Dikter på vers och prosa”, 1883


tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

24.06.2016

Stanisław Grochowiak


To chyba wszystko...

To chyba wszystko, dumna panienko,
wszystkom uczynił, czegoś pragnęła:
trochę płakałem, niewiele, maleńko...

A płacz właściwie był rzewną piosenką,
bo choć sądziłaś, żeś mną owładnęła,
kochałem trochę, niewiele, maleńko...

Ot, tyle tylko aby mieć pod ręką
szczyptę tęsknoty do tęsknego dzieła,
tkliwości trochę, niewiele, maleńko...

A dzisiaj wszystko dla innego wzięłaś,
wszystkiego trochę, niewiele, maleńko...
ks. Jan Twardowski


co zginęło

Szukam co było zginęło

co Ci zginęło Panie
gwiazdy nie ruszyły z miejsca
nie zmieniły adresu
księżyc staroświecki został po dawnemu
choć już podeptany
tak jak przedtem
półtora miliona gatunków chrząszczy
w dalszym ciągu kaczka ma dwanaście tysięcy piór
wiatr kręci się w kółko tak stale potrzebny że bezradny
zgodnie z planem wędruje w marcu łosoś w górę rzeki
niebieski i szary
gryfon wystawia ptaki wodne unosząc przednią łapę
gęś tylko pod skrzydło chowa głowę
jeśli się mrówki zgubią to się same odnajdą
bo mrowisko zawsze przy drzewie od południowej strony
podobno małp przybywa - nie ubywa
tylko człowiek stale Ci się gubi
urodzony dezerter

23.06.2016

Josip Osti

ВИКТОР БРЕГЕДА

Książkę w mojej ręce kartkuje mistral

Książkę w mojej ręce kartkuje mistral, kiedy czytam
na tarasie, przed którym rozpościera się morze.
Na morzu żaglowiec, wokół którego krążą mewy.

Czytam, w jednej ręce książka, druga
na twoim gorącym obnażonym kolanie. Jak jedwab.
Żaglowiec za żaglowcem. Pełne cudownych tkanin,
zapachów, przypraw... Czytam, wpatrzony w siebie.

Widzę: wypływam z Indii. Płynę żaglowcem
do małego miasteczka w Dalmacji, gdzie na tarasie,
nad morzem, siedzisz obok człowieka, który czyta.

W jednej jego ręce książka, druga na twoim gorącym
obnażonym kolanie. Czyta, wpatrzony w siebie.
Ty patrzysz przed siebie. Widzisz: na morzu żaglowiec.
Wokół niego krążą mewy. Książkę w mojej ręce
kartkuje mistral póki nas nie zbudzi krzyk mew.


przeł. Dorota Jovanka Ćirlić
Anna Świrszczyńska


Dojrzewanie do prawdy


Moja dusza
rozszerza się powoli
jak oczy, które
wychodzą z orbit.
 Ryszard Krynicki


Poezja

Poezja bywa - jeśli wcześniej jest,
jak transfuzyjna krew i przeszczep serca,
których dawcy, choć dawno pomarli
w nagłych wypadkach - to ich krew
żyje i cudze krwiobiegi spokrewnia,
i cudze ożywia wargi
Anna Świrszczyńska


Południe

Gotowały się góry
drzewa oliwne śpiewały bardzo cudnie.
Człowiek boży
przyszedł ku dziewkom u studniej.

Klaskały w ręce pagórki,
szklane gaje pieniły się w wietrze.
Dziewce z kanarkowych włosów
kapie i brzęczy gęste powietrze.
Zielona ryba
patrzy okiem z fryzowanej strugi.
Wykluwają się w niebie
esencjonalne papugi.
Osłowie wołali się dzicy
po górach, u oliwnego drzewa.
Ulicą idzie Widzący. Śpiewa.
Szczeniec Iwowy przypadł mu do pięty
z różową gębą, ziejąc wielki i śliczny.
Wziął w łapę krzyż i stał się w talii wcięty.
Wziął tarczę i stał się heraldyczny.
Rzekł Widzący ku dziewkom – bardzo ścisły:
– Co jest wieczność albo prawda jest czyja?
Nagle słowa mu prysły,
a góry zaśmiały się: – Mijam.
Więc angieły stanęły wkoło
i zaczęły po rajsku krzyczeć.
Posadziła się z nogami na obłok
w zielonej suknie Teologia – Beatrycze.
A on podniósł mocen palec i wołał:
"Wieczność. Wieczność. Oto chwilę przygwożdżę."
Alić świat jak u van Gogha,
był niby Przemienienie i drożdże.

18.06.2016

Philippe Jaccottet


Ten, który nie wie

Im jestem starszy, tym jaśniej widzę, że nie wiem,
im dłużej żyję, tym mniej mam na własność i we władaniu.
Jedyne, co posiadam, to przestrzeń – kolejno
w śniegu i w blasku, ale przestrzeń wciąż nie zamieszkana.
Kto tu jest przewodnikiem, dawcą, opiekunem?
Trwam w swoich czterech ścianach i przede wszystkim milczę
(cisza wchodzi tu jak służąca wnieść odrobinę ładu)
i czekam, aż wszystkie kłamstwa odejdą kolejno na bok:
a co zostaje? Co umierającemu zostaje,
co mu nie daje umrzeć? Jaka to siła
zmusza go, zamkniętego w tych ścianach, aby mówił?
Skąd mógłbym wiedzieć, gdy ani mądrości we mnie, ani pokoju?
A przecież słyszę głos i słowa nadbiegają
niewyraźne najpierw, niepewne jak wstający dzień:

„Miłość, jak ogień, pali się jasno dopiero,
gdy żywi ją błąd i piękno idących w popiół drzew...”



tłum. Aleksandra Olędzka-Frybesowa
Ks. Jan Twardowski


O cokolwiek zapytasz

czemu serce jak żebrak
gdzie indziej istnienie
wierna miłość nietrwała
ślub co przeszedł obok
czemu święty i grzesznik w tym samym pewexie
niepewność świętych jaka łaska grozi
czemu łza opiekunka do gardła mi wpadła
bo szczęście się urwało nie wiadomo po co
o cokolwiek zapytasz
trzepnie cię milczenie
Bogu nie stawia się pytań dlaczego

Pytam

Jak uprościć wszystko zapłakać
jak nie szukać innego siebie
jak nie wiedzieć w sam raz i za dużo
ani trochę już i zupełnie
jak biedronkę osłonić ręką
jak patykiem rysować wzruszenie
jak Jezusa przybliżyć tym wszystkim
którym dzisiaj zgłupiało sumienie

16.06.2016

Beata Aleksandra Gutocka

Charles Courtney Curran

***
W moim ogrodzie
zieleń kwitnie
i śpiewają ptaki
nienamalowane
Gdy wejdziesz
w mój ogród późnego lata
kwitnące pnącza Cię owiną
jak moje ramiona
I razem powijemy sen
a w nim zostanę
na zawsze
Twoją zieloną legendą
na całą przyszłość
w naszym ogrodzie
Jesiennym
Anna Kojtochowa

Po wieczorze autorskim
Simona Moleke Niija, poety z Ghanyi
Charles Courtney Curran


* * *

1.
"Jestem stary jak słońce
i młody jak wczoraj"
Jestem wieczna jak słońce
i ulotna
jak przemijalne wczoraj
silna brzmieniem tamtamu i zanikająca jego echem
w dżungli wrzącej
oddechem zwierzyny
i bujnością
splątanej zieleni
2.
Niosę swoją ciszę
w oddechu wiosny
i upale lata
Tarczą obronną
zaklinam klęski
i głoszę radość
ponad zgiełkiem świata
Niosę swoją ciszę
jak monstrancję świętą
nad ziemią siną
od bólu tworzenia
Niechaj w tej ciszy trwa
i odpoczywa wolna od
troski i klęski
cierpienia
Spokojna w blaskach
tworzenia
cisza
wiatru wody cienia


Warszawa, 26 IV 2002
Anna Kojtochowa

jedyną odpowiedzią
na grób dziecka jest
położyć się obok - jak martwy
Saint Geraud (Bill Knott): Poemat
tłum. Krzysztof Boczkowski

***

Dzięki ci losie
że jeszcze żyję
choć już
dawno miałam umrzeć

dzięki ci losie
że moje nogi
dotykają ziemi
choć mogłyby
nigdy nie czuć
tej twardości

dzięki ci losie
że moje nieszczęścia
są szczęściem
wobec tego
co dotknęło innych

Oszczędź mi losie
koszmaru
wcześniejszego odejścia
tych których kocham
Niech będą ze mną
w ostatniej godzinie

15.06.2016

Ewa Najwer


Terapia kolorami

Łąkę!
Natychmiast zieloną łąkę!
-           wołam w głąb siebie
gdy władyka-urzędnik podniósł na mnie głos
i zaraz spokojnie odpływam z portu Segregatorów
po kaczeńcach w śnieżycy stokroci

Oszukana na chlebie i wodzie
łatę nieba wyciągam z kieszeni
i rozsyłam jak balon
Mam płat przeczystej modrości
i dalekie jezioro
z odbitą gwiazdą poranną

I gdy na mój jasny kapelusz
kupiony na ten wiersz
brudne sadze padają
i kiedy nie potrafię już niczego zmienić w żart
ani w dobre obrócić
łykam orzeźwiające oranże i fiolet
gryzę orzeszki wiewiórczej czerwieni

Kolory – lecznicze radości szarego bylednia
Okruchy farby z odrapanego autobusu szans


z tomiku „Wiersze siódme”, 1982
Tadeusz Różewicz


Złote myśli na czarnym tle

od przebudzenia
mam czarne myśli

czarne myśli?

może spróbujesz opisać
ich formę i treść

skąd wiesz że są czarne

może są kwadratowe
albo czerwone
złote

właśnie!

złote myśli

złote łuski w martwym morzu
zmęczonego języka

choćby te z Gogola
„nic tak nie uspokaja
jak historia”
albo
„ze śmiechem nie ma żartów”

i jeszcze jedna myśl
którą powinni przemyśleć
ludzie młodzi
i ludzie w „sile wieku”

„źle byłoby na świecie
bez ludzi starych”

PS
nie byłoby komu ustąpić
miejsca w tramwaju
a cóż jest warte życie
bez dobrych uczynków