23.09.2016

Józef Baran


Taca

w końcu
tak mało mam do stracenia!

tak lekką ręką
rzucę kiedyś
na tacę wieczności
tych parę miedziaków
istnienia
Jerzy Górnicki


Kres

Wszystko co z matki ma swój kres
dlatego ludzki czas nie staje,
morze wylanych srebrnych łez
raz coś odbiera, raz coś daje.

Niewiara wciąga w dół głębiny,
gdzie wieczna noc zalewa oczy,
tam się nie liczą dni, godziny,
ze snu nie budzi sen proroczy.

A gdzieś w obłokach śpiew syreny
zawisł jak bólu ciężka chmura
i z deszczem płyną łzami treny,
serce przebiła smutna kula.

Wszystko co z matki ma swój kres,
z prądem unosi czasu szal,
wczoraj odległe dzisiaj jest,
tak jak odległy wczoraj żal.
Rainer Maria Rilke


Za niewinnymi drzwiami...

Za niewinnymi drzwiami
odwieczne fatum kształtuje powoli
swoje nieme oblicze.
Tam też odchodzą zmarszczki...
To co ptak tu zakrzyknie,
tam jak rys boleści
odbija się od twardych Ust Prawdomówności.
Zaś kochankowie młodzi
uśmiechają się do siebie, jeszcze nie pożegnalnie,
pod i wysoko nad nimi kroczy
gwiazdopodobny ich los,
zachwycony pośród nocy.
Jeszcze nie staje się ich przeżyciem,
jeszcze mieszka
szybując pośród biegu niebieskich sfer,
w lekkiej postaci.


tłum. z niemieckiego Bernard Antochewicz

17.09.2016

 dzisiaj... o godz.20:15

Emily Dickinson

* * *

Widziałam, jak oczy gasnące
krążyły po pokoju
i - jakby szukając czegoś -
gubiły jasność swoją.
Mgła się na nich coraz gęściej snuła,
aż powieki - na zawsze spokojne -
nie wiadomo od jakiego szczęścia
odgrodziły wzrok wieczną zasłoną.


tłum. Kazimiera Iłłakowiczówna
Roberto Juarroz


***

Nie istnieje skok w pustkę.

Choćby nie było aniołów co nas podtrzymają,
ani szczebla dla stopy na drabinach myśli,
ani względności ani absolutów
które mogłyby nas chwycić za ramiona.

Trzeba zawłaszczyć pustkę dużo wcześniej,
pozyskać sobie tym że jej się oddamy,
jakby to był zagrabiony teren,
lub nowa wolność nigdy nie zaznana.

I chronić w sobie jej prześwitywanie
migotliwe w rzeczach
które oswaja z niebytem.

I niemal bezwiednie
w końcu pokochać pustkę.
To co kochamy podtrzymuje,
choć równocześnie pcha w stronę przepaści.

Pustka pokochana
nie może nas porzucić.
Lecz w pustkę której się nie kocha,
Nie można nawet skoczyć.


tłum. Krystyna Rodowska
Roberto Juarroz


* * *

Umrzemy wszyscy,
ktokolwiek przyjrzał się sobie, otwarcie lub spode łba,
ktokolwiek dotykał siebie, rozmawiał z innymi czy zapomniał o tym.
Umrzemy jedno po drugim, oczywiście,
na to wielkie niepodobieństwo, jakim jest śmierć.
Tak samo umrze czarny kolor mego psa,
biała barwa twojego głosu,
barwa pustki dzisiejszego dnia.
Póki co
zrobimy jeszcze to i owo,
już nie tak oczywiście,
ale czy to ważne?
Może nawet nie jest takie ważne
czy mój pies miał białe futro,
czy twój głos był czarny,
czy ten dzień nas zabarwił boskością.
A może jednak jest ważne

i tu właśnie zaczyna się problem.


tłum. Krystyna Rodowska

16.09.2016

Henri Meschonnic


* * *

zmarli których nosimy
pod powiekami
nie wiedzą że umarli
oni przechodzą przez nas: pustynia
i przemarsz
także w nas się rozlega
noc niepodobna do żadnej innej
albowiem ona nas przemierza
od tej pory
czas zaczął kuleć
w nas a nasze słowa
same są przejściem powiedziałaś
żyjemy z ust do ust


tłum. Krystyna Rodowska
Michał Maczubski


Śmierć

Wiosną zamyka usta przed rozkwitem
Nie daje poznać smaku lata
I zapach barw od kwiatów mlecznoszary
W mgłach jawi się jak światło życia

Latem odpływa w kłosach zboża
Faluje marzeniami bez spełnień nocy
Księżyce szybciej w niebie wstają
Gwiazdy zachłannie nucą pieśni

Jesienią wita pierwsze liście
Kobierzec barw ambrozją bogów
Przemienia przelot ptaków w ciszę
Do ostatecznych wysp z dzieciństwa

Zimą zamiera w płatkach śniegu
Do ludzi woła wiatrów śpiewem
Zofia Szydzik


Bilet na księżyc

gdy przyjdzie mi dotknąć
kresu...
bez zdziwienia
bez łzy szkarłatnej
niech wolno mi będzie
zadecydować...
o podróży bezkresnej
ostatniej

wyjdę przed dom w noc bez skazy
spojrzę na gwieździstych sfer krajobrazy
i stwierdzę, że podróży mi potrzeba
z biletem na księżyc – nie do nieba !

gdy przyjdzie mi żegnać się
bez gestu...
z uśmiechem
zastygłym wpół oddechu
niech wolno mi będzie
w ten rejs ostatni
wyruszyć...
ja i moje
drobne manatki

wyjdę na próg w ciepłym swetrze
zaciągnę się nocnym powietrzem
i stwierdzę, że tej podróży mi potrzeba
z biletem na księżyc – nie do nieba !

zadomowię się na morzu jasności
i przemierzę wszystkie
z pozostałych jego mórz
tak jak on
w kwadrach
będę zmieniać twarz
i w parze z nim
wieczną
trzymać straż

chcę wyruszać na nocny patrol z księżycem
świecić nocą, jak on – słońca odbiciem
teraz jestem tego pewna, biletu mi potrzeba
biletu na księżyc – nie do nieba !
Anna Kamieńska



Śmierć nieoczekiwana


Mogłam go jeszcze kochać jak kobieta mówi cisza
służyć mu słuchać nocą jego oddechu
Mogłam go zachwycać mówi światłość
jego który umiał mnie na wskroś przezierać
Mogłam go nosić dłużej mówi ziemia
choćby tyle ile potrzeba na słowo
mogłam go ominąć mówi śmierć
ale nie byłoby to całkiem w porządku
wobec wszystkich innych

15.09.2016

Reinhold Niebuhr 


Modlitwa o pogodę ducha


Boże, użycz mi
pogody ducha,
abym godził się z tym czego nie mogę zmienić;

odwagi,
abym zmieniał to co mogę zmienić

i mądrości,
abym odróżniał jedno od drugiego.

Pozwól mi
co dzień żyć tylko jednym dniem
i czerpać radość z chwili, która trwa;
i w trudnych doświadczeniach losu
ujrzeć drogę wiodącą do spokoju;

i przyjąć — jak Ty to uczyniłeś —
ten grzeszny świat takim, jakim on naprawdę jest,
a nie jakim ja chciałbym go widzieć;

i ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twej woli,
to wszystko będzie jak należy.

Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście,
a w życiu przyszłym, u Twego boku, na wieki posiadł
szczęśliwość niepomierną.
Maria Pawlikowska Jasnorzewska


 JEŚLIŚ JEST PRAWDĄ

Jeśliś jest prawdą, przyjdź do mnie bez słów
i weź w Twe ręce wszystko co dać mogę,
lecz jeśliś snem jest pośrod innych snów,
och! to samotną puść mnie w dalszą drogę.

Czy wiesz, co znaczy być jak biały bez,
który ku słońcu wypręża się cały,
i tak już za nic nie chcieć więcej łez? –
Patrz na me oczy – one już płakały.
Ks. Jan Twardowski

Daj nam

Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie
radość że można mieć niewiele rzeczy
i że pieniądze mogą być jak świnie

i daj nam czystość co nie jest ascezą
tylko miłością - jak życie całe

i posłuszeństwo co nie jest przymusem
ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą
czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku

i daj nam sen zdrowy świąteczny apetyt
wiarę bez nerwów to jest bez pośpiechu
a zimą jeszcze matkę mi przypomnij
w ubogim czystym i posłusznym śniegu

14.09.2016

Wiersze Staszka

Katharsis



Codziennie list Ci wysyłam, bo tyle jeszcze jest rzeczy,
O których chciałbym powiedzieć, a nie wiem, czy życia starczy.
Zbyt wiele lat zmarnowałem, zbyt długo trwałem w goryczy,
Zbyt często w potyczkach z losem musiałem wracać na tarczy...
Brakło mi czasu na nocne rozmowy w gronie przyjaciół;
Przyjaciół też zresztą brakło, był bezkres samotnych nocy...
Nie było czasu miłości, zabrakło chwili na wiersze...
Czy dni stracone odzyskam, zanim mnie ciemność zaskoczy?

Muzykę niewysłuchaną, poezję nieprzeczytaną,
Książki od kurzu omszałe chłonę głodnymi zmysłami.
Przyjaźń, co niespodzianie udrękę mi osłodziła
Płomieniem jasnym podsycam wciąż - codziennymi listami.
Natchnieniem z nagła zbudzonym, myśli pośpieszną gonitwą,
Tkliwością, co mnie przepełnia - jeden za drugim wiersz piszę.
I tylko memu katharsis jedynej brak odpowiedzi:
Czy słodkie szepty miłości raz jeszcze w życiu usłyszę?




Przemijanie

Przechodniem jestem,
Chwilę tylko z wami -
Na parę lat, kilka wierszy...
Odejdę cicho,
Nikt nie zauważy -
Zawsze coś będzie ważniejsze...
Czas zatrze imię,
Zdjęcia wypłowieją,
Twarz się z pamięci wymaże...
Przechodniem byłem,
Bezimiennym w tłumie,
Notatką w kalendarzu...
Nikos Chadzinikolau

Arnold Boecklin


Śmierć

Znowu przyszła śmierć
tak cicho,
że zastała mnie samego.
Siedzi teraz naprzeciwko
i milczy
jak pająk czyhający na ofiarę.
Nad ranem,
kiedy już moja nadzieja,
odejdzie obojętna.

12.09.2016

Krzysztof Cezary Buszman



Co nam przyniesie...


Co nam przyniesie ten wrzesień
Po sierpniu, co spłynął nie pierwszy
Na fali nagłych uniesień
W ramiona zranionych wierszy?

Czym uraczy nostalgii październik
Po tamtych, co były przed nim
Czy słowom będziemy wierni
I sobie na jeszcze potrzebni?

Starych przyjaciół
W słuchawkach już nie słychać
Przyjaźń niczym zbrodnia
Dawno przedawniona
Jest taka cisza
Od innej bardziej cicha
Że w niej nie słychać
Wspomnienia nawet o nas.

Jakie wieści przyniesie listopad
Czy jak ten listonosz zapuka
Gdy za ciasną się stanie Europa
I będziemy po świecie się szukać?

I gdy później przytuli nas grudzień
Czy pozwoli cieszyć się styczniem...
A Ty ubrana w szaty mych złudzeń
Dla mnie zawsze wyglądasz najśliczniej.
Krzysztof Cezary Buszman


Świat jak wczoraj

A świat jest jak wczoraj
Gdy do snu nas kładł zwątpieniem
Czy już jutro przyjdzie pora 
Spełnić swoje przeznaczenie?

A świat dalej trwa jak wcześniej
Bezboleśnie jak obiecał
Kładzie nas w przychylność alej
Dopalonych niczym świeca - 

Lub zdmuchniętych jak dmuchawce
W grób nas kładzie dla zwyczaju
By odczytać listę świętych
Co szukają swego raju.

A świat dalej trwa jak dawniej
I zabawnie wciąż myśl zwodzić
Że gdy żyjesz - śmierci nie ma
Jak i Ciebie - gdy przychodzi.


Wiersze zawieruszone czyli Przewodnik po chmurach

11.09.2016

Wisława Szymborska



Złote gody

Musieli kiedyś być odmienni,
ogień i woda, różnić się gwałtownie,
obrabowywać i obdarowywać
w pożądaniu, napaści na niepodobieństwo.
Objęci, przywłaszczali się i wywłaszczali
tak długo,
aż w ramionach zostało powietrze
przeźroczyste po odlocie błyskawic.

Pewnego dnia odpowiedź padła przed pytaniem.
Którejś nocy odgadli wyraz swoich oczu
po rodzaju milczenia, w ciemności.

Spełza płeć, tleją tajemnicze,
w podobieństwie spotykają się różnice
jak w bieli wszystkie kolory.

Kto z nich jest podwojony, a kogo tu brak?
Kto się uśmiecha dwoma uśmiechami?
Czyj głos rozbrzmiewa na dwa głosy?
W czyim potakiwaniu kiwają głowami?
Czyim gestem podnoszą łyżeczki do ust?
Kto z kogo tutaj skórę zdarł?
Kto tutaj żyje, a kto zmarł
wplątany w linie czyjej dłoni?

Pomału z zapatrzenia rosną się bliźnięta.
Zażyłość jest najdoskonalszą z matek
nie wyróżnia żadnego z dwojga swoich dziatek,
które jest które, ledwie że pamięta.

W dniu złotych godów, w uroczystym dniu
jednakowo ujrzany gołąb siadł na oknie.