28.09.2014

Długie te nasze jesienie
  Agnieszka Osiecka

Oleg V. Chuvashev
 Pora coś tam ogrodzić, usmażyć,
 wynagrodzić, utulić, pomarzyć,
 pora wrócić do własnych żon
 czernieje klon...

 Pora wrócić do dawnych rachunków
 tych z gazownią i tych z Panem Bogiem,
 pora wrócić do starych frasunków
 już mrozy za progiem...

 Oj, długie te nasze jesienie
 przedpokoje, przedsionki i sienie
 przed zimą ostatnie postoje
 niepokoje, spokoje...

 Czas wyciągnąć obrączki z szuflady,
 być gotowym na ważne narady,
 pora zioła zaparzyć przed snem
 pogwarzyć z psem...

 Pora dziecku powiedzieć, że tata
 zaprowadzi je znowu do szkoły
 wierz mi synku, ty będziesz miał brata
 tak mówią Anioły...

 Oj, długie te nasze jesienie
 przedpokoje, przedsionki i sienie
 przed zimą ostatnie postoje
 niepokoje , spokoje...

 Do spiżarni już pora coś wrzucić
 żal wyżalić i smutki wysmucić
 na sylwestra wykupić bon
 dla żon, dla żon...

 A gdy nazbyt zaboli to wszystko,
 gdy zapłonie i skromność i pycha,
 no to w końcu...do wiosny już blisko
 już blisko, do licha...!

 oj, krótkie te nasze jesienie
 przedpokoje, przedsionki  i sienie
 przed zimą ostatnie postoje
 niepokoje, spokoje...
Jesień
Edward Stachura
 
Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia
 

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu
 

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć 

27.09.2014

CZERWIENI SIĘ JARZĘBINA
Józef Baran

*daryl_mitchell

czerwieni się jarzębina
już jesień się zaczyna
słychać gniewną mowę wiatru 
za oknami
w ogrodach ciężko opadają 
owoce miłości
słońca z ziemią 
tłukąc się nocami 
po dachówkach

o zimna daleka 
słoneczno październikowa 
krążąca gdzieś
po nieznanych orbitach 
czy możliwe
że niedawno
byłem tak oślepiony 
twoim blaskiem
że 
nie widziałem poza tobą świata

*Źródło: http://www.flickr.com/photos/daryl_mitchell/5166691473/

25.09.2014

  Erotyk
Krzysztof Kamil Baczyński

Lauri Blank
W potoku włosów twoich, w rzece ust,
kniei jak wieczór -- ciemnej
wołanie nadaremne,
daremny plusk.

Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze różą nocy
i minie świat gałązką, strzępem albo gestem,
potem niemo się stoczy,
smugą przejdzie przez oczy
i powiem: nie będąc - jestem.

Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
w muszli twojego ciała szumiące snem.

Albo w gaju, gdzie jesteś
brzozą, białym powietrzem
i mlekiem dnia,
barbarzyńcą ogromnym,
tysiąc wieków dźwigając
trysnę szumem bugaju
w gałęziach twoich - ptak.

Dedykacja:
Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek,
jeden gest - a już orkanów pochód,
jeden krok - a toś tylko jest
w każdy czas - duch czekający w prochu.

  (Mojej najdroższej Basi - Krzysztof)
 Noc
 Julian Tuwim
Amro Ashry

Przyjdziesz nocą. Zostaniesz do rana
I otulisz mnie lekko ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana.
Ty mi powiesz: o, mój wytęskniony.

Będziesz moja. Ustami się wpije
W wargi twoje, od nocnych róż krwawsze,
Obłąkany szał szczęścia przeżyję,
Ale umrze coś we mnie na zawsze.

Zacałuję się sobą! W pierścieni
Splot drgający zakłuje twe ciało,
I uśniemy rozkoszą zmęczeni
I niepomni, że wszystko się stało.

Obudzimy się. Ciężką nienawiść
W głuchych duszach bez słów poczujemy
Zło nam w oczach zaświeci, jak zawiść,
I jak głaz będzie smutek nasz niemy.

Ale nocą znów przyjdziesz. Do rana
Będziesz słodko mnie tulić ramiony.
Ja ci powiem: o, moja nieznana!

Ty mi powiesz: o, mój wytęskniony!
Erotyk jesienny
Agnieszka Herman
 
Lauri Blank 
Mam na języku słony smak niespokojnej skóry.
Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy będzie jutro.
Wnikasz we mnie gwałtownie. Zamknięta w łuku ramion
opieram się przeczuciom. Jest jesień. Drzewa płoną
rdzawo-czerwonym blaskiem, a może to świat płonie
i kiedy się zbudzimy nie będzie już niczego.
Takie masz ciepłe dłonie. Jak niewidomy uważnie
poznajesz mnie dotykiem. Czy palce widzą więcej?
Czy zanim wiatr się zerwie zdążymy zapamiętać
dojrzały obraz września? Słony smak twojej skóry?
Zapach perfum zza ucha zmieszany z mchu wilgocią?

Słońce liśćmi pocięte układa się na twarzach
w marmuru drżące wzory. Jest jesień. Dzień miodowy.
Jutro nas tu nie będzie. Jutro nas tu nie będzie.
Wszystko
Julian Tuwim  
Lauri Blank

Oddać ci wszystko: każdy sen i drgnienie,
Każdy nerw ciała, każdy ruch i krok!
Przeszłość - to tylko o tobie wspomnienie,
Przyszłość - to tylko twój najświętszy wzrok!

Oddać ci wszystko, każde pulsu tętno
I grosz ostatni, i ostatek sił,
Trwonić dla ciebie swą młodość namiętną
Znaczyć ci drogę - krwią serdeczną z żył!

Zaprzeć się! Bluźnić! Z Judaszem paktować!
Żwir na twej drodze w miękki piasek gryźć!
Natchnioną wiarą zakrzyczeć: "Ach prowadź!"
Gdy mi na własną zgubę każesz iść!

A potem - oddać ci ostatnie tchnienie
Skonać spokojnie, wiernie u twych nóg
I wstecz spojrzawszy wierzyć niewzruszenie,
Że tak - za Ciebiem tylko umrzeć mógł.


21.09.2014

Rozmowa
 Kalina Izabela Zioła

Michael and Inessa Garmash

 na krótką chwilę
 wplotłam ci księżyc we włosy
 a ty zapaliłeś
 gwiazdy nad naszymi głowami
 noc uśmiechała się sennie zza szyby
 a reflektory
 wytyczały jasne drogi donikąd

 słowa słowa
 mówiliśmy o czymś
 a nasze splecione palce
 toczyły własne sekretne rozmowy

20.09.2014

W pierwszej osobie liczby mnogiej
Zagajewski Adam

Julianowi Kornhauserowi
Marek Żuławski


Nosimy używane słowa, wzniosłość i rozpacz
zjedzone przez cudze usta,
chodzimy po zapadniach cudzego przerażenia,
w encyklopedii odkrywamy starość,
wieczorem udajemy, że wybuchła wojna,
rozmawiamy z Baczyńskim,
pakujemy się w pośpiechu,
przypominamy sobie dawnych poetów,
wychodzimy na dworzec, potępiamy faszyzm,
po czym triumfalnie,
w przedziale pierwszej klasy,
w pierwszej osobie liczby mnogiej,
dajemy wyraz naszej przenikliwości,
tak jakbyśmy nie zostali obdarzeni
absolutnym słuchem milczenia.



W liczbie mnogiej

W liczbie mnogiej żyłem, żyliśmy
W liczbie mnogiej, wśród obcych sobie
przyjaciół i przyjaznych wrogów,
tak rzadko sam, sami, tak mało
samotności w tak samotnym
kraju. Nawet wiersze mówiły
my, my wiersze, my linijki, my
metafory, my puenty. Ja spało
jak dziecko, pod płótnem
nieuważnego spojrzenia 

18.09.2014

Jak nie kochać jesieni...
Tadeusz Wywrocki
Fritz Thaulow 

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
 Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
 Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
 Czekając na swych braci, za morze lecących.

 Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
 Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
 Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

 Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
 Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
 Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

 Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
 I w swoim majestacie uczy nas pokory.
 Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie.

17.09.2014

Zbigniew Herbert
*
     
17 IX

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów
rycerze śpiący w górach będą spali dalej
więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą
śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności
będą czyścili swoje muzealne bronie
przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win


*źródło:http://wiadomosci.wp.pl/gid,14930631,gpage,11,img,14930724,kat,355,title,17-wrzesnia-1939-r,galeria.html?ticaid=113783
Jacek Kaczmarski
BALLADA WRZEŚNIOWA

Długośmy na ten dzień czekali
Z nadzieją niecierpliwą w duszy
Kiedy bez słów Towarzysz Stalin
Na mapie fajką strzałki ruszy.
Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy
I zanim zmilkł zagrzmiały działa
To w bój z szybkością nawałnicy
Armia Czerwona wyruszała.

A cóż to za historia nowa?
Zdumiona spyta Europa,
Jak to? To chłopcy Mołotowa
I sojusznicy Ribbentropa.

Zwycięstw się szlak ich serią znaczy
Sztandar wolności okrył chwałą
Głowami polskich posiadaczy
Brukują Ukrainę całą.
Pada Podole, w hołdach Wołyń
Lud pieśnią wita ustrój nowy,
Płoną majątki i kościoły
I Chrystus z kulą w tyle głowy.

Nad polem bitwy dłonie wzniosą
We wspólną pięść co dech zapiera
Nieprzeliczone dzieci Soso,
Niezwyciężony miot Hitlera.

Już starty z map wersalski bękart,
Już wolny Żyd i Białorusin
Już nigdy więcej polska ręka
Ich do niczego nie przymusi.
Nową im wolność głosi "Prawda"
Świat cały wieść obiega w lot,
Że jeden odtąd łączy sztandar
Gwiazdę, sierp, hakenkreuz i młot.

Tych dni historia nie zapomni,
Gdy stary ląd w zdumieniu zastygł
I święcić będą nam potomni
Po pierwszym września - siedemnasty.

I święcić będą nam potomni
Po pierwszym - siedemnasty.

BALLADA O BIELI

Są narody, które znają
W dziejach swoich każdy kamyk
Tak że mało o to dbają -
A my mamy - Białe Plamy.

Plam tych biel - historię naszą
Skupia w sobie, niby w lustrze:
Wizje czasów, które straszą,
Wizje - których się nie ustrzec.

Po Syberii Białej Plamie
Idzie tłum zesłańców pieszo
I zapada w tłumną pamięć
Typ w papasze i z pepeszą

W Białej Plamie słusznych jatek
Biało nowa gwiazda świeci
Nad rozpaczą białą matek,
Którym odebrano dzieci.

W białym dole białym wapnem
Białe czaszki przysypali
Biało podpisane pakty,
Biało się Warszawa pali.

W bieli plam, jak w światła bieli
Tamten świat się nam ukazał:
Nic dziwnego, że się wzięli,
Żeby plamy te wymazać.

Wszystkie barwy krzywd w narodzie
Żyją w świetle Białych Plam.
Cóż posłuży ku przestrodze,
Kiedy je wymażą nam?

Wieczna przyjaźń, wieczna zgoda,
Wieczne zadośćuczynienie,
Wieczna wdzięczność dla "naroda",
Który przyznał nam cierpienie.

Tak się nam dziejowy dramat
Kończy scenką dopisaną:
Miast pointą, co nam znana -

Wymazaną białą plamą.

16.09.2014

List do ludożerców
Tadeusz Różewicz


Kochani ludożercy
 nie patrzcie wilkiem
 na człowieka
 który pyta o wolne miejsce
 w przedziale kolejowym

zrozumcie
 inni ludzie też mają
 dwie nogi i siedzenie

Kochani ludożercy
 poczekajcie chwilę
 nie depczcie słabszych
 nie zgrzytajcie zębami

zrozumcie
 ludzi jest dużo będzie jeszcze
 więcej wiec posuńcie się trochę
 ustąpcie

Kochani ludożercy
 nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu

Nie mówcie odwróceni tyłem:
 ja mnie mój moje
 mój żołądek mój włos
 mój odcisk moje spodnie
 moja zona moje dzieci
 moje zdanie

Kochani ludożercy
 nie zjadajmy się Dobrze
 bo nie zmartwychwstaniemy
 Naprawdę

13.09.2014

 Julian  Tuwim (120 rocznica urodzin)

 Poezja
1
 Powstał w mej duszy wprost szaleńczy plan,
 Plan, który można przyrównać herezji:
 Niechaj się dzisiaj dowie wszelki stan,
 Co ja właściwie sądzę... o poezji.

 Jakie w tej sprawie "przekonania" mam,
 Jak brzmią zasady tej mojej "teorii",
 Niech słucha mędrzec i niech słucha cham
 Teoretycznej mej fantasmagorii!

 Będą te słowa jak taneczny krok!
 Będą - jak złota do Stolicy droga!
 - Poezja - jest to, proszę panów, skok,
 Skok barbarzyńcy, który poczuł Boga.

 Jest to pierwotny, czippewajski krzyk
 I chutna miłość do rodzącej ziemi,
 Zadowolony barbarzyńcy ryk,
 Gdy ujrzał Ogień oczy zdumionemi.

 - Wtedy - podskoczył! - To - poezji Bóg!
 Skoczył - i krzyknął słowo obłąkańcze!
 Poświęcił Bogu chaty swojej próg,
 Poświęcił tańcem. Więc i ja też tańczę.

2
"Co? (pyta jakiś ironiczny pan)
 Dla nas wszak ogień to już nic nowego!
 Że dzikus tańczy lub dzikusów klan,
 To i my tańczyć musimy? Dlaczego?!"

- Pardon, mój panie... Dla nas? Cóż to jest?
 Pan będzie łaskaw wyrażać się ściślej!
 "Dla nas!" I przy tym – ręką taki gest!
 Przepraszam, kogo pan dobrodziej myśli?

Co do mnie (- może pan wierzyć lub nie –)
 Cieszę się z ognia tak samo jak dzikus!
 Ogień! Gałęzie płoną! Tlą się pnie!
 To Bóg Najwyższy, Deus Magnificus!

Tak jest ze wszystkim! Rzecz! Cielesna rzecz!
 Dotknąć, zobaczyć, usłyszeć wprost chciwie,
 Kamienie w ręce brać i rzucać precz,
 Powietrza w płuca zaczerpnąć łapczywie!

To jest wszak bycie! To jest przecież Bóg!
 A Boga sławić trzeba – więc się pląsa,
 Skacze się, śpiewa, szuka nowych dróg.
 To... to... – Eh, widzę, że pan znów się dąsa!

3
"Co? (pyta jakiś ironiczny pan)
 Dla nas wszak ogień to już nic nowego!
 Że dzikus tańczy lub dzikusów klan,
 To i my tańczyć musimy? Dlaczego?!"

 - Pardon, mój panie... Dla nas? Cóż to jest?
 Pan będzie łaskaw wyrażać się ściślej!
 "Dla nas!" I przy tym - ręką taki gest!
 Przepraszam, kogo pan dobrodziej myśli?

 Co do mnie (- może pan wierzyć lub nie -)
 Cieszę się z ognia tak samo, jak dzikus!
 Ogień! Gałęzie płoną! Tlą się pnie!
 To Bóg Najwyższy, Deus Magnificus!

 Tak jest ze wszystkim! Rzecz! Cielesna rzecz!
 Dotknąć, zobaczyć, usłyszeć, wprost chciwie,
 Kamienie w ręce brać i rzucać precz,
 Powietrza w płuca zaczerpnąć łapczywie!

 To jest wszak bycie! To jest przecież Bóg!
 A Boga sławić trzeba - więc się pląsa,
 Skacze się, śpiewa, szuka nowych dróg,
 To... to... - Eh, widzę, że pan znów się dąsa!
Prośba
Julian Tuwim  (debiut poetycki 1913 r.)

 Jedni niech będą rycerze,
 Wojenne niech noszą szaty,
 Niech mają miecze, puklerze…
 …Inni niech będą, jak kwiaty…

Jedni niech będą za czynem,
 Niech skroń laurami okręcą…
 …Inni – kwitnącym jaśminem,
 Inni niech cicho się smęcą…

Jedni niech walczą! Niedolę
 Gnieść im potęgą swej ręki!
 …Inni niech w zmierzch idą w pole
 I nucą tęskne piosenki…

 Lecz tych i tamtych niech bierze
 Słońce dla Ducha objaty,
 Choć jedni będą rycerze,
 A inni będą jak kwiaty