22.08.2014

Wielka mała
Ks. Jan Twardowski    

szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają świętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choć mówiłaś wierzącym
tyle jeszcze nie wiem
- wiaro malutka

21.08.2014

 Usta proszą
Zbigniew Herbert   


A może dojdę Ciebie szeptem
bolesnym ruchem małych warg

może wypiję Ciebie z ciszą
nocnych ogrójców i czuwania

może przywołam jasny promień
aby otworzył twarde czoło –

       którego nie znam i nie umiem
       którego przeto trudno kochać

- a może dojdę Ciebie szeptem
       którego dotknąć nie potrafię
       który wypełniasz mnie do dna
 Żebym nie zasłaniał
 ks. Jan Twardowski   

Żebym nie zasłaniał sobą Ciebie
nie zawracał Ci głowy kiedy układasz pasjanse gwiazd
nie tłumaczył stale cierpienia - niech zostanie jak skała ciszy
nie spacerował po Biblii jak paw z zieloną szyją
nie liczył grzechów lżejszych od śniegu
nie kochał długo i niepewnie
nie załamywał rąk nad okiem Opatrzności -
żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło
żeby mi nie uderzyła do głowy święcona woda sodowa
żebym nie palił grzesznika dla jego dobra
żebym nie tupał na tych co stanęli w połowie drogi
pomiędzy niewiarą a ciepłem
nie szczekał przez sen
a zawsze wiedział że nawet największego świętego
niesie jak lichą słomkę mrówka wiary

20.08.2014

Zdarzenia
Ewa Lipska


Ryba połknęła haczyk. Nie zdążyła westchnąć.
Westchnął rybak na brzegu. Że taka mizerna.
Druga ryba minęła szczęśliwie przynętę.
Przekonała się o tym w paszczy ryby trzeciej.

Człowiek chory na raka namalował obraz
i umarł kiedy zaszło na obrazie słońce.
Inny chory wyzdrowiał . Posadził w ogrodzie
nagietki. I powiesił się na własnym pasku.

Ćma wpadła do pokoju przez zamknięte okno.
Walczyła w partyzantce przeciwko ciemności
ale zginęła w świetle. Otrzymała order
za to jasne zwycięstwo. Za przelotną śmierć.

Pierwszą miłość uprzątnął ze schodów dozorca.
Nagłych myśli latawiec tłucze się po domu.
Dzieci idą do szkoły. Kobiety do dzieci.

A do kobiet mężczyźni. Życie toczy się dalej.

16.08.2014

Noce
Grażyna Chrostowska

Noce
Mają szeroko w mrok otwarte oczy.
Słyszę, jak przepływa przeze mnie gwarne wieczne życie
I dziś już wiem -
Życie nasze może jest tylko snem -
I wcale się nie smucę,
Jeśli się kiedy w mroku obudzę -
Czystym, dalekim snem.
Federico García Lorca

Miasto bez snu

(Nokturn z Brooklyn Bridge’u)

Nikt nie śpi na tym niebie, nikt, nikt tutaj nie śpi.
Nikt tutaj nie śpi.
Księżycowe stworzenia, węsząc, krążą koło swych chatek.
Nadciągną żywe iguany, by kąsać ludzi bezsennych,
a uciekinier o pękniętym sercu napotka w zaułkach przedmiejskich
niepojętego krokodyla, co trwa spokojnie wśród nieśmiałych protestów gwiazd.

Nikt nie śpi na tym świecie. Nikt, nikt tutaj nie śpi.
Nikt tutaj nie śpi.
Na dalekim cmentarzu jest jakiś umarły,
który trzy lata się skarży,
że na kolanach ma pejzaż uschnięty;
a dziecko pochowane dziś rano płakało tak strasznie,
że trzeba było wzywać psy, by je uciszyć.

O nie, nie jest snem życie. zbudźcie się! Zbudźcie się! Zbudźcie!
Staczamy się po schodach, aby najeść się wilgotnej ziemi,
lub ku ostrzom śniegu wstępujemy wśród chóru dalii zeschłych.
Ale nie ma snu, ni zapomnienia:
żywe ciało. Pocałunki kneblują nam usta
świeżył żył splotem gęstym.
Ten, kogo śmierć przeraża, poniesie ją na swych barkach,
a kogo ból jego boli, tego boleć będzie na wieki.

Pewnego dnia
konie zamieszkają w tawernach,
a rozwścieczone mrówki
napadną żółte niebiosa w krowich oczach szukające ucieczki.

Innego dnia
ujrzymy zmartwychwstanie nabitych na szpilki motyli,
i nawet wędrując pejzażem szarych gąbek i niemych okrętów,
zobaczymy, jak róże z ust nam wytrysną i jak nasz pierścień zaświeci.
Zbudźcie się! Zbudźcie się! Zbudźcie!
Tych, którzy noszą na ciele ślady szponów i ślady ulewy,
i tego chłopca, co płacze, bo nie wie, że wynaleziono mosty,
i tego trupa, któremu została już tylko głowa i trzewik,
ich wszystkich trzeba zanieść pod mur, gdzie czekają iguany i węże,
gdzie czekają ostre błyski kłów niedźwiedzich,
gdzie czeka zmumifikowana dłoń dziecka,
i gdzie gwałtownym dreszczem błękitu wielbłądzia skóra się jeży.

Nikt nie śpi na tym niebie. Nikt, nikt tutaj nie śpi.
Nikt tutaj nie śpi.
Lecz gdyby ktoś zamknął oczy,
bijcie go, o synowie, bijcie z całej siły!
Niech się rozciąga panorama szeroko otwartych oczu
i gorejących, gorzkich ran bolesnych.
Nikt nie śpi na tym świecie . nikt, nikt tutaj nie śpi.

Już to mówiłem.
Nikt tutaj nie śpi.
Jednakże jeśli ktoś nocą poczuje ucisk mchu w skroniach
odsłońcie okna, niechaj ujrzy pod księżycem
fałszywe kielichy, truciznę i czaszkę z teatralnej sceny.

tłum. z hiszpańskiego Irena Kuran Bogucka

14.08.2014

10 rocznica śmierci poety
Dużo śpię
Czesław Miłosz

Dużo śpię i czytam Tomasza z Akwinu
albo "Śmierć Boga" (takie protestanckie dzieło),
Na prawo zatoka jak odlana z cyny,
za tą zatoką miasto, za miastem ocean,
za oceanem ocean, aż do Japonii.
Na lewo suche pagórki z białą trawą,
za pagórkami nawodniona dolina gdzie uprawia się ryż,
za doliną góry i sosny ponderosa,

Kiedy nie mogłem bez alkoholu, jechałem na alkoholu.
Kiedy nie mogłem bez papierosów i kawy, jechałem na papierosach i kawie.
Byłem odważny. Pracowity. Prawie wzór cnoty.
Ale to nie przydaje się na nic.

 Panie doktorze, boli mnie.
Nie tu. Nie, nie tu. Sam już nie wiem.
Może to nadmiar wysp i kontynentów,
niepowiedzianych słów, bazarów i drewnianych fletów,
albo picia do lustra, bez urody,
choć miało się być czymś w rodzaju archanioła
albo świętego Jerzego na Świętojerskim Prospekcie.

 Panie znachorze, boli mnie.
Zawsze wierzyłem w gusła i zabobony.
Naturalnie że kobiety mają tylko jedną, katolicką, duszę
ale my mamy dwie. Kiedy zatańczysz,
we śnie odwiedzasz odległe pueblos
i nawet ziemie nigdy nie widziane.
Włóż, proszę ciebie, amulety z piór,
poratować trzeba swojego.
Ja czytałem dużo książek, ale im nie wierzę.

 Kiedy boli powracamy nad jakieś rzeki,
pamiętam tamte krzyże ze znakami słońca i księżyca,
i czarowników, jak pracowali kiedy była epidemia tyfusu.
Wyślij swoją drugą duszę za góry, za czas.
Powiedz, będę czekać, co widziałeś.

Berkeley, 1962 (z tomu „Gucio zaczarowany”)

Poeta
 Czesław Miłosz


On powie tym, co wiernych liczą,
 Że powołaniu służył swemu.
 Zaśmieją się i nie dosłyszą.
 Bawiąc się, zapytają: "Czemu?"

Późno zrozumie, osaczony,
 Kiedy go zwarty szyk otoczy,
 Że nie ma w taki dzień obron""y
 Bo nikt mu nie śmie spojrzeć w oczy.

I język jego z dwupłomienia
 Co śmierć zadaje niewidzialną
 Do ostatniego będzie tchnienia
 Kąsać satyrą pożegnalną.

Spojrzy w twarz swoich wielkich braci:
 W ich słowach była prawda szczera,
 Powinien wiedzieć jak się płaci
 Kto z młodu zawód ten obiera.

Usłyszy, gdy go chirurg wezmie:
 "My krzywdy twojej tu nie chcemy,
 Pierś otworzymy bezboleśnie,
 Węgiel gorący z niej wyjmiemy.

Żyć będziesz od cierpienia wolny.
 Poczytność damy ci i sławę.
 Niech wiersz twój, zamiast toczyć wojny,
 Kształcącą ludziom da zabawę"

Stanie się tak. I popiół szary
 Zakryje strony jego pisma.
 Choć będą śniły się koszmary
 Nikt do nich głośno się nie przyzna.

A ty nie raduj się, człowieku,
 Że zgon poety grają bębny.
 Z płaczem go wspomną wnuki wieku.
 Bardziej niż sądzisz był potrzebny.

05.08.2014

Chcę ciszy
 Ryszard Mierzejewski


O tak, teraz jest mi
dobrze, spokojnie, bezpiecznie,
kiedy szary późnosierpniowy świt
panuje nad światem, kiedy
cisza wyleguje się na ulicy przed domem
i w łóżku, obok postękującej przez sen
staruszki, mojej matki.
Cywilizacja nieśmiało informuje przez
otwarte okno, że jeszcze istnieje i
bynajmniej nie góruje nad przyrodą.
Słyszę miotłę ciecia głaszczącą
delikatnie chodniki, nie za mocno,
aby nie wymieść wszystkich śmieci,
bo muszą też pozostać na jutro.
Czasami jakiś samochód przemknie
chyłkiem przez zaspaną ulicę.
A najgłośniejsze teraz są ptaki, które
wyśpiewują swoje trele morele.

Tak, w takim świecie chcę
pozostać. Niczego więcej nie pragnę.
Żadnych patetycznych i koniunkturalnych
wzniesień i uniesień, i
żadnych więcej bolesnych upadków.
Nie zawojuję świata, nikogo nie rzucę
na kolana przed sobą. I wcale tego nie pragnę.
Chcę tylko ciszy błogosławionej
nad ranem i ciszy w środku. Posiedzieć jeszcze
niezauważony przez nikogo na progu i
pójść nie-

pogodzony dalej, dalej...
Sierpień
Marian Ośniałowski
Remi Labarre

Ktoś na fortepianie rozlał walcem aksamit.
W puste pola księżycem niebieskie
i w zasmuconą przestrzeń
wieczór sypie gwiazdami.

z tomu „Kontrasty”, 1958
Spadające gwiazdy*
Monika Taubitz

Niebo sierpniowe - czas spadających gwiazd!
Odnajdźmy cudowny łuk
Drogi Mlecznej,
morze bezgłośnej ciemności
jak płaszcz
na ramionach,
zarzucając sieci
na spadające gwiazdy,
co pojawiają się niespodziewanie
jak chwile szczęścia.
Złowiłaś je
pod zamkniętymi powiekami.
Gaśnięciem
rozsypane senne ścieżki
na długą noc.


tłum. z niemieckiego Marta Polechońska
Monika Taubitz
 Niebo sierpniowe
Jerzy Harasymowicz

Na trawy rzucona cisza
jak biała płachta księżyca

Z jamy nieba wyszły młode gwiazdy
uczą się chodzić po zwalonym pniu

Naszczekiwanie gwiazd nad górami
Wszędzie szepcze światło

02.08.2014

Halina Poświatowska

*** na drzewo mówię: drzewo
Wendy Ng.

na drzewo mówię: drzewo
witaj mówię
ty z liści i z brunatnej kory
z łodygą owiniętą dokoła moich rąk
giętkie w podmuchach wiatru
pieszczone słońcem
całowane rzęsami księżyca
witaj

przytulam liść do policzka
czuję jedno tętno w mojej krwi i w twojej
kochaj mówię
kochaj - odpowiadasz
jesteś - mówię
jesteś -
istniejemy przez miłość
miłością jesteśmy
my rozkwitłe w seledynowym maju

pod wielkim pustym niebem

01.08.2014

Pocałunek
Krzysztof Kamil Baczyński

Dniem czy nocą idziemy wytrwali,
w bitwach ogień hartuje nam pierś,
myśmy dawno już drogę wybrali,
jeśli nawet powiedzie - przez śmierć.

Więc naprzód, niech broń rozdziera,
niech kula szyje jak nić,
trzeba nam teraz umierać,
by Polska umiała znów żyć.

Bo czy las nam zahuczy jak morze,
czy w bruk miasta uderza nasz krok,
W nasłuch sercach trzepocze się orzeł,
każdy pancerz przepali nasz wzrok.
Byłeś jak wielkie, stare drzewo...
Krzysztof Kamil Baczyński


 Byłeś jak wielkie, stare drzewo,
narodzie mój jak dąb zuchwały,
wezbrany ogniem soków źrałych
jak drzewo wiary, mocy, gniewu.

I jęli ciebie cieśle orać
i ryć cię rylcem u korzeni,
żeby twój głos, twój kształt odmienić,
żeby cię zmienić w sen upiora.

Jęli ci liście drzeć i ścinać,
byś nagi stał i głowę zginał.

Jęli ci oczy z ognia łupić,
byś ich nie zmienił wzrokiem w trupy.
Jęli ci ciało w popiół kruszyć,
by wydrzeć Boga z żywej duszy.

I otoś stanął sam, odarty,
jak martwa chmura za kratami,
na pół cierpiący, a pół martwy,
poryty ogniem, batem, łzami.

W wielości swojej - rozegnany,
w miłości swojej - jak pień twardy,
haki pazurów wbiłeś w rany
swej ziemi. I śnisz sen pogardy.

Lecz kręci się niebiosów zegar
i czas o tarczę mieczem bije,
i wstrząśniesz się z poblaskiem nieba,
posłuchasz serca: serce żyje.
I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu
 z huraganowym tchem u skroni,
 ramiona ziemi się przed tobą otworzą.
    Ludu mój, Do broni!


K.K.Baczyński - kwiecień 1943 r.
Wczorajszemu
Tadeusz Gajcy

Ufałeś: na niebo jak na strunę miękko złożysz dłoń,
muzykę podasz ustom, utoczysz dotknięciem,
łukiem wiersza wysokie księżycowe tło
wprowadzisz w bezmiar dolin -
Modlitwę nocnych cieni rozwiesisz jak więcierz
na słodkich oczach dziewann i szumach topolich.

Ufałeś: trzepot ptaków rozsiejesz ziarnisty,
rozległą piersią ujmiesz horyzonty, w których świat
pływa mały jak z dzieciństwa okręcik.

Klechda z omszałych lat
- świty w klechdzie powiewały krwawe -
do snu kołysała dzieci.

Taką klechdą przełamał się dzień
walczącej
Warszawy.

Wtedy -
rozwiodły się nad miastem ornamenty łun
na złotych kolcach wieżyc i bełkocie Wisły,
muzyka - lecz nie nieba - krążyła jak sen,
dziś wiesz:
to skowyt strzałów na brukach się wił,
otaczał, chodził wokół jak zbłąkany zwierz.

A tobie - dni wczorajsze w oczach nie ostygły,
ufałeś...
Księżyc sierpem zmrużone rzęsy kosił,
wśród krzyży zwijał świata purpurową nitkę;
żołnierze nieśli drżące, spokorniałe oczy
na sfruwającą powietrzem
białą Nike.

Falował spokój w ciepłej darni,
kiedy młodzi plecami wsparci o wieczność
odchodzili w głębokie posłania.
Więc nakryły ich obłoki podobne kulistym mleczom
i wiatr, któremuś wierzył - składał pocałunki umarłym.

Nie wiedziałeś, że dłoń, którą uczyłeś śpiewać,
potrafi nienawidzić i pięścią grubieć pełną,
gniewu unosić żagiew -
Ufałeś. Nie ukoił twoich ust śpiew drzewa
i oczu blask nie zajął pod kopułą hełmu,
i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.

Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone
niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz -
odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną,
i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.
Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,
że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,
muzykę podasz ustom -

Dzisiaj -
w piaskach cmentarzy
powiędły echa strzałów,
wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,
jak lustro.

Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,
spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.
Nim ockniesz, się już serce zagubisz w obrazie
I dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.

Dzisiaj
inaczej ziemię witać!
Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda
i wzejdzie w barwnych tęczach, obudzi się w mitach.

Nie tak.

Nazbyt duszno jest słowom na wargach
ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia -
Myślałeś: będzie prościej.
A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać,
by godziły jak oszczep.
 Chrystus powstania
Miron Białoszewski

Na ramionach usnął ci ogień
kołysze go w brąz płonące miasto
dwa stosy masz zamiast powiek
ale jest krzyż z gorących oddechów

Idź przez mur do czerwonych arkad
między popiół tłumu
i przemieniaj na wargach
ogromne liście płomieni w wino

Barykady jak Góry Oliwne
szumią okruchami kości -
dłoń po dłoni wywlecz
spod ziemi bruków i odpuść

Wstąp w Jordan kanałów -
w szlamie zielonym jak wieczność
szukaj nieżywych włosów:

w Imię Ojca... i Ducha...

30.07.2014

 CZY BĘDĄ O NAS PAMIĘTALI?
Krzysztof Cezary Buszman

Gdy w modzie jest niepamiętanie
Jedno mi jawi się pytanie:
 Czy będą o nas pamiętali
 Kiedy znikniemy hen, gdzieś w dali -

Ci, którzy tak się zarzekali
Że bardziej już nie można było
 Że zawsze będą nas kochali
 Miłością, co przerasta miłość.

Czy będą o nas pamiętali -
 Tego doprawdy dzisiaj nie wiem -
 Ci, którzy czasem z nas się śmiali
 Bo jakoś nie umieli z siebie.

Czy będą o nas pamiętali
 Ci, co pytania zadawali
 Czemu ma krótką pamięć człowiek
 Mądrą usłyszeć chcąc odpowiedź.

Lecz wiem - Ty przecież, nie zapomnisz
 (Twoja intencja zawsze szczera) -
 O tych, co pragną pójść do nieba
Choć żaden nie chce z nich umierać.

Czy będą o nas pamiętali
 Ci, co się z nami przechadzali
 Pod bramy raju w dni złych przeżyć
Kiedy się chcieli komuś zwierzyć.

A jeśli tak, no to jak długo?
 Czy starczy niezachwianej wiary
 Tym, którzy nas odprowadzali
 Poza wieczności mglisty zarys.

Czy będą o nas pamiętali
W skrytości powiek opuszczonych
 Ci, co nas z drogi zawracali
 Kiedy zagoszczą już w te strony.

I czy gdy znajdą się w tym mieście -
Czy nie zapomną o swym słowie
 I krzykną widząc nas - nareszcie...
 Wkrótce poznamy tę odpowiedź.
On działa
Adam Zagajewski

On działa, w blasku i w ciemności,
w huku wodospadów i w ciszy snu,
lecz inaczej, niż głoszą wasi
pasterze, pozostający pod dobrą
opieką. Szuka najdłuższej linii,
drogi, która jest tak okrężna, że
prawie niewidoczna. Gubi się
w cierpieniu. Tylko ślepcy, tylko
sowy czują czasem jej nikły ślad
pod powieką.

23.07.2014

W pociągu
Urszula Kozioł
Jerzy Zgorzałek

Myśli myślą się same
to rozbiegają się w różne strony
to zamyślają się nad sobą

mijam bukowy las
stukotem pociągu
próbuję zgadnąć
czy w drzewa stuka ten pociąg
czy to gałąź się tłucze o gałąź
czy zbiegły się w las dzięcioły

nie nadążam za pierzchającą myślą
za pierzchającym niebem
za prędzej pierzchającym
- niż właśnie zobaczona sarna -
życiem.