17.08.2017

Ryszard Mierzejewski
[*] 11 m-cy temu o godz. 20:15

Wędrówka do Słońca

Każdy ma swoje dni
przed sobą
zapisane na liniach dłoni
każdy idzie 
przed siebie tylko tam
gdzie prowadzą.

Każdy ma swoich linii
początek i koniec
zapętlone przez demiurga
życia przeznaczenie
niezależnie
od własnych cnót i wad.

Każdy ma swoją pieśń
utrwaloną
w papilarnych pięcioliniach
śpiewa ją
przez wszystkie dni i noce
niezależnie czy umie
czytać
znaki partytury.

Każdy ma swój krzyż
postawiony
w dniu narodzin
w miejscu gdzie skończy
wędrówkę
niezależnie jak długo
ona potrwa.

Nie każdy ogląda
codziennie swoje dłonie
nie każdy chce
pamiętać
o wyrytych tam bruzdach
pajęczynie
nici przeznaczenia
ale za głosem świetlanego gońca
idzie po nich
idzie po nich wciąż
idzie
do Słońca.

02.08.2017

Rainer Maria Rilke

Samotność

Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:
samotność płynie całymi rzekami.

tłum. z niemieckiego Janina Brzostowska

01.08.2017


Krzysztof Kamil Baczyński


Spojrzenie

Nic nie powróci. Oto czasy
już zapomniane; tylko w lustrach
zasiada się ciemność w moje własne
odbicia - jakże zła i pusta.

O znam, na pamięć znam i nie chcę
powtórzyć, naprzód znać nie mogę
moich postaci. Tak umieram
z półobjawionym w ustach Bogiem.

I teraz znów siedzimy kołem,
i planet dudni deszcz - o mury,
i ciężki wzrok jak sznur nad stołem,
i stoją ciszy chmury.

I jeden z nas - to jestem ja,
którym pokochał. Świat mi rozkwitł
jak wielki obłok, ogień w snach
i tak jak drzewo jestem prosty.

A drugi z nas - to jestem ja,
którym nienawiść drżącą począł,
i nóż mi błyska, to nie łza,
z drętwych jak woda oczu.

A trzeci z nas - to jestem ja
odbity w wypłakanych łzach,
i ból mój jest jak wielka ciemność.

I czwarty ten, którego znam,
który nauczę znów pokory
te moje czasy nadaremne
i serce moje bardzo chore
na śmierć, która się lęgnie we mnie.

18.X.43r.

Artur Adam Międzyrzecki

 Modlitwa warszawska

Oto posągu rozbity kamień,
Oto umarłe ulice.
Święta Maryjo, módl się za nami
O amunicję.

Oto bezduszny serca egzamin.
Oto po dwakroć ruiny.
Święta Maryjo, módl się za nami
O karabiny.

Gdzież, są granice ludzkich doświadczeń,
Gdzież, jest zapłata rozwalin?
Święta Maryjo, nikt tu nie płacze,
Gniew tu się pali.

Noc nam śmiertelne okrywa rany -
Nim świt odsłoni nas blady,
Święta Maryjo, wstąp razem z nami
Na barykady.

Oto nam huczą strzały armatnie,
Na szańcach Żelaznej Bramy,
Święta Maryjo, w palbie ostatniej
Módl się za nami.

 Stanisław Marczak*

Do powstańca

Pamiętaj: nie wolno ci zwątpić
w wolność, co przyjdzie, choćbyś padł.
Pamiętaj, że na ciebie patrzy
ogromny i zdumiony świat.


I wiedz, że krokiem w nędznym bucie
jak pomnik dziś w historię wrastasz.
I wiedz, że w sercu twoim bije
uparte serce tego miasta.


Choćby zawiodła wszelka pomoc,
choć przyjdą dni głodu i moru;
ostatniej stawki nie przegramy
- stawki naszego honoru.

* Warszawa, około 30 sierpnia I944 r.
Stanisław Marczak "Dziennikarz", "Juliusz Oborski" (1921-1987)


29.07.2017


Anna Świrszczyńska

Śpiące rzęsy

Tęsknię za łąką

na której zostało

w dołku zgniecionej trawy

nasze ciepłe całowanie.


Tęsknię za lasem,

w którego wiosennych mchach

splątały się

śpiące rzęsy

dwu naszym przytulonym westchnieniom.

Anna Świrszczyńska

Śmiertelnie zadziwiona

Raz uczułam, że wargi jego
dotknęły moich. Wtedy odeszło
ode mnie wszystko — ziemia
i niebo. Objął mnie łagodny
błękitny płomień, zaczęłam palić
się cicho jak stos jasnych pereł.
I potem nie czułam już własnego
ciała, tylko różaną pienistość,
lekkie migotanie, ciepło, które
było zarazem melodią.

Więc zadziwiłam się powoli,
zapadłam w zadziwienie jak w
śmierć.

23.07.2017

Nataniel Tenenbaum

Modlitwa o wschodzie słońca

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy
Przed mocą Twoją się ukorzę
Ale chroń mnie, Panie, od pogardy
Przed nienawiścią strzeż mnie, Boże

Wszak Tyś jest niezmierzone dobro
Którego nie wyrażą słowa
Więc mnie od nienawiści obroń
I od pogardy mnie zachowaj

Co postanowisz, niech się ziści
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale zbaw mnie od nienawiści
I ocal mnie od pogardy Panie...

Adam Asnyk

 Miejcie nadzieję

        Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
        Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
        Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
        Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

        Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
        Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
        Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
        Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

        Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
        która na oślep leci bez oręża,
        Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
        Przeciwne losy stałością zwycięża.

        Przestańmy własną pieścić się boleścią,
        Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
        Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
        Mężom przystało w milczeniu się zbroić...

        Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
        I przechowywać ideałów czystość;
        Do nas należy dać im moc i zbroję,
        By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. 

https://www.youtube.com/watch?v=3tOZvDO1iSk

17.07.2017

Jan Zych
[*] 10 m-cy temu o godz. 20:15


* * *
Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś.
Kiedy nie będzie maków, łubinów, piwonii,
kiedy żadna róża róży nie przypomni,
kiedy nie będzie ławek ani ścieżek,
kiedy pies nie zaszczeka już w żadnym ogrodzie,
kiedy nie będzie lip kwitnących w czerwcu,
kiedy oczy moje będą tak daleko,
że ich nie zaskoczy żadne podobieństwo,
kiedy jasne okna będą tylko ciemnieć
na znak, że gaśnie ostatnia myśl o tobie,
kiedy już wszystko taka mgła zasłoni,
że żaden kształt w pamięci kształtu już nie wspomni,
kiedy z jasnością tak się zamknę w sobie,
że już mi nawet powietrze nie przypomni powietrza,
dopiero wtedy...

z tomu „Wybór wierszy”, 1975

15.07.2017

Julia Hartwig

Po prostu

Na wszystko przyjdzie pora 
Ale nie przyjdzie czas wskrzeszenia pierwszych nadziei 
i pierwszych miłości 
ani utrwalenia w słowach tego co przebiega ci przez głowę jak wiatr 
i bywa przeczuciem jakiejś ważnej prawdy 
lecz umyka tak szybko jakoby swawoliło 
Przychodzi jednak nieodwołalnie pora 
kiedy po kolei tracić zaczynasz wszystko co kochałeś 
i wszystkich którzy odchodząc stąd 
nie wyjawiają ci czy odchodzą zawiedzeni 
Przychodzi ten czas 
a ty przyjmujesz go bez wstydu i pokory 
ot tak po prostu 
Julia Hartwig [*]
To czego nam potrzeba

    To czego nam potrzeba
    to jasność widoku
    życie ile potrafisz
    oczyszczone z mułu
    i to pragnienie jakże naturalne
    by zajrzeć głębiej niźli rzeczy płyną
    stanąć przeciw nieszczęściu
    aż się w śmiech obróci
    dlatego nie chcę smutków co nie nowe
    nie chcę już smutków nie




Julia Hartwig 


O, jakże was kochałam, wy, rzeczy zbyteczne, 
przyjaźń, miłość bez granic, poświęcenie, cnoty 
spotykane tak rzadko, opłacane drogo, 
i jak opłakiwałam każdą zdradę, każde 
sprzeniewierzenie, każde nadużycie.

O, jakże was kochałam, rzeczy niekonieczne, 
obrazy, słowa, kwiaty, urodziwe twarze, 
każdą łąkę kwitnącą, zachody i świty, 
o jakże was kochałam, ponad siły prawie, 
i jakże mnie gniewało to, że tak zbyteczne

09.07.2017


Karin Boye

Konstantin Razumov


* * *

Jak mogę mówić, czy twój głos jest piękny.
Wiem tylko, że mnie przeszywa na wskroś
i powoduje, że zaczynam drżeć jak liść,
i rozdziera mnie na strzępy i kruszy.


Cóż wiem o twej skórze i członkach.
Tyle tylko, że mną potrząsają i są twoje,
więc dla mnie nie ma snu i odpoczynku,
dopóki one nie są też moje.




tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

Carol Ann Duffy


Rozgrzewając jej perły

dla Judith Radstone
Przy mojej skórze jej perły. Moja pani
każe mi je nosić, rozgrzewać, do wieczora,
kiedy czeszę jej włosy. O szóstej wieszam je
na jej białej chłodnej szyi. Cały dzień myślę o niej,

jak wypoczywa w Żółtym Pokoju, rozważając: jedwab
czy tafta, która suknia na wieczór? Wachluje siebie,
podczas gdy ja pilnie pracuję, mój powolny żar wnika
w każdą perłę. Luźno na mojej szyi, jej sznur.

Jest piękna. Śnię o niej
w łóżku na poddaszu ; widzę jak tańczy,
jej postawnych partnerów dziwi mój nikły uporczywy zapach
pod jej francuskimi perfumami, jej mlecznymi klejnotami.

Muskam jej ramiona zajęczą łapką,
obserwuję jak delikatny rumieniec sączy się przez skórę,
niczym opieszałe westchnienie. W jej zwierciadle
moje czerwone usta rozchylają się, jakbym chciała przemówić.

Pełnia. Powóz przywozi ją do domu. W myślach
widzę jej każdy ruch... Ściąga suknię,
zdejmuje klejnoty, szczupłe ręce sięgają
po szkatułkę – naga wsuwa się do łóżka,

jak zwykle... A ja tu leżę rozbudzona
i wiem, że w tej samej chwili perły stygną
w pokoju, gdzie śpi moja pani. Całą noc
czuję ich brak i płonę.

przełożyła Elżbieta Wójcik-Leese

03.07.2017


Tadeusz Żurawek

* * *
między gór kolanami
na wprost nieba i siebie
i tego czego mi nie dostaje

wzniosłem ręce wysoko
wzniosłem ręce gór wyżej
wzniosłem ręce do Pana

i nad światem obolałym
i nad światem ogłupiałym
i nad światem osamotniałym

modlitwą do Pana zawyłem

Imprimis

Panie, naucz nas
tylko dobre owoce
zrywać z sadu Twego

I skrzętnie je gromadzić
na półkach pamięci

dbając, aby nie tylko
nam służyły do pożywienia

i strzec, aby je nie zagubić
w obrocie rzeczy powszednich

Adam Ziemianin

Modlitwa mojego wieku

Ty który śmieszne kawki
nauczyłeś latać
Ty który jesteś z tego
i nie z tego świata

Uchowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który stworzyłeś
jaśminu gałązkę
Ty który orzech włoski
zawiązujesz w piąstkę

Zachowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który ciepłym słońcem
napełniasz mieszkania
Ty który dałeś nam
trudne przykazania

Uratuj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który kaczeńce
Wymyśliłeś dla nas
A żaby nauczyłeś
Nocnego kumkania

Odwróć dziś - proszę - od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który do morza
Prowadzisz swe rzeki
Ty który zmęczonym
Zamykasz powieki

Nachyl dziś - proszę - w stronę miłości
Moje serce moje myśli moje oczy

01.07.2017


Kazimiera Iłłakowiczówna 
Niechby ta jedna nić...

Szeptem

Kiedy trzeba będzie iść
w daleką ciemność,
niechby ta jedna nić
została ze mnie.
Niech oderwie się cała reszta 
i spadnie w przepaść
- to jedno niech trwa na wieczność
dzwięczne, choć ślepe.
Bo tym co za życia żyło
żywe najbardziej
- nieśmiertelna za grobem miłość 
nie pogardzi.