7.07.2013


Ty wróciłaś do domu, a sonety na plaży

Lajos Parti Nagy
Willem Haenraets


No więc przyszłaś, więc przyszłaś, przeczułem, 
iluminować by można kopułę, 
ale wczoraj spuściła z tonu 
do poziomu zwykłego plafonu. 
Strasznie, strasznie jestem dziś wyczerpany, 
znów płodziłem wiersz, zgrzytając zębami, 
mój płaszcz nie jest plakatem, koc to nie afisz, 
nikt i nic mnie rozsławić już nie potrafi, 
tylko wiersz, jeden tylko wiersz, 
jeśli chcesz, jeśli tylko chcesz, 
no więc przyszłaś zza brzegów, spod górskich grzbietów,
mogłaś widzieć po drodze rój skąpanych sonetów, 
same poszły na plażę, mogę dać za to głowę, 
bo to ja im wręczałem czepki kąpielowe, 
kiedy smętne oktawy, smutne tercyny 
czekały gryząc popkorn, strojąc dziwne miny, 
teraz one plażują, a my tutaj siedzimy, 
stąd tam poszły (widziałaś?), wychwalając swe rymy, 
lecz zarazem wrzeszczały jak dzika horda, 
uprawiając totalny enjambement; 
zobacz tylko, spójrz wokół, chaos i zamęt, 
moje biurko, papiery, świat i cały firmament,
no więc jesteś tu, jesteś, trudno uwierzyć, 
wyjmiesz zaraz ćwierć kilo zimnej wieczerzy
i wczorajszą herbatę, wykałaczki, bibułę, 
sufit ślicznie się wygnie znowu w kopułę, 
a w jej szczycie błękit nieba znajdziesz, 
jeśli pragniesz, jeśli bardzo pragniesz. 

przełożył z węgierskiego Jerzy Snopek

27.04.2013

Słodka sobota

Lajos Parti Nagy


*Alessandra-Puppo

Poranków sobotnich tak mi trzeba,
gdzie słodki rogalik w moim sercu, w ustach,
gdzie kawa mruczy zamiast mnie,
gdzie wstaję, a język mam ciut ociężały.

Słońca jaskrawego tak mi trzeba,
prążkowanego tarasu w portugalskim hoteliku,
moglibyśmy chrupać trzcinę cukrową i
całować się w fotelu,
a twoje usta pachniałyby radośnie chlebem,
 i piekarczyki by się w nich krzątały
 i właśnie rolowałyby jakieś cudo,
i jak kakao w drożdżówce z kakao
szczęśliwa cisza wiłaby się w naszych ustach,
i tylko leniwy język przecinałby ją raz po raz.

tłum. z węgierskigo Anna Górecka