31.01.2019

Pablo Neruda

Dwadzieścia poematów o miłości i jedna pieśń rozpaczy - 20

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy. 

Pisać na przykład: "Ta noc rozgwieżdżona, 
i drgają błękitne gwiazdy w oddali". 

Nocny wiatr krąży po niebie i śpiewa. 

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy. 
Kochałem ją i czasami ona też mnie kochała. 

W takie noce jak ta miałem ją w ramionach. 
Całowałem ją tyle razy pod niebem bezkresnym. 

Ona mnie kochała, czasami ja ją też kochałem. 
Jakże nie było kochać jej wielkich zapatrzonych oczu . 

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy. 
Myśleć, że jej nie mam. Żałować, że ją straciłem. 

Słuchać nocy ogromnej, jeszcze ogromniejszej bez niej. 
A wiersz spada na duszę jak na łąkę rosa. 

Cóż, moja miłość nie mogła zatrzymać jej. 
Noc jest rozgwieżdżona, a ona nie jest ze mną. 

To wszystko. Daleko ktoś śpiewa. Gdzieś daleko. 
Moja dusza nie może się pogodzić z tym, że ją straciłem. 

Jakby dla przybliżenia jej, mój wzrok jej szuka. 
Moje serce jej szuka, a ona nie jest ze mną. 

Ta sama noc jak przedtem bieli te same drzewa. 
My, ci jak wtedy, już nie jesteśmy ci sami. 

Już jej nie kocham, to pewne, ale jakże ją kochałem. 
Mój głos szukał wiatru, aby dotknąć jej słuchu. 

Z innym. Będzie z innym. Jak przed moimi pocałunkami. 
Jej głos, jej jasne ciało. Ich oczy bezkresne. 

Już jej nie kocham, to pewne, ale być może ją kocham. 
Tak krótka jest miłość, a tak długie jest zapominanie. 

Że w takie noce jak ta miałem ją w swoich ramionach, 
moja dusza nie może się pogodzić z tym, że ją straciłem. 

Chociaż to byłby ostatni ból, jaki mi sprawia, 
i to są ostatnie wiersze, jakie z nim piszę

23.02.2017


Pablo Neruda


* * *
Abyś mnie słyszała, 
moje słowa
smukleją czasami,
tak jak smukleją ślady mew na plażach.

Bransoleta, grzechotka pijana 
dla twoich rąk łagodnych jak winne grona.

Widzę, jak odległe są moje słowa.
Bardziej są już twoje niż moje.
Pną się jak bluszcz po moim starym smutku.

One pną się tak samo po wilgotnych ścianach.
To ty jesteś winna tej krwawej zabawy.
Uciekają z mojej jaskini mrocznej.
To ty sobą wszystko wypełniasz, wszystko wypełniasz.

Wcześniej niż ty zamieszkały samotność, którą zajmujesz,
i przyzwyczajone są bardziej niż ty do mojego smutku.

Teraz chcę, by powiedziały to, co ci chcę powiedzieć,
abyś słyszała tak, jak ja chcę, abyś mnie słyszała.

Wiatr niepokoju jeszcze je często porywa.
Huragany snów jeszcze je czasem obalają.
Inne słyszysz głosy w moim głosie pełnym smutku.
Płacz dawnych ust, krew dawnych błagań.

Kochaj mnie, towarzyszko. Nie opuszczaj mnie. Chodź za mną.
Chodź za mną, towarzyszko, przez tę falę niepokoju.
Ale zabarwiają się twoją miłością moje słowa.
To ty sobą wszystko zajmujesz, wszystko zajmujesz.

Ze wszystkich robię bezkresną bransoletę
dla twoich białych rąk, łagodnych jak winne grona.

tłum. Jan Zych

z tomu „Dwadzieścia wierszy o miłości 
i jedna pieśń rozpaczy”, 1924

17.12.2016

Pablo Neruda
        
  
      
Piosenka o zmarłych kochankach

Ona była piękna i dobra.

      Przebacz jej, Panie!

On był tkliwy i smutny.

      Przebacz mu, Panie!

Zasypiał w jej białych ramionach
niczym pszczoła w kwiecie.

      Przebacz mu, Panie!

Kochała tkliwe piosenki.
była piosenka najtkliwszą w świecie.

      Przebacz jej, Panie!

Kiedy mówił, to się zdawało,
że w jego głosie ktoś płacze.

      Przebacz mu, Panie!

Ona mówiła: „Boję się.
Słyszę jakiś głos z daleka.”

      Przebacz jej, Panie!

On mówił: “Na moich ustach
twoja dłoń maleńka.”
Przebacz mu, Panie!

Patrzyli razem na gwiazdy.
O miłości nie wspominali.
Kiedy jakiś motyl umierał,
obydwoje płakali.

      Przebacz im, Panie!

Ona była piękna i dobra.
On był tkliwy i smutny.
Z jednego bólu umarli,
ścięci tym samym żalem.

      Przebacz im,
      przebacz im,
            przebacz im, Panie!

tłum. Jan Zych

z tomu „Crepusculario”, 1923

25.07.2016

Pablo Neruda


Odeszło już miasto

Jak zegar idzie nie spiesząc się wcale,
a z taką pewnością, że pożera lata:
dni to maleńkie, przelotne winogrona,
miesiące tracą barwę wydobyte z czasu.
 
Mknie minuta za minutą do tyłu, wystrzelona
przez najbardziej staromodną artylerię,
i nagle nam zostaje tylko rok do odejścia,
miesiąc, dzień i zjawia się śmierć w kalendarzu.
 
Nikt nie mógł zatamować uciekającej wody,
ani jej miłość, ani myśl nie wstrzymała,
biegła, wciąż biegła między słońcem a istotami,
aż nas zabiła jej ulotna strofa.
 
I w końcu upadamy w czas, wyprostowani,
i porywa nas, i już minęliśmy, umarli,
wleczeni bez istnienia, aż nie jesteśmy ni cieniem,
ni prochem, ni słowem, i wszystko tam zostaje,
a w mieście, w którym żyć już nie będziemy,
pozostały po nas puste ubrania i pycha. 
Pablo Neruda

Inny zamek


Nie jestem, nie jestem z ognia,
składam się z ubrania, reumatyzmu,
podartych papierów, zapomnianych cytat,
biednych znaków na skałach,
z których dumne były kamienie.
 
Na czym został zamek z deszczu,
młodość ze smutnymi jej snami
i ten wpółotwarty zamysł
rozpostartego ptaka, orła na niebie,
herbowego ognia?
 
Nie jestem, nie jestem błyskawicą
z błękitnego ognia, wbitą niczym włócznia
w jakiekolwiek serce bez goryczy.
 
Życie to nie ostrze noża,
to nie błyśnięcie gwiazdy,
lecz zużywanie się wewnątrz ubrania,
but tysiąc razy powtórzony,
medal powoli śniedziejący
we wnętrzu ciemnej skrzyni.
 
Nie proszę o nową róże ani o bóle,
to, co mnie zżera, to nie jest obojętność,
lecz to, że każdy znak zapisany został
a sól i wiatr zacierają pismo
i dusza teraz jest milczącym bębnem
na brzegu rzeki, na brzegu owej rzeki,
która tam była i nadal istnieć będzie.

24.09.2015

Pablo Neruda
Oda do miłości
Alex Alemany

Miłości, rozliczmy się z sobą.
W moim wieku
już nie jest możliwe
oszukać ciebie lub siebie.
Łajdaczyłem się po drodze,
nie przeczę
i nie żałuję.
Minuta gnębi,
jakiś kwiat magnolii
zmiażdżony w zębach
i światło księżyca,
którym mówi niebo.
Znakomicie, jakiż tego bilans?
Samotność utkała mi
sieć przetykaną mroźnymi
ogrodami jaśminu
i wtedy
tę, która zaplątała się we mnie,
mianowałem królową
róż na wyspach.
Miłości,
z jednej kropli,
choćby padała
przez wszystkie noce
wiosny,
noc po nocy,
nie utoczysz oceanu!
I stałem się nagi,
samotny i w oczekiwaniu.

Zdarzyło się jednak, że ta,
co mnie przeskoczyła jak fala,
co znaczyła nie więcej
niż smak wieczornego owocu,
zatrzepotała jak gwiazda,
zapłonęła w powietrzu jak gołąb
i znalazłem ją w mojej skórze
szerzącą się radośnie
jak stos z rozwianym włosem.
Miłości, od tego dnia
wszystko, wszystko stało się
prostsze.
Posłuchałem rozkazów
wzgardzonego serca
i ścisnąłem jej talię,
z całą siłą zbrojną
moich pocałunków,
jak król, co oblega
wraz z bezsilną armią
niepozorną wieżę, w której
kwitnie
dzika lilia jego dzieciństwa.
I dlatego myślę, Miłości,
że zawikłana i twarda
może być twoja droga,
lecz w końcu wracasz
ze swoich polowań
i wtedy złocisz
ponownie swój ogień,
jak chleb na stole,
bo takie, najzwyczajniej,
ma być to, co kochamy.
Miłości, wiem to od ciebie.
Gdy po raz pierwszy
weszła w me ramiona,
opadła jak wody
porywistą wiosną.
Dziś ja wciąż z nich czerpię.
Zbyt wąskie są moje dłonie
i małe
zagłębia oczu,
by przyjąć w siebie
całe jej bogactwo,
kaskadę
nieskończonego światła, wątek
złoty,
chleb jej zapachu.
Tym wszystkim, Miłości, ja po prostu
żyję.

przeł. Krystyna Radowska

z tomu "Ody elementarne", 1954

8.03.2014

Sto Sonetów o miłości
Pablo Neruda

XLIII

Znaku twojego szukam pośród innych znaków,
w nieodpartej , porywczej rzece innych kobiet,
w warkoczach, oczach ledwie zanurzonych,
w świetlistych stopach żeglujących w pianie.

I nagle jakbym dojrzał twe wąskie paznokcie
w popłochu - czy sypnęło odblaskiem czereśni?
Innym razem twe włosy zabiegły mi drogę,
jakby twój wizerunek z ognia płonął z głębi wody.

Ale żadnej nie biło serce tak jak tobie,
twego światła – tej glinki śniadej wyniesionej z lasu,
twoich uszu maleńkich nie wzięła ci żadna.

Ty jesteś summą i stopem, ty – w wielości jedna.
Z twym prądem płynąc przemierzam miłośnie
królewską Missisipi – ujście kobiecości.

tłum. Krystyna Rodowska

9.02.2014

Pablo Neruda


* * *
Lubię cię, kiedy milczysz, bo jesteś jak nieobecna
i słyszysz mnie z daleka, a mój głos cię nie dotyka.
Zdaje się, jakby twoje oczy odfrunęły od ciebie,
i zdaje się, jakby pocałunek usta ci zamykał.

Ponieważ wszystkie rzeczy pełne są mojej duszy,
ty wyłaniasz się z rzeczy, w których jest dusza moja.
Motylu ze snów, podobna jesteś do mojej duszy
i jesteś podobna do słowa melancholia.

Lubię cię, kiedy milczysz i jesteś jakby odległa.
I jesteś, jakby motyl na wpół senny się żalił.
I słyszysz mnie z daleka, a mój głos cię nie dosięga:
pozwól mi, ażebym twoim milczeniem zamilkł.

Pozwól, bym także mówił do ciebie twym milczeniem
jasnym jak lampa, a zwyczajnym jak pierścień.
Ty jesteś jak moc, milcząca i gwiaździsta.
Milczeniem gwiazdy milczysz, tak proste jest i dalekie.

Lubię cię, kiedy milczysz, bo jesteś jak nieobecna.
A tak daleka i smutna, jak gdybyś umarła.
I wtedy jedno słowo, jeden uśmiech wystarczy.
I cieszę się, cieszę się wtedy, że to nieprawda.

tłum. Jan Zych

16.01.2014

 Pierwsza zima
Pablo Neruda
Olga Vorobyov

Obserwuję dzień, jakbym go wyhodował,
jakbym to ja wydał go na światło
od chwili, gdy przychodzi, mroczny, pod moje okno
niby czarny ptak,
aż przemieniony w śnieg i światło
ledwie pulsuje: żyje.

Żyje niewyraźne słońce: jego przeznaczeniem
rozjaśniać te nagie drzewa,
dotykać nieruchomej wody,
toczyć się bez miary, bez języka,
bez ciężaru, aż usta
nieba je połkną
i nawet nie błysną w świetle mrozu
pióra fruwające od wczoraj,
aż jutro znowu wrócą pod moje okno.

przełożył Jan Zych

25.11.2013

Pablo Neruda



 ***
Nie kocham cię tak, jakbyś była różą soli, topazem
 albo strzałą z goździków propagujących ogień:
 kocham cię, jak się kocha jakieś rzeczy mroczne,
 w tajemnicy, pomiędzy cieniem a duszą.

Kocham cię jak roślinę, która nic kwitnie, a niesie
 w swoim wnętrzu ukryte światło owych kwiatów,
 i dzięki twej miłości mroczny w mym ciele mieszka
 zwany aromat, który wydźwignął się z ziemi.

Kocham cię nie wiedzcie jak ani kiedy, ani czemu,
 kocham cię po prostu, bez zawiłości i bez pychy:
 tak cię kocham, bo nie umiem kochać cię inaczej,

tylko w ten sposób, który nie rozróżnia jestem i jesteś,
 tak blisko, że twoja ręka na mojej piersi jest moją,
 tak blisko, że zamykają się twoje oczy w moim śnie.

22.08.2013

Pablo Neruda*

Mariska Karto
***
Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.

Pisać na przykład: "Noc jest gwiaździsta
I drżą sine gwiazdy w oddali".

Nocny wiatr krąży w niebiosach i śpiewa.

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.
Kochałem ją i czasami ona też mnie kochała.

W takie noce jak ta miałem ją w ramionach.
Całowałem ją tylekroć pod niebem nieskończonym.

Kochała mnie, czasami ja też ją kochałem.
Jakże nie kochać było uporczywych jej oczu?

Mogę pisać wiersze najsmutniejsze tej nocy.
Myśleć, że jej nie ma. Smucić się, że ją straciłem.

Słuchać nocy ogromnej, bez niej jeszcze ogromniejszej.
I wiersz na serce spada jak rosa na łąki.

Cóż, kiedy miłość moja nie mogła jej zatrzymać.
Noc jest gwiaździsta, a jej nie ma przy mnie.

To wszystko. Gdzieś daleko ktoś śpiewa. Gdzieś daleko.
Moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.

Jakby przybliżyć ją chciały, szukają jej moje oczy.
Moje serce jej szuka, a jej nie ma przy mnie.

Ta sama noc jak dawniej bieli te same drzewa.
My, tamci z dawna, nie jesteśmy ci sami.

Już jej nie kocham, z pewnością, lecz jakże ją kochałem.
Mój głos szukał wiatru, aby jej słuchu dotknąć.

Z innym. Będzie z innym. Jak przed moimi pocałunkami.
Jej głos, jej ciało pełne światła. Jej oczy bezgraniczne.

Już jej nie kocham, z pewnością, ale chyba ją kocham.
Tak krótka jest miłość, a tak rozległe zapominanie.

Ze w takie noce jak ta miałem ją w ramionach.
Moja dusza nie chce się pogodzić z tym, że ją straciłem.

Chociaż to byłby ostatni ból, jaki mi sprawia,
I ostatnie wiersze, jakie piszę dla niej.

z tomu „Veinte poemas de amor y una canción desperada”, 1924
tłum. Jan Zych
*Pablo Neruda

4.08.2013

Oda do szczęśliwego dnia

 Pablo Neruda

Jacek Krupa

Tym razem pozwólcie mi
być szczęśliwym,
nic nie zdarzyło się nikomu,
nie jestem w żadnym miejscu specjalnym,
jedynym wydarzeniem jest to,
że jestem szczęśliwy
na wszystkie cztery strony
serca, kiedy chodzę,
kiedy śpię czy piszę.
Cóż mam zrobić, jestem
szczęśliwy,
jestem bardziej niezliczony
niż trawa
na łąkach,
czuję skórę jak pobrużdżone drzewo
i wodę dołem,
ptaki górą,
morze jak pierścień,
który mnie opasuje,
uczynioną z chleba i kamienia ziemię,
a powietrze jak gitar śpiewa.

Ty koło mnie na piasku
jesteś piaskiem,
śpiewasz i jesteś śpiewem,
świat
jest dziś moją duszą,
śpiewem i pisakiem,
świat
jest dziś twoimi ustami,
pozwólcie mi
na twoich ustach i na piasku
być szczęśliwym,
być po prostu szczęśliwym, bo oddycham
i ty oddychasz,
być szczęśliwym, bo dotykam
twojego kolana,
a tak jakbym dotykał
błękitnej skóry nieba
i jego świeżości.

Pozwólcie mi dziś
mnie samemu
być szczęśliwym,
ze wszystkimi czy bez wszystkich,
być szczęśliwym
trawą
i piaskiem,
być szczęśliwym
powietrzem i ziemią,
być szczęśliwym,
z tobą, twoimi ustami,
być szczęśliwym.


przełożył Jan Zych