30.01.2014

O tamtej...
Stanisław Baliński

Z tamtą było kapryśnie i było niepewnie,
Gdy prosiłeś o serce, drwiła z ciebie płocha,
A gdy chciałeś porzucić, wzywała cię rzewnie,
Trudno ją było lubić, trzeba było kochać.

Ta nigdy nie jest zmienna i nie jest powiewna,
Ma uśmiech pogodniejszy i słowa łaskawsze,
Możesz jej ufać wiernie, nie zdradzi -
- rzecz pewna,


A kiedy powie słowo, dotrzymuje zawsze.
Tamta mnie opuściła, tamtej nie ma ze mną,
Ta przyszła i uściskiem objęła serdecznie,
I chociaż mi z nią dobrze i chociaż bezpiecznie,

Za tamtą mi jest smutno, za tamtą mi ciemno...

18.10.2013

Los

Stanisław Baliński


Szedł spóźniony romantyk. Niósł walizkę z wierszami.
Walizka mu się rozsypała
I wszystkie wiersze wypadły...
Wiatr je rozniósł, mgła je rozszlochała
Atmosferyczną kurzawą -
Wiersze buntu przeciw sobie i światu,
Wiersze wyznań z kwiatami i bez kwiatów,
Wiersze, które miały być sławą,
Kiedyś heroiczne, dziś przeklęte,
Kiedyś proste, dziś niepojęte...
Rozsypało się wszystko, rozwiało
I przepadło, jak bijąca w życie
Przekora.

Był zmierzch, a nazajutrz o świcie
Ostała się na drodze jedna, jedyna
Ocalona metafora:
Była w kształcie liliowej gałązki
Bzu, śpiącego na listkach zieleni.

Ktoś ją znalazł. Schował do kieszeni. 

9.08.2013

Godzina nocy

Stanisław Baliński
 
Wojciech Niemiec

Każda godzina nocy ma inne oblicze.

Szósta wieczór, na przykład, gdy się wolno zmierzcha
Jest godzina przeszłości, do której myśl pierzcha
Odnajdując w różowym młodości koralu
Jakieś dnie bez goryczy i smutki bez żalu.

Godzina ósma wieczór jest zupełnie inna
I najdźwięczniej wybija w stołowym pokoju,
Gdzie schodzi się domowa gromadka rodzinna,
Żeby w cieniu herbaty pogadać w spokoju.

Odwróćmy od niej głowę, przysłoniętą mgłami.
Ta godzina jest dzisiaj nie dla nas, nie z nami.

Potem idzie dziewiąta, początek wieczora.
Jesteś sam. Drzwi zamknięte. Nocnej pracy pora.
Lampa, książka i ćwiartka papieru przed tobą -
Są przyjaznego biurka jedyną ozdobą.
Nie słyszysz kropel deszczu, ani głosów miasta,
Tylko cichy szmer pióra, co wiernie szeleści,
Nie słyszysz, jak przypływa z wolna jedenasta,
Godzina lamp i świateł, godzina śródmieścia.
Między ostatnim - w modnym teatrze - oklaskiem
A pierwszym powitaniem gości przez kelnera
Ulice dźwięczą gwarem i musują blaskiem. -
Lecz godzina to krótka i prędko zamiera.

Dwunasta była kiedyś porą złego ducha,
Zrodziła ją noc dziadów i noc świętojańska.
Dziś mija bez znaczenia, dziś nikt jej nie słucha,
To po prostu zwyczajna godzina mieszczańska,
Gdy szczęśliwe małżeństwa w pościeli dosytu
Naciągają pierzynę, żeby spać do świtu.

Druga w nocy wydzwania wolno w oddaleniu
Dla tych wszystkich, co jeszcze pracują w skupieniu.
Dobrze jest wtedy w oknie odetchnąć szeroko
Powietrzem, które płuca nasyca głęboko.
I poczuć moc twórczości, która właśnie z ziemi
Unosi się ku gwiazdom i jest między niemi.

To jest godzina szczęścia. O, daleki bracie,
Który ją znasz, wiesz dobrze, jak się za nią płaci.

Potem noc zwalnia biegu, skręca boczną drogą,
Zbliżają się godziny tych, co spać nie mogą,
Tych, co leżą w pościeli, a pościel nie chłodzi,
Którzy łaski snu pragną, a sen nie przychodzi.
Czasami szpara światła w drzwiach od korytarza
Jakieś złudzenie nocy przespanej im stwarza.
"Może świt - myślą wtedy - może sen już zleciał."
Lecz światło nagle znika. I wybija trzecia.

Wtedy wychudłe ręce szukają w ciemności
Drugiego już tej nocy proszka weronalu,
Który zakończy wreszcie pustkę bez litości
I - znękanych - nasyci esencją opalu.
Ale sen, który idzie, ma lodowe usta
I spojrzenie zimniejsze od spojrzenia Prousta.
Gdy mu z ręki ostatnia wypadała karta
Utraconego Czasu... Wtedy bije czwarta.

Godzina szósta rano nie należy do nas,
Nie należy do nocy. - Jest dla niej stracona.
Cóż o niej tutaj mówić? Chyba to, że wianek
Wczesnego dnia na niebie wyłania z ukrycia
I budzi dzieci, które przeczuwając ranek,
Przez sen się uśmiechają z ufnością do życia.

A życie, wschodząc właśnie, jak gdyby w podzięce,
Wyciąga do nich czule sprawiedliwe ręce.