5.12.2019

Jan Zych

Kantata

Śniły mi się konie bez ziemi.
Śniły mi się ptaki bez nieba.
Próbuję z tego uskładać obraz bardziej logiczny.

Tu żadnej pory roku oprócz zimy nie ma.
Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień.
Obcy mur z obcym murem graniczy.
Na łodyżce podwórka więdnie lniany kwiatek nieba.
O, miasto, ucieczko grzesznych!

A oni tam zboże sieją, senne siano się zwozi
w sienie otwarte na oścież.
Tam lato ze złotym berłem przechodzi.
Jeszcze z daleka, z całego królestwa
świeci mi ostatnie jabłko na jabłoni.

Stamtąd idę, z ogrodu, żeby napisać list o czułości,
o dłoniach zdrewniałych od pługa i ziemi,
o dłoniach szorstkich od cebrów i sierpa,
delikatnych jak motyle, czułych jak dmuchawiec.
Myślałem: liryka to modlitwa najbardziej świecka.
A to może tylko pozdrowienie dla moli.

Szły do mnie stamtąd zwierzęta, ale się rozeszły
na mięso i na skórę.

Chciałem wiedzieć, którędy linia graniczna przebiega
między żądłami pokrzyw a żądłami miodu,
i gdy wiatr jak zwierzęta ślepe, kto cugle wiatru trzyma?
A poznałem, że stalowa strzałka tęskni za biegunem.

Śniły mi się konie bez ziemi.
Śniły mi się ptaki bez nieba.
O, miasto, ucieczko grzesznych,
gdzie moja wina?

Tu miejsce na labirynt i na głowę kamień.
I nikt nie krzyknie nawet,
kiedy upadnę w tym zgiełku zmotoryzowanym.
Jak resztki lodu sprząta się przed wiosną,
obcego człowieka poniosą.

Zbiegną się nagle wszystkie strony
i pory roku będą równocześnie.
Wszystkie chwile na raz uderzą do serca
i spór będą wiodły: do której z nich należę.

I to niech będzie spowiedź. Ale bez rozgrzeszenia.
Nie chcę, by okradano mnie z mojego życia.

Natura nie znosi próżni. Tu, zanim się umrze,
wcześniej już w ludzkich umiera się myślach.
Tam prędzej grób zarasta. A tu prędzej pamięć.
Chciwi nawet przestrzeni, która mnie otacza, drzwi otoczą i wejdą 
między przedmiotów pawie.
Wiadomo: tancerze odchodzą, ale taniec powraca
w te same okolice.
I nawet ta, którą kocham, powiedzieć musi, że to obcy człowiek.

Kiedy będą sprawdzać, czy jestem podległy ranom,
dwie okruszynki zieleni zobaczą wśród powiek.

By udać, że się nie spieszą,
tym razem mnie miejsca ustąpią.
Dzwony są tylko na ogień.
Dzwony są tylko na popiół.

11.07.2018

Jan Zych

*
Serce mnie niesie.
Ja niosę czas.
Kropla na liściu.
Listek na wodzie.

*
Wyprowadziłbym się z siebie
i zamieszkał na uboczu,
w jakimś kątku - jeszcze nie wiem -
niedaleko twoich oczu.
Twoje i moje

*
Jeszcze został papieros jeden
z podarowanych na drogę.
Nie będę go palił.
Bo ta droga, moja droga,
potrwa jeszcze trochę.

*
W powietrzu czystym jak łza
te słowa kiedyś może ją spotkają.
Tylko ptak, który śpiewał we mnie,
odleci do zimnych krajów.

17.07.2017

Jan Zych
[*] 10 m-cy temu o godz. 20:15


* * *
Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś.
Kiedy nie będzie maków, łubinów, piwonii,
kiedy żadna róża róży nie przypomni,
kiedy nie będzie ławek ani ścieżek,
kiedy pies nie zaszczeka już w żadnym ogrodzie,
kiedy nie będzie lip kwitnących w czerwcu,
kiedy oczy moje będą tak daleko,
że ich nie zaskoczy żadne podobieństwo,
kiedy jasne okna będą tylko ciemnieć
na znak, że gaśnie ostatnia myśl o tobie,
kiedy już wszystko taka mgła zasłoni,
że żaden kształt w pamięci kształtu już nie wspomni,
kiedy z jasnością tak się zamknę w sobie,
że już mi nawet powietrze nie przypomni powietrza,
dopiero wtedy...

z tomu „Wybór wierszy”, 1975

28.05.2016

Jan Zych


W sprawie zapominania

Są w jednym domu drewniane schody;
możesz je spalić,
muzyków upić winem i miodem,
żeby nie grali.

Możesz zaorać wąziutkie ścieżki
o zmierzchu siwym,
ażeby wyrósł łubin niebieski
albo pokrzywy.

Cały dom w pustkę przemienić możesz,
zasadzić głogi,
aby nie było o żadnej porze
powrotnej drogi.

Ale nie można odsunąć wspomnień
jak lampkę wina.
Ten co powtarza co dzień "zapomnę",
nie zapomina.

Zielem zarosną ścieżki, lecz pamięć
- nie ma ratunku -
pamięć powróci tymi schodkami

do pocałunku.
Jan Zych



Wiersze coraz mniejsze

* * *
Wiersze coraz mniejsze,
jak skurcz serca,
jak westchnienie,
gdzie coś nie rymuje się z niczym,
aż wreszcie
zacznę pisać wiersze białe
jak śnieg,

jak pusta kartka.

Pytanie półretoryczne

Wy, co znaleźć jamb umiecie
rozgryzając każdy wiersz,
pieśni znacie każde włókno,
do was zwracam się, powiedzcie:
jakim metrum ćwierka świerszcz,
gdy mu smutno?


***

Wyprowadziłbym się z siebie
i zamieszkał na uboczu,
w jakimś kątku - jeszcze nie wiem -
niedaleko twoich oczu. 


11.06.2014

       Tobie mówić
Jan Zych

Są chwile o świcie jak jabłka rumiane.
Południe jak złota gotycka lawina.
A potem wieczór ścieżki dnia splątane
księżycowym sierpem przecina.

Wciąż stukot serca, wciąż dni odpływ,
i nawet nie wiem, ile mi zostało,
żeby Tobie mówić pierwsze dzień dobry
i Tobie ostatnie dobranoc.

Że się troski nauczyć nie można,
wiedziałem - lecz dziś więcej wiem:
kiedy nadciąga rzeka snu powolna,
pod powiekami Cię unosić w sen...

Tyle gwiazd i jabłek pod ręką -
wszystkie dla Ciebie. A jeszcze chciałbym łąką
razem iść na wiosenne święto
wniebowstąpienia skowronków.

Dla Ciebie słowa prowadzić w złote wesele pieśni.
Dla Ciebie żyć i nie umierać.
Z Tobą patrzeć, jak kluczem dzikich gęsi
jesień się otwiera.

I niech w roku będą tylko same lipce,
z płonących lipców lata całe.
Bo kocham Cię. Jak Cygan skrzypce.

Jak zima dzwonki białe.

19.02.2014

Boli mnie - więc jestem
Jan Zych

***
Boli mnie - więc jestem.
W tym pustym miejscu koło mnie
Twoje rysy znaczyłem jak szkło diamentem,
żeby każdy skręt powietrza przed Toba się otwierał.
Ty jedna poruszać się tu możesz swobodnie
nie kalecząc mnie ani siebie.

Ja wiem, że są na pewno po drugiej stronie lustra
zegary wskazujące pochylenie czoła.
Ale Ty o nich, piękna, nic nie wiesz.

Chwile kruche, do złudzenia tak podobne!
Ciągle patrząc nie widzimy, jak płowieją nasze oczy.
Lepiej zostać mi było na lipcowej drodze
sprzed tysiąca i ani jednej naszej nocy.
Układ serdeczny
Jan Zych
Gustav Courbet

Jeśli wyruszysz kiedyś do Itaki,
módl się, ażebyś drogę miał daleką.
(Konstantinos Kawafis)

Świat był kiedyś mniejszy, sprawdzony.
Mieściłem się w nim jak ptak w gnieździe.
Poznawałem od zielonej strony
słów dorzeczność i dosłowność rzeczy.
O dni lata sprzed lat, gdzie jesteście?

Wierzyłem, że gdyby coś mi się stało,
pies znacząco by w domu zaszczekał.
Tego psa już nie ma, nowy mnie nie pozna,
nie wybiegnie na drogę z daleka.

Teraz w domu-wędrówce, w tym domu-przejeździe
co dzień stary testament układam do nowa
i rosną we mnie przestrzenie
z wielkim lasem dla echa.

Ile tu już lat w tym mieście?
Rano, jeszcze niosąc resztki snu na powiekach,
słyszę dzwony,
czasem dzwonków u sań dalekie wołanie.
Dzwonią: Alicjo, Alicjo. Przez twoje dłonie
linia mojego życia biegnie.

Widziałem cię nad morzem Czarnym
i w południe słoneczne w Tracji
w takiej ciszy, jakby Orfeusz dopiero przechodził
w nie zapisane jeszcze mitologie.
Wtedy spojrzałem za siebie.
Ile rysów mamy wspólnych?
Ty masz moje a ja twoje zmarszczki.

Co mi zostało? Co mnie obchodzi?
Obchodzą mnie drogi, czerwone krople krwi.

25.10.2013

Autoportret ze światłem

Jan Zych


Ja, który nie umiem uwierzyć, że po śmierci
obudzę się jak rano po drugiej stronie snu,
podziwiam barokowe jabłonie i gotyckie świerki.
Gdzie się zatrzymam? Może tam. Może tu.

Śmiej się z radości. Śmiej się ze wszystkiego.
Może nawet nie będzie zaproszenia do jesieni,
kiedy runie błękitne skowronkowe drzewo
i o metr się pogłębi przywiązanie do ziemi.

Więc radość, że przez dni jak przez pokoje przechodnie mogę nieść
osłaniając dłonią malutki płomyczek łubinu
i prosić: ty jedyna bądź mi wierna jak śmierć –


tylko ona, kiedy przyjdzie, już nie mija.

18.07.2013

Mikroliryka

 Jan Zych
http://www.mayoz.fr/photos

To są drzwi bez wyjścia.
Otwarte jak powietrze dla krzyku.
Tylko, żeby wejść – wrócić już nie można.
Nie wraca się do rzeki.
Po złotych progach jesieni
zwierzęta i drzewa schodzą do jednego morza.
Podobno są – ale gdzie? – prawdziwe brzegi.
W cierpliwości jestem kruchy brat kamienia.
Na tej ziemi,najpiękniejszym słoneczniku,

po mnie i po tobie przejdą traw pokolenia.

16.07.2013

Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś

 Jan Zych
 
Efraim Seidenbeutel


***

Dopóki cię szukam, jeszcze jesteś.
Kiedy nie będzie maków, łubinów, piwonii,
kiedy żadna róża róży nie przypomni,
kiedy nie będzie ławek ani ścieżek,
kiedy pies nie zaszczeka już w żadnym ogrodzie,
kiedy nie będzie lip kwitnących w czerwcu,
kiedy oczy moje będą tak daleko,
że ich nie zaskoczy żadne podobieństwo,
kiedy jasne okna będą tylko ciemnieć
na znak, że gaśnie ostatnia myśl o tobie,
kiedy już wszystko taka mgła zasłoni,
że żaden kształt w pamięci kształtu już nie wspomni,
kiedy z jasnością tak się zamknę w sobie,
że już mi nawet powietrze nie przypomni powietrza,

dopiero wtedy...

13.07.2013

Twoje i moje

Jan Zych
Renata Brzozowska

Pamięć o tobie zawsze jak amulet noszę.
Pod twoją nieobecność biorę długie lekcje czasu.
Chciałbym być blisko jak powietrze na twoje zawołanie.
Ze smutkiem sobie poradzę, radością nie mam się z kim podzielić.
Twoje słońce mi bardziej potrzebne niż moje.

12.07.2013

Gdziekolwiek
Jan Zych


Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
będą miejsca w książkach i miejsca przy stole,
kasztan, kiedy kwitnie lub owoc otwiera,
będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła,
ktoś do drzwi zapuka i pamięć przyniesie
z kwiatem, z godziną, z kolorem,
wciąż będzie początek, bo wszędzie są mosty
prawdziwe jak powietrze ode mnie do ciebie,
gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie.