14.11.2018

Jan Rybowicz


Wyobraźnia


Czasem,
gdy w kosmosie literatury
rozmawiam z Szekspirem
albo
słucham pijanego Jesienina
błądząc bulwarami
białokamiennej Moskwy,
słyszę nagle
jak matka woła:
- Janku, przynieś no wiadro wody!

Sorry, Willy,
mówię,
albo:
minutoczku, Siergiej…
I uruchamiam tę cudowną maszynę swojego ciała,
i śmieję się,
bo matka nie wie,
że ja jestem tutaj,
w Londynie,
za kulisami teatru "GLOB"
a tam
ten fantastycznie posłuszny mi robot
bierze wiadro,
idzie ku studni,
nabiera wody,
wraca...

Wczoraj dotarł do mnie
telegram jej strachu.
Wróciłem natychmiast.
- Nie płacz! - mówię. - Jestem przecież tutaj.
Jan Rybowicz

Kompot z rabarbaru

Nie pamiętam twojego imienia,
koloru twoich włosów, oczu.
Nie wiem, kiedy to było,
gdzie, przy jakiej okazji.

Czasem tylko, ostrożnie
wydobywam z pamięci
ten gest, z jakim postawiłaś
przede mną kompot z rabarbaru.

I zaraz, przerażony,
chowam w panice ruch twojej ręki
z powrotem w niepamięć.
Aby nie zwariować z czułości.

25.10.2015

Jan Rybowicz
Moja biblioteczka
 
Victor Bregeda

w mojej biblioteczce
jest miejsce
dla wielu poetów
tych lepszych i tych gorszych
sam decyduję o tym
kto leży na której półce
i to jest właśnie ta cząstka
mojego udziału w poezji

30.08.2015

Już nigdy nie będziemy kochać jak wtedy
Jan Rybowicz

strona *

Miła, to sentymentalne,
ale nie mogę, nie mogę zapomnieć
nas wtedy,
wtopionych w bursztyn ciszy.
Z jaką nieśmiałą obawą
dotykaliśmy swoich rąk:
skrzydeł egzotycznych ptaków.
To powraca do mnie
jak motyw śmierci.

Tak świeże były nasze ciała,
tak czyste,
ciała prawie dzieci.;
Kim, jak nie dziećmi byliśmy,
niewinnymi,
bardziej świętymi
niż wszyscy święci.
To jak zadra
tkwi w mej pamięci.

Nasze błękitne oddechy,
nasze źródlane oczy
jeszcze nie tknięte szronem przerażenia.
Nasza czułość
delikatna jak nalot pyłku na śliwkach,
czysta i krucha jak płatek lodu,
naiwna jak psiak.

Już nigdy nie będziemy kochać
tak jak wtedy.

http://www.publicdomainpictures.net/stock-photos.php?hleda=couple+silhouette+moon

7.12.2013

Jan Rybowicz

Radość życia
Константин Горбатов

Radość życia płynie z obecności
drugiego człowieka,
i z zupełnej samotności.

Radość życia daje alkohol
i absolutna wstrzemięźliwość.

Kobieta obok - to też coś,
ale umiej być radosny,
gdy żadna nie zechce
na ciebie nawet spojrzeć.
Pisanie grubej książki.
ach, jaka to radość życia.
Ale byłem raz równie szczęśliwy,
gdy paliłem w piecu, kartka po kartce,
czterystustronicowy maszynopis
nieźle - chyba - zapowiadającej się
powieści.
Radość życia jest wszędzie.
Gdzie jest napisane,
że zupełny brak pieniędzy,
to zaraz musi być
czarna rozpacz i żal.
Radość życia jest także
w celi śmierci,
w domu żałoby,
w spelunie ostatniej kategorii,
wiem to.
Widziano ją także,
jak pojawiła się w ostatniej chwili życia
u człowieka, który
w całym swoim długim wegetowaniu
nie zaznał chwili radości.

Jeszcze raz, proszę przeczytajcie uważnie ten wiersz.
Jeszcze raz, proszę przeczytajcie uważnie ten wiersz, proszę jeszcze raz!

5.05.2013

Samotność

Jan Rybowicz
"Muzyka samotności"- Sonia Pajgert

Nie można być samotnym.
Trzeba opiekować się kimś,
kimkolwiek.
Dzieckiem, drugim człowiekiem,
kotem, psem albo rybką w akwarium.
Albo samym sobą.
Albo Panem Bogiem w kościele.
Ale nie można być samotnym.
Opiekować się gwiazdami,
swoim osobowym samochodem,
prawem, moralnością, pogodą.
Aby tylko nie być sam.
Bo samotność
jest naprawdę
nie do zniesienia.
Jest śmiertelną chorobą.
W stu procentach śmiertelną.

Podczas gdy on...

Jan Rybowicz

A więc czego zazdrościcie artyście?
Bezsennych nocy?
Anioła śmierci,
który jest jego codziennym aniołem stróżem?
Czy zazdrościcie mu stugębnej plotki morderczej,
kiedy on pragnie jedynie zrozumienia?
Czy sławy, która jest niczym,
w dodatku bardzo uciążliwym?
A więc czego zazdrościcie artyście?
Tego, że na głos wyrykiwał to,
o czym wy baliście się nawet myśleć?
A może zazdrościcie mu tego, że wreszcie umarł,
podczas gdy wy nadal zadręczacie się nawzajem
w tym ziemskim piekle?
Wy, którzy unikacie nawet
wzmianki o swojej śmierci,
podczas gdy on całe życie
przygotowywał się do niej pokornie.

1976
Życiorys
Jan Rybowicz

Zacząłem umierać
26 maja 1949 roku w Koźlu,
o trzynastej z minutami,
prawdopodobnie w niedzielę.
Urodziłem się
18 listopada 1976 roku w Krakowie,
na łamach „Gazety Krakowskiej”.
Moim ojcem jest William Faulkner.
Moją matką jest Maria Jasnorzewska-Pawlikowska.
Ojcem chrzestnym Willy Szekspir,
zresztą nieżyjący już od około
trzystu lat.
Moi bracia,
odkąd zostali poetami,
zadzierają nosa.
Mimo to
znoszę ich.
Nasza jedyna siostrzyczka
odeszła przed kilkoma latami
do Krainy Wiecznego Pisania.
Wołaliśmy na nią Halina Poświatowska.
Moich pozostałych krewnych i pociotków
nie zdołam chyba wymienić
wszystkich.
Kto ciekaw,
niech zajrzy do słowników pisarzy.
Najlepiej zacząć alfabetycznie od
Słownika Pisarzy Angielskich i Amerykańskich…
Jestem twórcą baniek mydlanych,
Które – podobno –
są ludziom równie niezbędne
jak chleb.
Jan Rybowicz (1949-1990), polski poeta, prozaik.

20.04.2013


Drogowskaz

Jan Rybowicz

Jestem drogowskazem,
który nie może ruszyć w drogę,
którą pokazuje.
Jeżeli ruszę nią,
kto za mnie wskaże kierunek tym, którzy nadchodzą,
młodzi, wciąż nowi?
Wielokrotnie próbowano mnie odwracać,
abym wskazywał mylną drogę.
Ale jestem jak słonecznik.
Pokazuję wciąż ten sam kierunek:
ku słońcu.
polski poeta i prozaik (1949-1990)

Inna materia


Jan Rybowicz


*Dariusz Twardoch

Bo jest jeszcze przecież
inna materia!
Ta, z której zbudowane są
nasze sny,
promienie słońca...

I odbicie w lustrze
zdziwione,
niepewne,
z której strony jesteśmy my
prawdziwi...
I nasze marzenia.

*'Dziś uwolnimy nasze marzenia by wolne i kolorowe uleciały w świat'- Dariusz Twardoch