5.02.2018


Tomas Gösta Tranströmer

C-dur
]
Kiedy po spotkaniu z nią wyszedł na ulicę
wirował w powietrzu śnieg.
Zima nadeszła
gdy leżeli u siebie.
Noc świeciła biało.
Szedł szybko z radości.
Całe miasto łagodnie opadało w dół.
Uśmiechy przechodniów -
wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.
Ale swoboda!
I wszystkie znaki zapytania poczęły śpiewać o istnieniu Boga.
Tak sądził.
Muzyka zrzuciła pęta
i szła w wirujących śnieżkach
długimi krokami.
Wszystko w wędrówce ku dźwiękowi C.
Drżący kompas wskazujący C.
Godzina ponad męczarniami.
Ale lekkość!
Wszyscy uśmiechali się za postawionymi kołnierzami.

przełożył Leonard Neuger

26.03.2017

Tomas Tranströmer 


Szyny


Druga w nocy, księżyc. Pociąg przystanął
pośrodku równiny. Daleko światełka miasta
mrugają, zimne, na horyzoncie.
Jak kiedyś ktoś zabrnie tak daleko w sen,
że, wróciwszy do pokoju,
już nigdy sobie nie przypomni, że był tam.
I jak kiedyś ktoś tak pogrąży się w chorobę,
że dni dawniej przeżyte są jak rój światełek
zimnych, wątłych, na horyzoncie.

Pociąg stoi zupełnie nieruchomo.
Druga. Pełnia księżyca, parę gwiazd.

 przełożył Czesław Miłosz

Tomas Tranströmer


Do przyjaciół za granicą

Tak mało do Was pisałem. Lecz czego nie mogłem napisać
rosło jak dawny statek powietrzny
i w końcu wyślizgnęło się przez nocne niebo.

Oto list u cenzora. Cenzor zapala lampę.
Wszystko przywiera, co mi zbędne.
W świetle wyskakują moje słowa jak małpy na kratę:
miotają się, zamierają, pokazują zęby!

Czytajcie między wierszami. Spotkamy się za lat 200,
gdy zapomniane będą mikrofony w ścianach hotelu
i nareszcie zasną. Staną się skamielinami.

przeł. Leonard Neuger
Tomas Tranströmer


Łuki romańskie

We wnętrzu ogromnego kościoła romańskiego cisnęli się turyści.
Rozpościerało się sklepienie za sklepieniem bez prześwitu.
Drgało kilka płomyków świec.
Objął mnie anioł bez twarzy
i zaszeptał przez całe ciało:
"Nie wstydź się tego, że jesteś człowiekiem, bądź dumny!
W twoim wnętrzu otwiera się sklepienie za sklepieniem bez końca.
Nigdy nie będziesz gotowy i tak jest słusznie."
Byłem ślepy od łez
i wyprowadzono mnie na buzującą od słońca piazzę
wraz z Mr i Mrs Jones, Panem Tanaką i Signorą Sabatini
a we wnętrzu ich wszystkich otwierało się sklepienie za sklepieniem bez końca.

przeł. Leonard Neuger

***
7 marca 1979

Dość mając wszystkich, którzy przychodzą ze słowami,
ze słowami, ale nie mówiąc nic,
wyjechałem na zaśnieżoną wyspę.
Pustkowie nie zna słów.
Niezapisane stronice ciągną się na wszystkie strony!
Natrafiam na ślady sarnich kopytek w śniegu.
Mowa, choć żadnych słów.

przeł. Czesław Miłosz

8.04.2015

 Kwiecień i cisza
Tomas Tranströmer



Wiosna leży odłogiem.
Aksamitnie mroczny rów
pełznie przy moim boku
nie odbijając żadnego obrazu.

 Jedynie żółte kwiaty
świecą.

 Jestem niesiony w swoim cieniu
jak skrzypce
w czarnym futerale.

 A to jedyne co chcę powiedzieć
lśni poza zasięgiem
jak srebro
w lombardzie. 

28.03.2015

Samotność I
Tomas Tranströmer*

Scanpix/Forum

Tu byłem bliski śmierci, jednego wieczoru, w lutym.
Samochód wpadł w poślizg i sunął w poprzek
po złej stronie drogi. Jadący z przeciwka-
ich światła- byli coraz bliżej.

Moje imię, moje dziewczyny, moja praca,
wszystko to zostało za mną i w ciszy oddalało się
coraz bardziej. Byłem bez imienia
jak chłopiec na podwórku szkolnym, otoczony przez wrogów.

Potężne światła nadjeżdżających samochodów,
skupiły się na mnie a ja próbowałem skręcić
w przeźroczystym strachu, który pływał jak białko.
Sekundy rosły-pełno w nich miejsca-
aż stały się wielkie jak szpitalne budynki.

Można się tam było nawet zatrzymać
i odetchnąć chwilę
przed zmiażdżeniem.

I wtedy przyszło oparcie: pomocne ziarnko piasku
lub cudowny podmuch wiatru. Samochód uwolnił się
i szybko przeczołgał w poprzek drogi.
Wyrósł jeszcze jakiś słup lecz złamany-ostry dźwięk-
przepadł w ciemnościach.

Aż nastała cisza. Siedziałem w pasach
i widziałem jak przez śnieżną zamieć, ktoś się zbliża
by zobaczyć co ze mnie zostało.

przeł. Antoni Orzech

*Poeta, uhonorowany nagrodą Nobla w 2011 r., miał 83 lata. Zmarł w Sztokholmie
 ALLEGRO
 Tomas Tranströmer

 Po ciężkim dniu gram Haydna
i czuję zwykłe ciepło w dłoniach.

 Klawisze uległe. Uderzają łagodne młoteczki.
Barwa tonów zielona, żywa i spokojna.

 Dźwięki mówią, że wolność istnieje
i  ktoś nie płaci podatku cesarzowi.

 Wkładam ręce do mych haydnowskich kieszeni
i udaję, że patrzę na świat ze spokojem.

 Wciągam haydnowską flagę – to znaczy:
”Nie poddajemy się. Chociaż pragniemy pokoju.”

 Muzyka jest domem ze szkła, stojącym na zboczu,
po którym lecą kamienie, toczą się kamienie.

 I kamienie przelatują na wylot
a każda szyba pozostaje nietknięta.
przeł. Antoni Orzech

22.08.2013

Seminarium snów


Tomas Gösta Tranströmer


Cztery miliardy ludzi na ziemi.
I wszyscy śpią i wszystkim śni się.
W każdym śnie tłoczą się twarze i ciała -
ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas.
Za to nie zajmują miejsca...
Zdarza się że zaśniesz na spektaklu.
W połowie sztuki powieki opadają.
Podwójna eksplozja krótkiej chwili: sen
opanowuje scenę teatru.
Potem już nie ma sceny, ty nią jesteś.
Teatr w prawdziwej!
Misterium z przepracowanym
dyrektorem teatru!
Ciągłe uczenie się roli od nowa...
Sypialnia. Noc.
Mroczne niebo przepływa przez pokój.
Książka nad którą ktoś zasnął
jest jeszcze otwarta
i leży zraniona na brzegu łóżka.
Oczy śpiącego poruszają się
wodząc po pozbawionym liter tekście
w innej książce -
iluminowanej, starodawnej, szybkiej.
Zawrotna commedia spisywana
za klasztornymi murami powiek.
Jedyny egzemplarz. Dostępny właśnie teraz!
Jutro wszystko zniknie.
Misterium wielkiej rozrzutności!
Unicestwianie... Jak gdy turysta zostaje zatrzymany
przez podejrzliwych mundurowych -
otwierają aparat fotograficzny, wyjmują film
i powalają słońcu zabić zdjęcia:
tak zaciemniane są sny przez światło dzienne.
Unicestwione czy tylko niewidoczne?
Istnieje śnieżnie-poza-zasięgiem-wzroku
które trwa nieprzerwanie. Światło dla innych oczu.
Sfera gdzie raczkujące myśli uczą się chodzić.
Twarze i postaci przegrupowują się.
Poruszamy się po ulicy wśród ludzi
w spiekocie słońca.
Lecz równie wielu albo i więcej
których nie widzimy
jest wewnątrz tych mrocznych zabudowań
wznoszących się po obu stronach.
Czasami ktoś z nich podchodzi do okna
i rzuca spojrzenie w dół, na nas.

z tomu „Det vilda torget”, 1983

tłum. ze szwedzkiego Leonard Neuger

28.02.2013

Szwedzkie domy na odludziu

Tomas GöstaTranströmer 

Plątanina czarnych świerków
i dymiących promieni księżyca.
Tu zanurzona chałupa
jakby bez śladów życia.
Aż rosa poranna zaszemrze‚
a starzec otworzy
okno drżącą ręką
i wypuści puchacza.
A gdzie indziej
nowy dom paruje‚
z motylem bielizny
co trzepoce zza węgła
w środku umierającego lasu‚
gdzie próchnica w binoklach
z żywicy wczytuje się
w protokół korników.
Lnianowłose deszcze lata
lub samotna chmura burzowa
nad psem‚ co ujada.
Ziarno wierci się w ziemi.
Wzburzone głosy‚
twarze mkną po drutach telefonicznych
na karłowatych rączych skrzydłach
ponad milami moczarów.
Dom na rzecznej wyspie
wysiaduje swe fundamenty.
Nieustanny dym – palą tutaj
tajne dokumenty lasu.
Deszcz zawraca w niebie.
Światło się ślizga po rzece.
Chaty na skraju urwiska pilnują
białych wołów wodospadu.
Jesień z szajką szpaków‚
która trzyma świt w szachu.
Ludzie ruszają się sztywno
w teatrze rozjarzonych lamp.
Pozwól im poczuć bez lęku
ukryte skrzydła
i energię Boga
ciasno zwiniętą w mroku.
tłumaczyła Magdalena Wasilewska-Chmura

Tomas Tranströmer jest ósmym Szwedem, który otrzymał literacką Nagroda Nobla i pierwszym od 1974 r., gdy uhonorowano nią Eyvinda Johnsona i Harry'ego Martinsona.