7.04.2019

 Stanisław Barańczak

Jak w jedno słowo

Jak się da wtopić, jak się zamknąć
da? Jak, zrośnięte, wyjąć z owych
kilku minut, przenieść w to słowo,
nie rozsypać? Gdy tak się zwarły,
ciaśniejsze niż związane ręce:
ówczesny deszcz u szczytu wielkich
okien, ówczesny chłód, ówczesny
półmrok nad literami, miękkość
ówczesna, myśl o tobie. Które
minęły. Kilka minut, i tak
oczyszczonych z siebie! i w nich osaczyć
deszcz, półmrok, miękkość, chłód – osobne
i tak jedne? I jak by brzmiało
takie zamknięte słowo!

31.12.2018

Stanisław Barańczak

Czas skończyć z takimi

Czas skończyć z takimi
Praktykami – skarży się lokator
Własnościowego życia – czekam co dzień,
A On nie raczy się zjawić,
Fachowiec od siedmiu boleści; wszystko paczy się, pęka, psuje,
A On nie przyjdzie, chociaż sam zawinił
W swoim czasie
Wszystkie możliwe usterki;
Zapytuję, jak długo można się modlić na klęczkach,
Chodzi w końcu o zwykłą
Rzetelność; na początku było słowo
Honoru, że przyjdzie i naprawi,
A teraz tylko domaganie się kolejnych zaliczek;

I jak On chce, żebym w Niego wierzył,
Ten niesolidny rzemieślnik
Bujający w obłokach;

Czas skończyć z takim spoglądaniem z góry
Na człowieka;

Czy On sobie wyobraża, że jest moim Panem?

30.12.2018

Stanisław Barańczak



 Mieszkać


Mieszkać kątem u siebie (cztery kąty a
szpieg piąty, sufit, z góry przejrzy moje
sny), we własnych czterech
cienkich ścianach (każda z nich pusta,
a podłoga szósta oddolnie napiętnuje
każdy mój krok), na własnych śmieciach,
do własnej śmierci (masz jamę w betonie,
więc pomyśl o siódmym,
o zgonie,
ósmy cudzie świata, człowieku)

20.06.2018


Stanisław Barańczak

Spójrzmy prawdzie w oczy

        Spójrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne
        oczy potrąconego przypadkowo
        przechodnia z podniesionym kołnierzem; w stężałe
        oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
        dalekobieżnych pociągów; w krótkowzroczne
        oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit;
        w oczy pośpiesznie obmywane rankiem
        z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane
        za dnia z łez nieposłusznych, pośpiesznie
        zakrywane monetami, bo śmierć także jest
        nieposłuszna, zbyt śpiesznie gna w ślepy zaułek
        oczodołów; więc dajmy z siebie wszystko
        na własność tym spojrzeniom, stańmy na wysokości
        oczu, jak napis kredą na murze, odważmy sie spojrzeć
        prawdzie w te szare oczy, których z nas nie spuszcza,
        które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami,
        wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
        a choćby się pod nami nigdy nie ugięły
        nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić
        na kolana. 

14.06.2016

Stanisław Barańczak


Humanistyczne warunki

Humanistyczne warunki życia, jakie mi
zapewniono: prawo do ludzkich uczuć,
do niepewności, strachu, do (jakież to ludzkie)
nienawiści (rzecz jasna, względem wrogów, których
starannie się dobiera, abym nie musiał się trudzić);
prawo do ludzkiej (nie ma powodu do wstydu)
fizjologii: do pocenia się (przy robocie), do popłakiwania
(w poduszkę), do krwawienia nawet (na
stacji krwiodawstwa); mam nie tylko prawo,
ale i obowiązek przejawiania wszelkich
ludzkich słabości: nikt mnie na przykład nie zmusza,
abym był bohaterem, tj. mówił prawdę,
nie donosił, wstrzymywał się przed jakże ludzką
potrzebą dokopania leżącemu; nic,
co ludzkie, nie jest mi obce, a także
nic, co obce, nie jest mi ludzkie, żyjemy
tu w swoim kółku, obcych nam nie trzeba,
dobrzy znajomi, sami swoi,
ludzie.

10.11.2015

 Stanisław Barańczak
Widokówka z tego świata


Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie,
z którego mam za darmo rozległe widoki:
gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie
tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową
ta sama mroźna próżnia
milczy swą nałogową
odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie.
Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej.
Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie
palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.
Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie
słychać, co można widzieć,
gdy się jest Tobą.
Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki;
choć jak ją nazwą, co będą mówili
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę
geologiczną, stojąc
na naszym próchnie, łgarstwie,
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy -
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija
kolejny stopień, rosnący pod stopą.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija
czas - i czy czas coś znaczy,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele,
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki
śmierci lub dożywocia - co niewiele
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy,
a jednak ta lektura
wciąga mnie, niedorzeczny
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która
swój mętny finał poznać mi pozwoli
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek.

2.08.2015

A może myśmy wcale...
Stanisław Barańczak
Ansel Adams


A może myśmy wcale
nie mieli wznieść się nad
ten jeden, ten widzialny,
ten tymczasowy świat?
ten taki sobie świat?

A może wzrost nad ziemię
na metr z czymś lub sześć stóp –
to już wniebowstąpienie?
Dopiero po nim grób?

I może tym niebiosom
przez siedemdziesiąt zim
zamilkłym z zimna głosem
śpiewamy dźwięczny hymn,
śpiewamy, dźwięczny hymn?

I może słowo „losem”
w wersyfikacji zim
tak z „lodem” jak i z „mrozem”
poprawny tworzy rym,
dokładny tworzy rym?

28.02.2015

Południe
 Stanisław Barańczak

Słodki lek prawdziwości, smak, co skróci z nami
przejście, ten stromy szlak, pionową drogę
z nagłego krzyku tuż po urodzeniu
w dół; jeszcze nieprzytomny
bielą kropli z piersi,
nagim potopem
światła,
smak
i
znak
świata;
jakim powrotem
- wielokrotny, pierwszy,
twój - jeszcze się przypomni
na dnie, po życiu już, po urojeniu
trzeźwiej bezstronny: smak ponownie trochę
słodki, lecz bardziej gorzki, jak to z truciznami

16.02.2015

Hymn wieczorny
Stanisław Barańczak
Aina Frozt

Ponad głowami i ponad słowami
Ponad domami i ponad dymami
Ponad dachami ponad oddechami
Zapada noc

Nad zmaganiami i nad zmęczeniami
Nad rozkoszami i nad rozpaczami
Nad mdłymi dniami i nad złymi snami
Zapada noc

Nad drżeniem ziemi i nad drżeniem dłoni
Nad pulsem miasta i nad pulsem skroni
Nad biciem serca i nad biciem w dzwony
Zapada noc

Nad potem życia i potem agonii
Nad łzami wściekłych i łzami bezbronnych
Nad krwią kochanków i nad krwią zranionych
Zapada noc

I nad poddaniem się i nad niezgodą
I nad ugodą czyjąś z samym sobą
Ponad niewolą i ponad swobodą
Zapada noc

Nad gwiazdą wiatrem i chmurą deszczową
Nad światłem gazem i bieżącą wodą
Nad nim nade mną nad nami nad tobą
Zapada noc

Wszędzie Nad stołem Nad lampą nad garnkiem
Nad snem Nad łyżką Nad schylonym karkiem
Nad bielą łóżka Nad bielą tej kartki
Zapada noc

I powiedz czemu I powiedz czy wszędzie
i wciąż tak samo i zawsze już będzie
nad dachy fabryk kościołów i więzień
zapada noc

Powiedz dlaczego jej dłoń coraz cięższa
i coraz bardziej brakuje powietrza
kiedy nad nami ciemna i zwycieska
zapada noc

Dlaczego dławi nas Dlaczego śnimy
oblani potem że się nie zbudzimy
że wiecznie będzie nad lata i zimy
zapadać noc

Nikt nie odpowie Nad ziemią na miastem
nad tym pokojem nad ciałem twym własnym
głuchym spokojem i milczącym kłamstwem
zapada noc

Nad mdłymi dniami i nad złymi snami
Nad rozkoszami i nad rozpaczami
Nad zmaganiami i nad zmęczeniami
Zapada noc

Ponad dachami ponad oddechami
Ponad domami i ponad dymami
Ponad głowami i ponad słowami

Zapada noc
Zapada noc
Zapada noc

30.12.2014

To nie jest rozmowa na telefon
Stanisław Barańczak

Więc przypuśćmy, że tak, ale to nie jest rozmowa
na telefon, wiesz, nasze uszy
mają czułych słuchaczy, zatem przełóżmy to na
język obcy im i nam, i nie mów "tak",
póki nie przełożysz;


więc powiedzmy, że tak, ale to nie jest
wymowa na czasie, wiesz, nasze
ściany mają czułe uszy, zatem odłóżmy to
na potem, na zapas, i nie mów
"tak", póki nie przeczekasz;


więc zgódźmy się, że tak, ale to nie
jest umowa na zawsze, wiesz,
nasze dusze mają cienkie ściany, zatem załóżmy
to na razie, na chwilę, i nie
mów "tak", póki nie przekreślisz;


więc niech będzie, że nie, ale to
nie jest odmowa na serio,
wiesz, nasi słuchacze mają wrażliwe dusze, zatem
załóżmy na niby ten protest, i
nie mów "nie", póki nie przeprosisz.

27.12.2014


Z okna na którymś piętrze ta aria Mozarta

Stanisław Barańczak*
Fot. Krzysztof Miller 



Z okna na którymś piętrze ta aria Mozarta, 

kiedy szedłeś wzdłuż bloku. A w tej samej chwili
waliły się i z gruzów wstawały mocarstwa.

"Non so piu" - ten żar róż bez ciężaru, ten żart na
śmierć i życie, pędzący za chmarą motyli
anapest tętna. Właśnie ta aria Mozarta

m i a ł a tu brzmieć, jak gdyby istniała gdzieś karta
praw przechodnia spod bloku, której nie gwałcili
ci inni my, ci z gruzów wznoszący mocarstwa -

gwarancja, że choć jedna zasłona, nie zdarta
do szczętu płyta, przetrwa; że zawsze uchyli
jakieś okno czy wyrok ta aria Mozarta.

Jak gdyby wszystkie dobra zdążyła ta martwa
ręka niepoczytalnie zapisać nam, czyli
kopczykom gruzów, z których wstawały mocarstwa,

w których rosła, wbrew nim, na niczym nie oparta
wiara, że to nie błąd, że nigdy się nie myli
w oknie na którymś piętrze ta aria Mozarta.
Waliły się i z gruzów wstawały mocarstwa.


z tomu "Chirurgiczna precyzja"
Nagroda Literacka "Nike".

28.05.2014

Już wkrótce
Stanisław Barańczak
Rafał Olbiński

Już wkrótce wezmę się za siebie, wezmę
się w garść, zrobię porządek w szufladzie,
przemyślę wszystko do końca, zaplombuję zęby,
uzupełnię luki w wykształceniu, zacznę
gimnastykować się co rano, w słowniku
sprawdzę kilka słów, których znaczenie jest dla mnie wciąż niejasne,
więcej spacerów z dziećmi, regularny
tryb życia, odpisywać na listy, pić mleko,
nie rozpraszać się, więcej pracy nad sobą, w ogóle
być sobą, być wreszcie bardziej
sobą

ale właściwie jak to zrobić, skoro
już,
i to od tak dawna, tak bardzo
nim jestem 

15.05.2014

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Stanisław Barańczak
Vincent Willem van Gogh


Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,

Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat
Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?

Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

22.03.2014

Myślałem, gdy świt różowiał...
Stanisław Barańczak

Myślałem, gdy świt różowiał:
„Co z tego, ze wojna gdzieś trwa?
To bestia wykańcza bestię,
bo tylko to umie i zna,
bo tylko to umie i zna”.

Gdzie indziej pierwszy snajper
nacisnął cyngiel dnia;
nim pocisk dobiegł celu,
pojąłem, że jestem nim ja.
Tak, mówię o zabitym
i o tym, ze jestem nim ja.

Lecz ekran znów promieniał,
bo czas był na inny mord;
znów ekran bez wytchnienia
rozkrawał doniesień tort,
nowiny ze świata rozrywki,
prognozę na dziś i sport,
prognozę na dziś i sport

Myślałem, gdy ranek wstawał:
„Co z tego, że tyle jest zła,
że śpi w każdym z nas ta bestia?
poskromić ją przecież się da.”

Gdzie indziej inny snajper
nacisnął cyngiel dnia;
nim zrobił swoje strzelec,
pojąłem, że jestem nim ja.
Tak mówię o zabójcy
i o tym, że jestem nim ja.

Lecz uśmiech prezentera
wyjaśniał: nie czas na Sąd;
Sąd będzie, lecz nie teraz'
tymczasem zaś przejdźmy stąd
od razu do świata rozrywki;
a potem – pogoda i sport,
prognoza pogody i sport.

4.03.2014

N.N. rzuca w przestrzeń naiwne pytania
Stanisław Barańczak

Co ty naprawdę myślisz? Tak, do ciebie mówię,
wprost w twoje białe zęby, w twoje oczy, które
co dzień o wpół do ósmej wieczór
budzą w nas zaufanie i wiarę: co myślisz,
ukryty za ekranem i kartką papieru,
z której zwiastujesz nam dobrą nowinę, wzruszony
zawodowo? Czy wierzysz w to, co czytasz? Czy
już nie pamiętasz prawd sprzed dwóch, trzech, pięciu
lat? Chyba nie wyrzuciłeś tamtych kartek? Chyba
odkładasz je gdzieś sobie na pamiątkę?
Przeczytaj je sobie w wolnej chwili. Uśmiejesz się.
Zabłysną twoje białe zęby, które co dzień
o wpół do ósmej wieczór błyszczą dla nas,
twoje oczy patrzące na nas bez mrugnięcia.
A w ogóle jak się czujesz? Czy ci nie gorąco
pod reflektorem prawdy? Czy nie dusi cię
gustowny krawat barwy wiosennego nieba?

Co myślisz ty, piszący artykuły
o tym, że jest i będzie coraz lepiej?
Tak, właśnie ciebie pytam. Co myślisz naprawdę?
Czy wiesz, co myśli o tobie sprzątaczka
froterująca podłogę w redakcji
o piątej rano? Czy cię nie przeraża
to, że nie wierzą ci, albo, co gorsza,
czasem wierzą? Może w wolnych chwilach
pisujesz wiersze, w których się zawiera
cała subtelność twej duszy, wewnętrzne
rozterki i tak dalej? A nazajutrz rano
znów do redakcji i wymyślać tytuł,
arcydziełko zwięzłej dobitności, dla
notatki o procesie grupy niebezpiecznych
czytelników nieprawomyślnych książek.
To, co ty robisz, robiłby i tak
kto inny, zgoda. Ale czy tak dobrze?
Tak wprawnie? Takim zręcznym piórem, z tym talentem
i z tą pewnością, która znieczula jak zastrzyk?

A co myślisz, ty, wystukujący
na maszynie kolejną informację o
treści rozmowy z dwoma kolegami
na imieninach twojej żony? Tak,
właśnie o ciebie chodzi. Co naprawdę myślisz?
Masz rację, płacą ci niewiele. Robisz
to dla przekonania, zgoda, dla idei. Ale
czy nie śni ci się czasem coś w rodzaju
Sądu Ostatecznego: dzień, w którym archiwa
i kartoteki zostaną otwarte?
Dzień, kiedy twój przyjaciel nie poda ci ręki,
a twoje dziecko plunie ci pod nogi?
Dzień, w którym wrócą twoi dwaj koledzy
po długiej nieobecności? Więc nic? Nic takiego?
Więc dalej możesz pisać na maszynie,
bezbłędnie wystukując nazwiska i daty?
Tymi samymi palcami, którymi
niesiesz do ust chleb z masłem i gładzisz wieczorem
ciało żony? I nigdy nie zrywasz się w nocy
oblany zimnym potem?