23.10.2014

Na pożegnanie
Jaroslav Seifert
Catherine Alexandre

Do miliona wierszy na świecie
 dorzuciłem tylko parę strof.
Nie były ani trochę mądrzejsze niż piosnka świerszczy.
Wiem. Wybaczcie mi.
Już kończę.

Nie były to nawet pierwsze ślady stóp
w księżycowym pyle.
Jeśli mimo to czasem zalśniły,
nie było to ich własne światło.
Kochałem tę mowę.

Ona zaś, skoro zmusiła milczące usta,
aby zadrżały,
bez trudu zachęci zakochanych do pocałunków,
jeśli błąkają się po ziemi wśród zorzy,
gdzie słońce zachodzi wolniej
niż w tropikach.

Poezja towarzyszy nam od początku.
Jak kochanie,
jak głód, jak zaraza, jak wojna.
Czasami moje wiersze były tak szalone,
że aż wstyd!

Ani myślę się usprawiedliwiać!
Wiem, że znajdować piękne słowa
lepiej,
niż zabijać i mordować.

przekład z czeskiego: Andrzej Czcibor-Piorrowski

12.09.2013

Wiersz najpokorniejszy

Jarosłav Steifert


Na górze wielkiej i ku miastu się chylącej
stojąc z rękoma rozkrzyżowanymi,
jestem jak prorok drogę wskazujący,
szlak, którym pójdą w jasne jutro biedni,
jam mędrzec, co nie szczędzi dobrych przepowiedni,
i ten, co z kwiatem nieśmiertelnym w ręce
pierwszy wystrzeli podczas rewolucji,
i ten, co pierwszy padnie, walcząc najgoręcej,
i ten, co pierwszy klęknie, by opatrzyć rannym rany,
cudotwórczy jak bóg
i potężny jak bóg,
jestem czymś więcej,
jestem czymś znacznie więcej,
a przecież jestem tylko
pokornie na łaskę tłumu zdany
poeta

3.03.2013

Autobiografia

 Jaroslav Seifert

Kiedy czasem opowiadała o sobie,
moja matka mówiła:
„Moje życie było smutne i ciche,
chodziłam na palcach.
Ale kiedy wpadałam w złość
i tupałam nogą,
zaczynały cichutko podzwaniać na półkach
filiżanki po mamusi,
I musiałam się, chcąc nie chcąc, uśmiechnąć”.

W chwili, kiedy się urodziłem,
wleciał ponoć motyl przez okno
i usiadł na krawędzi matczynego łóżka,
a w tej samej chwili zawył na podwórku pies.
Matka dopatrywała się w tym
niedobrego znaku.

Moje życie wprawdzie nie było spokojne
tak jak jej.
Ale mimo iż w dzień dzisiejszy
wpatruję się nie bez smutku
jak w puste ramy
i widzę tylko zakurzone ściany
— było nad podziw piękne.

Nie mogę zapomnieć
wielu chwil,
które były jak płonące kwiaty
o wszystkich możliwych barwach i odcieniach,
podczas gdy wieczory pełne woni
przypominały błękitne winogrona
ukryte wśród liści mroku.

Namiętnie czytałem wiersze
i kochałem muzykę,
i nieustannie zdumiony
brnąłem od piękna do piękna.
Ledwie jednak ujrzałem po raz pierwszy
obraz nagiej kobiety,
zacząłem wierzyć w cuda.

Życie minęło mi szybko.
Było za krótkie
dla moich zuchwałych marzeń,
które nie miały granic.
Anim się spostrzegł
— a tu już koniec życia.

Śmierć wkrótce otworzy kopnięciem drzwi mojego domu
i wejdzie.
Przejęty grozą i lękiem
wstrzymam oddech
i zapomnę już zaczerpnąć powietrza.

Oby jednak było mi dane
jeszcze w porę ucałować ręce
tej, która cierpliwie krok w krok za mną
szła i szła, i szła
— i kochała najbardziej.


przełożył Andrzej Czcibor-Piotrowski

25.11.2012

Być poetą


Życie już dawno mnie przekonało,
że muzyka i poezja
są tym co jest najpiękniejsze na świecie,
co może dać nam życie.
Oprócz miłości oczywiście.
W starej chrestomachii,
wydanej jeszcze przez c.k. skład książkowy
w roku, kiedy zmarł Vrchlicky,
odszukałem rozprawę o poetyce
i ozdobnikach poetyckich.
Potem włożyłem do słoika różyczkę,
zapaliłem świeczkę
i począłem pisać pierwsze swoje wiersze.
Tylko wzbij się, płomieniu słów
i płoń,
niech nawet spalę sobie palce!
Zaskakująca metafora jest czymś więcej
aniżeli złoty pierścionek na ręku.
Nawet Rymownik Puchmajera
nie zdał się na nic.
Daremnie gromadziłem myśli
i kurczowo zamykałem oczy,
żeby usłyszeć cudowny pierwszy wiersz.
W ciemności zamiast słów
ujrzałem uśmiech kobiety i na wietrze
rozwiane włosy.
Był to mój własny los.

Jaroslav Seifert
Jaroslav Seifert (ur. 23 września 1901 r., zmarł 10 stycznia 1986 r.), poeta czeski, laureat  Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1984.