16.02.2016

Tadeusz Chabrowski 
Dusza do remontu
Vladimir Kush


Proszę księdza przyniosłem swoją duszę
do generalnego remontu,
co noc przytulam się do ciepłej piersi grzechu,
zmysłami swoimi się cieszę, każdym włosem
na mojej skórze, całuję czule ręce żony
oplatające moją nieśmiałość, jej rozkwitające
nad mną ramiona.

Księżycowi za oknem
zazdroszczę granatowej, metafizycznej łąki,
gwiazdom symetrycznych twarzy; natręctwami swoich
niedoskonałości się męczę, krechami grzechu
na bielutkiej tabliczce mnożenia mojego sumienia.
Mówią, że rurka z tlenem wiary w moim sercu zardzewiała,
że na pełnym morzu życia okręt mój zatonie,
że niebo nie wymyśliło świętego, który by mógł mi pomóc.

1.02.2014

Spotkanie na chmurze
Tadeusz Chabrowski


Mieliśmy się Panie Boże spotkać na chmurze odległej
kilometr od ziemi, miałeś na chwilę przeciąć linię horyzontu,
żeby mi pokazać raj, który obiecują wszystkie religie.

Nadsłuchiwałem z oddali Twoich kroków, słońce szybko
przeskoczyło próg doby, potem pierwszego tygodnia i miesiąca,
wokoło palców lewej ręki zaczął mi się motać srebrzyście czas,
wyogromniały mi oczy w powietrzu.

Ale nie przestałem wierzyć, ze między nami skraca się dal,
że chmura na której mieliśmy się spotkać jest potrząsana
przez wiatr wiejący od gwiazd, a nie Twoją drżącą ręką.
Byłem też pewny, że z Twojej krtani nie wydobędzie się grzmot,
który by zniszczył planetę.

Jako teolog wierzyłem w Twoje nieskończone możliwości;
w ciągu jednej doby potrafisz Himalaje przenieść
na inny kontynent. Prawdziwą wiarę i nadzieję
możesz skonstruować z delikatnych jak mgła wizji i marzeń.

20.07.2013

Życie jest piękne

Tadeusz Chabrowski

Żonie Zofii


Najlepiej udają się nam rozmowy o niczym…
Gdy na trawniku w parku burza mnoży kałuże,
biegamy boso jak zakochane czaple. Z dłoni lepisz
garnuszek, z którego potem upijam się deszczówką.
W naszym mieście nie ma dużych ogrodów,
dlatego tulę się do twoich włosów, które po kąpieli
pachną bzami a podczas ulewy zmysłowym jaśminem.

W słowach wypowiadanych z ust do ust, dotykamy
czasu, który nam już przeciekł przez palce;
pytamy o nowe terminy naukowe, mniej zrozumiałe;
czasami jakaś myśl metafizyczna wyniesie nas
na wyżyny, albo gzy filozofii zepchną w doliny.
Dyskutujemy w drodze do domu trzymając się za ręce,
na sofie oglądając w telewizorze nową wojnę
na Bliskim Wschodzie i potem jeszcze w łóżku
wstrząsając puchowe poduszki.

Rano jak się budzik odezwie, prosisz: - ‘przypomnij mi
kochanie na czym wczoraj urwaliśmy dyskusje?
Zwykle pamiętam, że Cię całowałem podczas ulewy,
albo mrużąc powieki zgadywałaś, gdzie cię znowu użądlę
wargami. Nowy temat i tak, spadnie jak pliszka
z gałęzi w nasze włosy. Świat ma tyle sensów i wartości,
że naszych dni nie wystarczy na ich rozplątanie,
cieszymy się jak embriony rozrastaniem komórek.
życie jest piękne jeśli snujemy refleksje nad sobą,
jeśli wśród ponurych chwil nie oddalasz się ode mnie
dalej niż na centymetr.