W ciemności do siebie idziemy
Ernest Bryll
J P McLaughlin
W ciemność, nieznaną dokładnie nikomu
Wyszliśmy ze światełkiem wiary z naszych
domów.
I tak chcieliśmy żeby się paliło
Żeby w nas było i biło i żyło.
Tak stulaliśmy je czule palcami, że
zgasło.
I w ciemności zostaliśmy sami.
W ciemności do siebie idziemy,
Ja niema i ty niemy, i ręce wyciągamy
I znowu się mijamy.
W ciemności tak bolącej jak najjaskrawsze
słońce
Z ustami pełnymi mrozu,
Z gardłem ściśniętym powrozem.
Tak wędrujemy latami,
Nieznani, nienazwani, ręce wyciągamy i ręce
wyciągamy
Zanim się wreszcie spotkamy,
Dotkniemy palców palcami,
Jakbyśmy chwycili w dłonie po świeczce
zapalonej.
Skąd to zmęczenie w nas każdego rana,
Jakby noc każda źle była przespana.
Skąd twarze takie szare, skąd oczy tak
stare?
Czemu gonimy tacy zadyszani jakby nam się ta
ziemia chwiała pod stopami?
I skąd to, że nie wiemy dokąd tak
biegniemy?
Skąd ten krzyk: szybciej, szybciej, szybciej,
szybciej, szybciej, szybciej.
Inaczej padniemy!
W ciemności do siebie idziemy,
Ja niema i ty niemy, i ręce wyciągamy
I znowu się mijamy.
W ciemności tak bolącej jak najjaskrawsze
słońce.
Z ustami pełnymi mrozu,
Z gardłem ściśniętym powrozem.
Tak wędrujemy latami,
Nieznani, nienazwani, ręce wyciągamy i ręce
wyciągamy
W ciemności tak bolącej jak najjaskrawsze
słońce.
Z ustami pełnymi mrozu,
Z gardłem ściśniętym powrozem.
Ernest Bryll

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz