Poniedziałek
raptem
rozpętała się
poranna burza budzika
łódź snu idzie na dno
ja rozbitek
wyrzucony na brzeg poranka
słucham jak człapie życie
wokół pieca
w rannych pantoflach żony
jeszcze przemycić powieki rozsunąć firanki
na oścież sześciu dniom tygodnia
świat nie jest
świat się zaczyna
od każdego poniedziałku
na nowo
z tomu „Na tyłach świata”, 1977

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz