Ewa Sonnenberg
Strażnik lasu
Byłam w twoim lesie drzewem liściem i delikatną gałązką
przestraszona wiatrem chowałam się w twoich uszach
szorstką korą broniłam wstępu do siebie
zostawiając odległość między drzewami
dzięki mnie mogłeś się po nim swobodnie poruszać
Byłam w tym lesie jedną kroplą słońca jedną kroplą wody
szturchałam nią świat by toczył się dalej
żebyś wiedział jak z bliska wygląda świt jak deszcz
i opowiadał o tym swojemu patrzeniu
byłam zwierzętami spłoszonymi półmrokiem
gniazdem pełnym piskliwych dziobów i skrzydeł
które trzeba nakarmić lub nauczyć lotu
ślimakiem schowanym w muszli zawstydzona twoją obecnością
deformowałam chmury nadsłuchując jak będziesz nazywał te zmiany
i na cokolwiek spojrzałeś mnie widziałeś
wchodziłam ci pod nogi piaszczystą rysą ziemi
i prowadziłam w odkrywanie tylko tobie znane
którąkolwiek drogą poszedłeś ja nią byłam
i tą na skróty i tą wyboistą
wbita igłą sosny w palec twojej stopy
Aż zabłądziłam w ruchliwej hierarchii mrowiska
znalazłeś mnie w kamieniach które podnosiłeś
czyszcząc z błota i kurzu przynosiłeś do domu
zakradałam się sokiem poziomki rozgryzana twoimi zębami
we wszystkim co robiłeś ja w tym byłam
uśmiechem którym obdarzałeś innych
pilnowałam siebie
* * *
Tylko przy tobie
potrafię być nikim
maleć
rzęsą na policzku
podsłuchiwać niespokojną słabość
twojej twarzy
Tylko przy tobie
jak w mysiej norze
kulę się i bezpiecznie
mogę być słaba
pyłem w twoich rękach
przesypywać między czasem
Tylko przy tobie umiem być naga
spoiwem ciepła nieruchomo
godzinami poprzez wcielenia ciebie
kobieta mężczyzna
właściwie wszystko jedno
Tylko przy tobie
chcę płakać wypłakać całą siebie
bo i tak tylko ty
nadasz mi ostateczną formę

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz