Trzy łódki
Anthony de Mello
Kapłan
siedział przy swoim biurku koło okna, przygotowując kazanie o opatrzności, gdy
usłyszał coś, co brzmiało jak wybuch. Wkrótce ujrzał ludzi biegających w panice
tam i z powrotem; okazało się, że pękła tama, rzeka wezbrała i ludzie się
ewakuowali.
Kapłan
zobaczył, że woda zaczyna już płynąć niżej położonymi ulicami miasta. Trochę trudno przyszło mu opanować ogarniająca go panikę, ale powiedział sobie:
"Oto jestem tu, przygotowując kazanie o opatrzności i dana jest mi okazja,
aby wprowadzić w czyn to, o czym mówię wiernym. Nie ucieknę, tak jak reszta.
Zostanę tutaj ufny, ze Boża opatrzność mnie ocali".
Gdy woda
sięgała okna, podpłynęła łódź pełna ludzi. "Wskakuj ojcze",
krzyczeli. "O nie, moje dzieci:, rzekł kapłan z ufnością. "Wierzę, że
Boża opatrzność mnie uratuje".
Wdrapał się
jednak na dach, a gdy woda znów się podniosła, nadpłynęła następna łódź pełna
ludzi nawołujących, by ksiądz się do nich przyłączył. I kapłan znów odmówił. Teraz
wspiął się na szczyt dzwonnicy. Gdy woda zaczęła mu sięgać kolan, przypłynął
oficer w motorówce wysłany, aby ratować księdza. "Nie, dziękuję"
rzekł kapłan ze spokojnym uśmiechem. "Widzi pan, ufam Bogu. On mnie nie
zawiedzie". Kiedy kapłan utonął i poszedł do nieba, od razu zaczął się
skarżyć do Boga. "Wierzyłem Ci. Dlaczego nic nie uczyniłeś, żeby mnie
ratować?". " No cóż", odparł Bóg. "Wiesz, wysłałem ci te
trzy łódki".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz