Leopold Staff
I
Jesteś cicha jak śnieg,
Który pada na kwiaty jesienne...
Dłonie twoje, jak lek,
Koją usta pragnieniem bezsenne...
Lecz mi nie pić z twych łask...
Dusza siedmkroć tęsknota otruta
Ociemniała na blask...
Noc ma każda ciężka jak pokuta...
Szczęście wątłe, jak mgły,
Wichr mi stargnał... jako mgły rozwiejne...
Najpiękniejsze me sny
Czyż być muszą zawsze beznadziejne?
II
Śpiewam o tobie co dzień długo w noc...
A gdy nad ranem zasnę,
Mam w śnie swym słońce i radość, i moc,
I twoje oczy jasne...
Lecz gdy się zbudzę, nie widzę twych rąk,
Co pierś mi chcą ogrzewać...
I wiecznie muszę żyć tam sam wśród mąk,
Bym mógł o tobie śpiewać...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz