Stanisław Grochowiak
Gwiazd na tarasie oglądanie
Bo jak zegar mnie minął, ja na gwiazdy patrzeć
Przetarłem szron ciemny na ciężkich powiekach...
Gwiazdom można sprzyjać, nigdy się napatrzeć,
Nie taka kondycja, Fabrizio di Salina, człowieka.
Co się zmierzy, małe. Za tęsknotą - krzyk...
Ledwo zaznaczony jako Betelgeuza...
Potem czoło zniżasz. Znów w ten wonny krzak,
Gdzie trzmieliną pachnie Galileusz we łzach.
Obojętny byłeś, Panie, żeby naraz
Księżycem i Karłem uderzyć w ten taras,
Gdzie pięć palców umiem. I tylko to tłumię,
Co gwiazdą upadło, uwiera w rozumie.
Jeśli rozumujesz, dobrze ty mnie zrozum:
Rozum jest na gwiazdy, czy gwiazdy na rozum?
Z tomu" Liryki najpiękniejsze"
Luty
Izbę trzeba pochwalić. Stół z bierwion, bierwiono
Które dzbanki nad kuchnią podświetla czerwono.
Ksiąg niewielki trybularz. Starych ilustracji
Dla smaczności welinu, linienia lustracji,
Przy krakowskim ratuszu sylwetka Kościuszki
Jak z dziejów relikwiarza wyjęta kość z puszki.
Potem kolejny szpargał. Na złotym szpargale
Dalibóg, okręciki biorą w żagle dale.
Jakże czół nastawiały zdobywcze okręty,
Na golfstromów wykręty, raf zmyślne okręty.
Skoroś taki ujarzmiał żaglowny frachtowiec,
Znajomość przedsięwzięcia, dojrzały fach dowiedz!
A owóż fotografia. Już nieboszczka - żona
Od patrzeń spopielona, ledwo zniknie, plona.
Jeszcze jeden na kliszy, starczy pocałunek,
Potem trzeba samemu jeździć p całunek.
Ot, i wilgoć nasiąka w zżółkłe siano wąsów;
Cyt, na poddaszu cisza. Czarownice śpią sów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz