6.10.2013


A gdy ujrzymy się znowu

Leopold Staff

Joseph Mallord William

Kiedyś po długich latach ujrzymy się znowu. 
Łódź moja będzie w przystań wracała z połowu 
Pereł, po które rozkaz twój na burz szaleństwo 
Wyprawił mnie. Żądałaś, by niebezpieczeństwo 
Było próbą miłości mej, a twym okupem. 
W zachód różowy łódź ma wracać będzie z łupem. 
Gdy na wód senność zaczną od skał padać cienie, 
A morze będzie ciche jak moje znużenie. 
Wiosło złożę i zwinę żagiel, jak tęsknotę 
U progu ukojenia. Fale miękkie, złote 
Nieść mnie będą spokojnie, jak blade godziny, 
Na których szczęście płynie w wspomnienia krainy. 
Na brzegu czekać będziesz. A gdy dotknę ziemi, 
Milczenie będzie naszym powitaniem. Niemi 
Popatrzymy na skarbów morzu wzięty przepych 
Zgasłym spojrzeniem oczu od bujnych łez ślepych. 
Pójdziem, a ty nie spytasz o moje przygody, 
Gdy na twojego domu wchodzić będziem schody. 
Aż kiedy w twym ogrodzie pod ciemnymi drzewy 
Usiądziem chłodząc skronie letnimi powiewy, 
Choć nie wyrzeknę słowa brzmiącego wyrzutem, 
Uczujesz nagle w sercu boleśnie ukłutem 
Żal obłędny, szalony lęk, jak zawrót głowy, 
Żeś pierwszy lot mych tęsknot na mozół jałowy 
Skazała, na tych marnych nam skarbów szukania, 
I przeklniesz dzień, gdym słuchał twego rozkazania, 
Choć nie zgadniesz, że jutro opuszczę twe progi: 
Bom, błądząc, nad cię błędne swe pokochał drogi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz