Urszula Kozioł
Mogę, ile mogę. Nie mogę więcej, niż mogę. Chciałbym
jeszcze móc. Gdybym mógł to i tamto, to by mi pomogło
na wszystko. Trzeba chcieć móc. Móc, aby móc. Jedynie
w możeniu kołacze się jeszcze iskierka nadziei. A zatem
iskierka życia. Wymóc na sobie chęć możenia choćby po
to, żeby cokolwiek móc. Jestem, póki mogę. Dopóki mogę
coś, nawet całkiem małego, jestem. A skoro jestem, więc
mogę. Być! Móc!
Jak tu się przemóc, żeby coś móc? Choćby całkiem
małego, zwykłego, najdrobniejszego?
Oto jest pytanie. Pytanie o to, czy mogę. Czy mógłbym
jeszcze. Mógłbym? Jak? Co zrobić, żeby móc? Ale co móc?
Trzeba wdrażać się od kołyski w możeniu. Przemagać
niemoc. Liczyć się ze swoimi siłami? Ależ tak. I liczyć się
ze słowami. Przede wszystkim jednak pomagać samemu
sobie coś jeszcze móc. Wzmagać moc możenia. Wymóc to
na sobie za wszelką cenę, żeby dopóki się tylko da ─ móc.
Jesteś o tyle tylko, o ile możesz. Czyż nie tak? Zatem
móż!
Dlaczego sądzisz, że nie możesz? Przecież skoro jesteś,
możesz!
Tylko wtedy jedynie, gdyby nie było cię, nie mógłbyś
nic, nie mógłbyś niczego.
Zatem bądź, móż!
W możeniu tkwi najważniejszy sekret i imperatyw bycia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz