Marcin Świetlicki
A potem chłopcy założyli miasto.
Stu budowało, jeden
patrzył.
Następnie wybrał herb
i flagę,
ustalił regulamin
- i przestaliśmy być
w tej chwili
rówieśnikami.
Ciach. Ciach.
Postrzyżyny.
Teatralna rzeź.
I mamomamo wołają
ubrania
wysłane w papierowych
workach.
I mamomamo nawołuje
stado.
*
Idę sam z białym prześcieradłem
przez plac musztry.
Czasami jesteśmy
wiatrem.
Czasami jesteśmy
ptakiem,
żaglowcem i latawcem.
Łopot z nas wielki.
*
Stuk. Stuk.
Drewniana trybuna
stojąca na asfalcie.
A my czwórkami.
Ostatnie rzędy
mdleją.
Fala
za falą.
*
Ale pułkownik nigdy nie był szeregowcem,
a jeśli nawet - to już
mitologia.
Kiedy pada pytanie:
"kto się nie zapisał?"
- to nie las rąk, to
tylko moja ręka
się unosi - i cisza -
i przez okno widać
jak pułkownik
samotnie stoi na trybunie,
ma oczy takie same
jak ten orzeł za nim.
*
Jestem żołnierzem Innej Armii,
inny się chlebem
karmię.
Moja głowa porusza
ustami
na zbiorowym zdjęciu.
*
Intymne małe zaświaty.
Mrówka uciekła pod
liść.
NIezrównany szyk
traw.
Wyrywając palcami
zielsko wzdłuż popiołu
znajduję pół motyla:
jeszcze barw nie
utracił.
Trwa to jedną
sekundę.
Teraz
wiatr.
W tym samym czasie
mógłbym zrobić komuś dziecko.
Sekundy były
mniejsze,
gorące,
bardziej żywe.
*
Ptaki - obsługa karabinów maszynowych.
Żółte blaski pomiędzy
drzewami.
Na palcu mam obrączkę
z trawy, czołgam się.
*
Jest tu nam ciepło
pod szarymi kocami.
W tej chwili kilku
jest zdradzanych
przez narzeczone,
inni zaś
będą zdradzeni
później.
*
Tyle tylko dostrzegam, kiedy zamknę oczy:
zielony kwadrat -
cmentarz, nad nim stada mew:
szarych,
nieregularnych, nastroszonych. Raz
zrywających się, a
raz siadających.
Jeden z ostatnich cywilnych widoków
z okna pociągu. Ten
radosny chaos.
Cieszę się,
kiedy zamykam oczy.
*
W snach jeszcze ciągle cywilne obrazki:
to cywilne powietrze
i cywilny brud
za paznokciami - i
cywilne jest
nieogolenie we śnie,
cywilne problemy.
W snach pozostaje nadal
ta z jaw najjawniejsza jawa.
Na zewnątrz jednak
już dudnią komendy.
Na zewnątrz krwawi
zieleń, toczą się kamienie,
sto głosów we mnie,
nade mną, przede mną.
Wrogie powolne
słońce.
*
Stary się lubi grzać przy kocie.
Stary wyciorem bije
kota w kark.
Stary się wzrusza
wieczorami
czytając listy kocich
narzeczonych.
*
To chyba najpiękniejsze zdanie:
"Obywatelu
poruczniku,
kanonier Takioataki.
Proszę o pozwolenie wyjścia.
Proszę o pozwolenie
wyjścia".
*
Przysięga. Przyjechali wszyscy
- rodzice, siostry,
narzeczona, Jaś
i Rudy. Trochę jak
pogrzeb.
Stałem w szeregu, ale
nawet
nie poruszyłem ustami.
Szkoda tylko, że nikt
nie zauważył mojej zbrodni.
*
Na lufie karabinu
siadł mi motyl.
Autentyczne
zdarzenie.
*
Na salę gimnastyczną
wchodzi się jak do kościoła.
Zdejmuję czapkę z
orzełkiem
i zamiatam, zamiatam
pod ołtarzem
- wielką tablicą z
wynikami meczu
NASI : GOŚCIE.
Poza oknem jest nocna
zieleń, wciąż tam
wędrują moje oczy.
*
Nie ma prawej i lewej.
Mój mózg płynie
środkiem.
Moje prawe nieprawe.
Mój mózg płynie
środkiem.
I słychać ciche
pluski
i ciche tupanie.
Jestem jedną z nóg stonogi.
Jestem jedną z nóg
stonogi.
*
Tylko tu spokój.
GWIEZDNE WOJNY -
nagłówek w jednej z gazet.
Japończycy w
mosiężnych imbrykach na głowach.
Nowozelandzki desant
wisi przyczajony.
Lecz ja spokojnie
okupuję kibel, jeden na sto
osób. Jeden jedyny.
Wywiesiwszy pas
ponad drzwiami, aby
wiedziano, że zajęte, ja
okupuję to miejscę.
Nawet nie zdejmuję spodni.
Siedzę, przymykam
oczy. Nie myślę o niczym,
o nikim. Okupuję to
miejsce, gdy
tymczasem cała
kompania chce srać.
*
Jedyne co się teraz tutaj dzieje
- to ciemność. JW
2459, Morąg. Noc.
Obudziłem się z
krzykiem. Och, przyśniło mi się,
że znajduję się we
wnętrzu krzyża. Wnętrzu krzyża. Tak.
*
Szmaty. Mój Boże: szmaty. Strzępy piżam, onuc
- i te od których
barwa odstąpiła już -
wilgotne i kobiece.
Chciałbym umrzeć - i
nie chcę, nie chcę umrzeć. Klęcząc
klepię pacierzę, rżnę
wdowy po moich
miłosnych wierszach i
odtwarzam sobie
strzępki rozmów i książki sobie opowiadam, filmy,
nucę sobie
STRAWBERRY FIELDS FOREVER - i
przyznaję się, a wszystkie dawne zbrodnie
są jak odległe spod
ziemi sygnały,
nie śmiem podnosić
oczu, z perspektywy mysiej
oglądany korytarz...
Szmaty. Idąc zapalić papierosa nocą
bezsensownie się
schylam,
jakbym zbierał
poziomki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz