22.05.2014

 Szmaty
 Marcin Świetlicki

A potem chłopcy założyli miasto.
 Stu budowało, jeden patrzył.
 Następnie wybrał herb i flagę,
 ustalił regulamin
 - i przestaliśmy być w tej chwili
 rówieśnikami.

Ciach. Ciach.
 Postrzyżyny.
 Teatralna rzeź.
 I mamomamo wołają ubrania
 wysłane w papierowych workach.
 I mamomamo nawołuje stado.
*
Idę sam z białym prześcieradłem
 przez plac musztry.
 Czasami jesteśmy wiatrem.
 Czasami jesteśmy ptakiem,
 żaglowcem i latawcem.
 Łopot z nas wielki.
*
Stuk. Stuk.
Drewniana trybuna
 stojąca na asfalcie.
A my czwórkami.
 Ostatnie rzędy mdleją.
 Fala
 za falą.
*
Ale pułkownik nigdy nie był szeregowcem,
 a jeśli nawet - to już mitologia.
 Kiedy pada pytanie: "kto się nie zapisał?"
 - to nie las rąk, to tylko moja ręka
 się unosi - i cisza - i przez okno widać
 jak pułkownik samotnie stoi na trybunie,
 ma oczy takie same jak ten orzeł za nim.
*
 Jestem żołnierzem Innej Armii,
 inny się chlebem karmię.
 Moja głowa porusza ustami
 na zbiorowym zdjęciu.
*
 Intymne małe zaświaty.
 Mrówka uciekła pod liść.
 NIezrównany szyk traw.
 Wyrywając palcami zielsko wzdłuż popiołu
 znajduję pół motyla:
 jeszcze barw nie utracił.
 Trwa to jedną sekundę.
 Teraz
 wiatr.
 W tym samym czasie mógłbym zrobić komuś dziecko.
 Sekundy były
mniejsze,
 gorące,
 bardziej żywe.
*
 Ptaki - obsługa karabinów maszynowych.
 Żółte blaski pomiędzy drzewami.
 Na palcu mam obrączkę z trawy, czołgam się.
* 
Jest tu nam ciepło
pod szarymi kocami.
 W tej chwili kilku
 jest zdradzanych
 przez narzeczone, inni zaś
 będą zdradzeni później.
*
 Tyle tylko dostrzegam, kiedy zamknę oczy:
 zielony kwadrat - cmentarz, nad nim stada mew:
 szarych, nieregularnych, nastroszonych. Raz
 zrywających się, a raz siadających.
Jeden z ostatnich cywilnych widoków
 z okna pociągu. Ten radosny chaos.
 Cieszę się,
 kiedy zamykam oczy.
*
 W snach jeszcze ciągle cywilne obrazki:
 to cywilne powietrze i cywilny brud
 za paznokciami - i cywilne jest
 nieogolenie we śnie, cywilne problemy.
W snach pozostaje nadal
ta z jaw najjawniejsza jawa.
 Na zewnątrz jednak już dudnią komendy.
 Na zewnątrz krwawi zieleń, toczą się kamienie,
 sto głosów we mnie, nade mną, przede mną.
 Wrogie powolne słońce.
*
 Stary się lubi grzać przy kocie.
 Stary wyciorem bije kota w kark.
 Stary się wzrusza wieczorami
 czytając listy kocich narzeczonych.
*
 To chyba najpiękniejsze zdanie:
 "Obywatelu poruczniku,
 kanonier Takioataki.

Proszę o pozwolenie wyjścia.
 Proszę o pozwolenie wyjścia".
*
 Przysięga. Przyjechali wszyscy
 - rodzice, siostry, narzeczona, Jaś
 i Rudy. Trochę jak pogrzeb.
 Stałem w szeregu, ale nawet
nie poruszyłem ustami.
 Szkoda tylko, że nikt
nie zauważył mojej zbrodni.
* 
Na lufie karabinu
siadł mi motyl.
 Autentyczne zdarzenie.
*
 Na salę gimnastyczną
wchodzi się jak do kościoła.
 Zdejmuję czapkę z orzełkiem
 i zamiatam, zamiatam
 pod ołtarzem
 - wielką tablicą z wynikami meczu
 NASI : GOŚCIE.
 Poza oknem jest nocna zieleń, wciąż tam
 wędrują moje oczy.
*
 Nie ma prawej i lewej.
 Mój mózg płynie środkiem.
 Moje prawe nieprawe.
 Mój mózg płynie środkiem.
 I słychać ciche pluski
 i ciche tupanie.

Jestem jedną z nóg stonogi.
 Jestem jedną z nóg stonogi.
*
Tylko tu spokój.
 GWIEZDNE WOJNY - nagłówek w jednej z gazet.
 Japończycy w mosiężnych imbrykach na głowach.
 Nowozelandzki desant wisi przyczajony.
 Lecz ja spokojnie okupuję kibel, jeden na sto
 osób. Jeden jedyny. Wywiesiwszy pas
 ponad drzwiami, aby wiedziano, że zajęte, ja
 okupuję to miejscę. Nawet nie zdejmuję spodni.
 Siedzę, przymykam oczy. Nie myślę o niczym,
 o nikim. Okupuję to
 miejsce, gdy tymczasem cała
 kompania chce srać.
*
Jedyne co się teraz tutaj dzieje
 - to ciemność. JW 2459, Morąg. Noc.
 Obudziłem się z krzykiem. Och, przyśniło mi się,
 że znajduję się we wnętrzu krzyża. Wnętrzu krzyża. Tak.
*
Szmaty. Mój Boże: szmaty. Strzępy piżam, onuc
 - i te od których barwa odstąpiła już -
wilgotne i kobiece.
 Chciałbym umrzeć - i nie chcę, nie chcę umrzeć. Klęcząc
 klepię pacierzę, rżnę wdowy po moich
 miłosnych wierszach i odtwarzam sobie

strzępki rozmów i książki sobie opowiadam, filmy,
nucę sobie STRAWBERRY FIELDS FOREVER - i
przyznaję się, a wszystkie dawne zbrodnie
 są jak odległe spod ziemi sygnały,
 nie śmiem podnosić oczu, z perspektywy mysiej
 oglądany korytarz...

Szmaty. Idąc zapalić papierosa nocą
 bezsensownie się schylam,
 jakbym zbierał poziomki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz