Liści niesionych
wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed
podróżą na drzewach usiadły,
Czekając na swych
braci, za morze lecących.
Jak nie kochać
jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli
zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym
sercu, codzienne zgryzoty.
Jak nie kochać
jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Chryzantemy pobieli,
dla tych, których nie ma.
Szronem łąki maluje,
ukoi, zasmuci.
Jak nie kochać
jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
I w swoim majestacie
uczy nas pokory.
Bez słowa na
cmentarze wzywa nas corocznie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz