Ernest Bryll
Panie, dotknij swoją dłonią
Naszych strachów, głów spoconych
Popraw nam poduszki zmięte
Niechaj kamień nocy zmięknie
Niech radości listek biedny
We snach naszych nam potrzebny
Zmieni się w zielone drzewo
Gdzie w gałęziach niby niebo
Czysty, dumny zapach śliwek
Tak gwiaździsty, tak prawdziwy
Byśmy ich cienisty granat
Smakowali aż do rana

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz