11.08.2018

 Denise Levertov

Poeta i czytelnik

Kiedy wiersz przychodzi do mnie 
niemal gotowy, torując sobie drogę 
ku światłu dziennemu poprzez ramię, dłoń i pióro, 
na stronice papieru; lub kiedy domaga się, 
próba po próbie, dodatkowych zmian 
zbliżających go do celu, by dopełnić to, 
co w nim zawarte i zaszczepione 
i wypielić chwasty nadmiaru - 
aż wreszcie zaczyna oddychać 
i opuszcza mnie - 

wówczas ogarnia mnie trwoga, 
że zostałam jeszcze raz powołana do tego zadania, 
a także radość i dziwne a znajome 
poczucie przeznaczenia. 

Ale kiedy czytam albo słyszę 
wiersz doskonały, powołany do życia 
przez kogoś innego, przez kogoś, o kim 
może nigdy przedtem nie słyszałam - wiersz 
przynoszący mi nieodpartą wizję i muzykę, 
wzruszenie i wstrząs 
nowej udręki i nowej nadziei, wiersz 
rozedrgany własną 
żywotną siłą - 

wówczas zapominam 
o własnej trwodze i ciasnej radości 
czując co śpiewak musi czuć w wielkim chórze 
uczestnicząc z pokorą i zapałem 
we wspólnie stanowionej harmonii, 
a fale i szum oceanu muzyki 
milkną, by usłyszeć jak aria 
zatacza nad nimi łuk w niezmąconej ciszy. 

tłum. Julia Hartwig 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz